czwartek, 30 stycznia 2014

Skąd się biorą lekarze?



Czasem trzeba nawiązać do przewodniego motywu bloga. Sprawa ważna, długo się nad nią zastanawiałam. Bo dominuje jeden typ myślenia - lekarzem zostaje się dla kasy. A mnie to nie kręci.

Dlaczego ludzie decydują się na studia medyczne?
Kolejność nieprzypadkowa.

dla pieniędzy

Paaaatrz jaką on ma furę. A w jakiej willi mieszka!
No a jakżeby inaczej, przecież lekarz.

No nie wiem. Płacą podobno poniżej średniej krajowej, żeby się dorobić trzeba się narobić. Praca prawie na okrągło, nie wyobrażam sobie tego "tylko dla pieniędzy". Ale pewnie są tacy, którzy mają wyobraźnię sprawniejszą od mojej.
Inna sprawa, że po studiach medycznych mamy większe prawdopodobieństwo na zostanie zatrudnionym niż po takiej - dajmy na to - psychologii. Lekarze potrzebni od zaraz.

z powodu zainteresowań

Paaaatrz, jakie piękne szczurki! A ile ich jest! Nie jest im ciasno?
Nie martw się, nie jest. Z resztą to tylko lokum tymczasowe, przecież zaraz ktoś będzie je kroił.

Mój tekst dnia. Od dziecka lubiłam słuchać opowieści o wojnach, teraz lekko zmieniłam kierunek na historię medycyny. To naprawdę ciekawe. Oprócz historii interesuje mnie też cała reszta medycyny i sam zawód i cała reszta i wszystko. Nie ma nic lepszego niż praca zgodna z zainteresowaniami. A jeżeli się nie dostanę, to zawsze pozostaje mi bycie blogerką.

dla fejmu

Jakby ludzie nie krzyczeli, ile by w telewizji o martwych dzieciach nie mówili, zostanie lekarzem zawsze będzie awansem społecznym. A kto w małych miejscowościach jest znany bardziej niż lekarz? Może ksiądz proboszcz.

bo rodzice tak chcieli

Niespełnione ambicje rodziców niszczą dzieci. Mnie nie zniszczyły, moi chcieli zrobić mnie informatyczką, a później "no nie wiem, kim masz zostać, ale żeby medycyna?!". A czasem rodzice sami są lekarzami i stanowią wzór godny naśladowania. Albo chcieliby stanowić i zmuszają dziecko do pójścia na takie, a nie inne studia. Są lekarzami, czy nie są - rozumek własny, choćby mały, trzeba mieć.

dla władzy

O tym się nie mówi, tego można nawet nie wiedzieć. Ale jaki inny zawód daje taką władzę, jaką daje bycie lekarzem?
Z drugiej strony. Jeżeli komuś znudzi się ratowanie ludzkich żyć, a jest popularny i ma kasę to mu się w tyłku przewraca i idzie w politykę. Wyborcy są, fundusze są, łatwiejsze życie czeka.

z czystej chęci niesienia pomocy ludziom

Niestety. Co prawda znam jednego człowieka, którego głównym celem mogłaby być chęć niesienia pomocy ludziom, ale człowiek ten ostatecznie nie zdecydował się na medycynę. Był to ewenement na skalę moich znajomych, ale wyrażam złudną nadzieję, że dla większości medyków był to ten ostatni argument, kropla dopełniająca czarę.

Szczerze mówiąc to żaden z powyższych powodów nie był i nie jest dla mnie szczególnie ważny. Ale stanowią niezłe dopełnienie tego głównego. Bo ze mną to jest tak, że naprawdę żyję dopiero wtedy kiedy nie śpię, nie jem i praktycznie nie żyję. A jeżeli przy okazji mogę jeszcze przebywać z ludźmi, usłyszeć słowo "dziękuję" {tak, czasem jestem dobrym człowiekiem} i nie mam czasu na myślenie, to jest cudownie. I nie cierpię monotonii, a że praca ma stanowić większą część mojego życia... Wojsko albo medycyna. Jestem ślepa i dość leniwa, więc to drugie.

I pomyśleć, że to wszystko zaczęło się od olimpiady biologicznej w gimnazjum. Na którą poszłam, mimo że nie cierpiałam biologii. Ona może, a ja nie?! I jakoś poleciało, a później nie było już odwrotu. Pozostało mi tylko przekonanie siebie samej i utwierdzenie w postanowieniu. Z resztą, kieruję się w życiu zasadą, że wszystkie moje pomysły są dobre. Wróćmy do "nie było już odwrotu". Jest. Zawsze mogę zostać blogerką.

A za kilka lat wrócę do tego wpisu, przeczytam, pośmieję się, zweryfikuję i opiszę z zupełnie innego punktu widzenia.
.

16 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz jak zazdroszczę Ci tak rozsądnej decyzji i możliwości studiowania tego kierunku! Ja trochę za późno zrozumiałam, że moim powołaniem jest właśnie medycyna....Cóż muszę zamienić ją na namiastkę czegoś innego! Z całego serca Ci kibicuję i trzymam kciuki!
    Podoba mi się Twoja życiowa zasada ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oszalałaś?! Chcesz zrezygnować?! Znajdę Cię i skopię tyłek!

      Przecież ja nie studiuję. Jeszcze nie.

      Usuń
    2. Dobra, zrozumiałam, że studiujesz i chcesz zrezygnować, nevermind. Naprawdę, nie da się?

      Usuń
    3. Wiem, że jeszcze nie studiujesz ;) Ja tylko piszę że Ci zazdroszczę tej możliwości - że w odpowiednim wieku zdałaś sobie sprawę że chcesz to robić. Ja mam 29 lat i już za późno na te studia.....

      Usuń
    4. Wiesz, słyszałam o osobie, która poprawiała maturę 7 razy. I o ludziach, którzy szli na lekarski, bo kierunek, który ukończyli, okazał się nie być ich powołaniem. Nie ma rzeczy niemożliwych -.- I tak masz lepiej, niż mój rocznik. My najprawdopodobniej musielibyśmy płacić za całe studia na nowym kierunku.
      A czy mogę zapytać - co skończyłaś? Nie znalazłam informacji u Ciebie, a jestem ciekawa.

      Usuń
    5. Nasza psycholog opowiadała nam, że w czasach egzaminów wstępnych Ci którzy podchodzili do niego 7 raz dostawali się z marszu w drodze jakiegoś wyjątku czy wyróżnienia ;p Nie wiem ile w tym prawdy. ;-D Może i w zamierzchłych czasach tak było ;-)

      Może nie ma rzeczy niemożliwych, ale są nieopłacalne.

      Usuń
    6. Nie skończyłam nic co byłoby w naszych czasach jakoś wybitnie przydatne: zarządzanie i administrację europejska.

      Usuń
    7. Zastanawiałam się nad tym chyba w gimnazjum, uwielbiałam wtedy geografię. Ech, człowiek młody, głupi jest. Jestem zdania, że powinni wprowadzić u nas gap-year, na wzór angielskiego czy tam amerykańskiego.

      Usuń
  2. Co do poprawiania matury x razy: na wecie też się regularnie tacy zdarzają :> u mnie w grupie na 18 osób jest tak z 5-6 z mojego (czyli tego, który teraz w 2013 skończył licea) rocznika.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kontrowersyjny ten Twój wpis. ;-) Blogerka z Ciebie niezła.
    Życzę Ci, żebyś wróciła do tego postu za jakiś czas. Twoje myślenie zmieni się.. niejeden raz ;-)

    Moje postrzeganie zmieniało się diametralnie w ciągu kilku ładnych lat ;-) Od gimnazjum, przez maturę (moja 2012), po pierwszy rok studiów związanych z medycyną, do teraz, gdy będę poprawiała maturę. Dużo czasu zmarnowałam, ale widać tyle go potrzebowałam, żeby utwierdzić się, że chcę być lekarzem i nikim innym ;p A czemu właśnie nim? Przeszłam przez prawie wszystkie powyższe opcje (oprócz nacisku rodziców), by teraz je wszystkie ostro zmiksować. :-D
    Chcę mieć pracę: 1) w której będę mieć poważanie (tu sam tytuł nie starcza - trzeba być wciąż człowiekiem); 2) która będzie mnie jarała na maxa i nie będę miała oporów przed dokształcaniem się (zarówno ogólnie, jak i specjalistycznie); 3) dającą mi możliwość pracy z człowiekiem i dla niego (w ujęciu dosyć holistycznym); 4) gdzie będę miała choćby częściową władzę; 5) z której będę miała poważny pieniądz, a nie nędzne ochłapy.
    Tego co napisałam, proszę, nie traktuj dosłownie, ponieważ każdy z tych punktów to zaledwie ogólniki. Sam temat mogłabym rozwinąć na kilka ładnych postów ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Tobie poznałam znaczenie słowa kontrowersyjny {różnica zdań, polemika, rozbieżność sądów, dyskusja, wątpliwość}. Podoba mi się, od teraz mój blog będzie kontrowersyjny i skłaniający do przemyśleń.

      Powodzenia, obyśmy się kiedyś spotkały! Może planujesz ŚUM?

      Usuń
  4. Tyle się mówi, że to ciężkie studia, moi znajomi mówią, że to ciężkie studia, ale powiem tyle - to jest ciężka praca przede wszystkim. Serio, serio. Jednak pomimo ogromnej odpowiedzialności - bardzo ciekawa.
    Ja poszłam na medycynę, bo chciałam zostać Lekarzem Bez Granic ;).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ehhh, to się wszystko strasznie przewartościowuje w trakcie, ja nie wiem, może nie w sensie negatywnym, że nagle każdy chce zarabiać furę dolarów czy coś, ale spojrzenie się zmienia. Czasem sobie człowiek myśli, że po co mu to było (haha:) i chce tylko mieć spokojną pracę i komuśtam pomagać najlepiej jak potrafi. A czasem wpadają jakieś inne szalone pomysły do głowy, żeby nie było :D
    Ja poszłam nie wiem czemu (w sumie coś mi w środku tak mówiło, że to jest to co powinnam robić w życiu), teraz też zaraz skończę nie wiem czemu i w ogóle za szybko to się stało wszystko, o mamooo.
    Także do listy dodałabym jeszcze jeden powód: niesprecyzowane poczucie ;D
    Chociaż jak tak pomyślę, to może w liceum jakoś inaczej na to patrzyłam? Serio, sama nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam jestem przeklętą idealistką i optymistką i wierzę, że tak naprawdę wszyscy ludzie są dobrzy. A to bycie lekarzem to taki mój ideał. Mam nadzieję, że nigdy nie nastawię się anty. Tym bardziej, że oprócz tego wszystkiego uważam, że ludzie się nie zmieniają. I mam zamiar pozostać optymistką i idealistką na zawsze. I za Ciebie też trzymam kciuki!

      Usuń
    2. Słusznie ;) Ktoś w końcu musi wierzyć w ludzi, co nie?
      Swoją drogą też uważam, że ludzie się nie zmieniają, ja z czasem tylko, na niektóre rzeczy jakoś inaczej zaczęłam patrzeć (pewnie się starzeję, haha, i to dlatego) ;)

      Usuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com