wtorek, 11 lutego 2014

Gap year


Znasz człowieka, który nie chciałby dostać w gratisie roku wolnego czasu? A ja znam. Choć w tym przypadku "znam" może być pojęciem względnym.

Wolałabym nie mieć w swoim życiorysie wolnego roku.

Tyle planów, tyle rzeczy do zrobienia! Mnóstwo czasu, który można spędzić, oddając się licznym hobby, pisząc bloga, angażując w różne akcje czy nawet ucząc się! Tak dużo czasu, tym razem maturę zdam na sto procent, z pewnością. A dziewięćdziesiąt osiem to minimum absolutne. Języka obcego się nauczę, fhrązuskiego!

Rok to zdecydowanie zbyt dużo wolnego czasu na myślenie. W rok można nie przyszłym lekarzem, a filozofem zostać.

Zastanawiałam się na przykład nad sensem idei gap year. Niby fajnie, bo taki Amerykanin może sobie popodróżować albo zarobić. A gdyby tak wolny rok dano Polakowi? Polak mógłby sobie pomyśleć i dojść do wniosku, że miał rację i wie, co chce robić w przyszłości. Mógłby też pomyśleć, stwierdzić że w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z jego wykształceniem i zwyczajowo ponarzekać.

Jeżeli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy pomysł, żeby zawalić maturę albo rzucić studia to zastanów się dwa razy. I patrząc ze swojej perspektywy mogę dać Ci jeszcze jedną radę - znajdź jakieś twórcze zajęcie i jakieś inne, nieważne jakie zajęcie, które pomoże Ci zorganizować czas. Bo jakby na to nie patrzeć, jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do szkolnego {zawodowego pewnie też} rygoru, że ciężko jest przyzwyczaić się do życia bez niego.

Nie daj się zamknąć. Kiedyś czytałam, że zamykanie ludzi w pustych pomieszczeniach i uniemożliwianie kontaktów z innymi to jedna z wyjątkowo skutecznych tortur. Zazwyczaj zaczynają mówić, a nawet zwierzać się pierwszej osobie, która zechce ich odwiedzić. Pewnie stąd wzięła się moja nagła miłość do całego świata i wszystkich ludzi. Na łyżwy bym poszła.

A wspominałam już może, że dobrze byłoby, gdyby to zajęcie umożliwiało poznawanie ludzi? W żadnym z wymienionych wcześniej przypadków na znajomych nie ma co liczyć. Albo zerwą kontakt, uważając się za lepszych, albo naprawdę nie będą mieli dla Ciebie czasu. Smutne, ale prawdziwe.

No dobrze. Tak naprawdę to bardzo wiele mojemu wolnemu rokowi zawdzięczam. Wiem na przykład, że nigdy nie zostanę kurą domową. I że praca w domu lub jakiekolwiek zajęcie niewymagające kontaktu z ludźmi nie jest dla mnie. Człowiek to zwierzę stadne, walka z własną naturą nie ma sensu. Ja na przykład przyjaźnię się z kotem.
.

38 komentarzy:

  1. W Polsce nie ma mowy o gap year. Nie ta mentalność. Brak tego trendu. Dużo czasu minie zanim przerwa od pracy czy uczelni, z powodów innych niż macierzyństwo, choroba czy inna praca będą akceptowalne.
    ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę to myślę, że to by się przydało. Tylko patrząc na moich znajomych {czy choćby na siebie} myślę, że niekoniecznie by się sprawdziło.

      Usuń
    2. Ale co to znaczy "by się przydało", "nie ma mowy"...? Przecież po maturze nie ma obowiązku rekrutowania się na studia, matura jest ważna kilka lat (pięć?) i można sobie poszaleć ;) Sama studiuję na lekarskim i sporo moich znajomych z liceum nie od razu dostało się na te studia i niektórzy wykorzystali gratisowy rok bardzo dobrze :)

      Choć zgadzam się z ogólnym wydźwiękiem postu - od samotności można oszaleć. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że nawet nie mając życia towarzyskiego, w pracy czy w szkole przeżywa się dziesiątki międzyludzkich interakcji i że gdy ich zabraknie - idzie zwariować.

      Usuń
    3. By się przydało tak oficjalnie, dla wszystkich. Żeby podłapać jakiś staż czy znaleźć jakieś powołanie, jeśli nie ma się pomysłu na życie.

      Widzisz, ja wykorzystuję na pisanie blogów i "naukę" do matury, już planuję wakacje : D Niby spotykam się ze znajomymi, mam paru takich, którzy też nie studiują. Niedługo wybieram się na jakąś bloKonferencję. Ale jakieś to takie jest... Wolałabym być na studiach, bardzo mi się takie życie podoba. Uczyć się i robić cokolwiek i nie myśleć : D

      Usuń
    4. Ym, inaczej. Nie mieć czasu na myślenie o pierdołach.

      Usuń
    5. A co do tego "dla wszystkich" to się wezmę i nie zgodzę, o! Przede wszystkim, trzeba wziąć pod uwagę wszystkich tych z biedniejszych rodzin, których rodzice będą "czekali" na to, aż ich dziecko się wykształci i pójdzie do pracy (by ich wspomóc) albo przynajmniej na swoje (by ich odciążyć). Oczywiście, można powiedzieć - o, to gap year jest świetnym momentem by zarobić i tak im pomóc! Ale tu właśnie rozmijają się teoria i praktyka: jaki "staż" (o jakim wspomniałaś) znajdzie maturzysta? Jak ma odnaleźć swoje powołanie, jeśli do wyboru ma prace niewymagające wykształcenia? :) Gap year w mojej opinii ma sens, jeśli ktoś popracuje pół roku jako ten przysłowiowy sprzedawca w McDonaldzie, a potem przez następne pół roku wyda je na zwiedzanie, kursy, imprezy itd. Ale to absolutnie nie powinno być obligatoryjne, choćby dlatego, że nie każdego na to stać "czasowo".

      Usuń
    6. Napisałam o stażu pewnie dlatego, że mi takowy proponowano i często się ten temat przewija w rozmowach z koleżanką, która ze studiów zrezygnowała.

      Ogólnie mieszkam podobno w powiecie z najwyższym wskaźnikiem bezrobocia w skali {aktualnie nie wiem jakiej, ale kilka lat temu - w skali kraju}. Teraz pewnie oddaliśmy to zaszczytne miejsce komuś na wschodzie. Ale tak się składa, że wszyscy z moich znajomych, którzy chcieli sobie dorobić przez wakacje, pracę znaleźli. Pewnie byłoby inaczej, gdyby chętnych było więcej. No i wiadomo, że niekoniecznie praca w sklepie jest zgodna z zainteresowaniami, ale dorobili i jakieś pieniądze na studia mieli.

      A z tym powołaniem chodziło mi o to, że może byłby jakikolwiek czas na zastanowienie się {chociaż gap year zazwyczaj zaczyna się już po złożeniu papierów na studia, nie?} i dowiedzenie się czegokolwiek. Bo my nie wiedzieliśmy o studiach i kierunkach praktycznie niczego. Nielicznym udało się dorwać jakieś informatory i to by było na tyle. Skończyło się na tym, że po otrzymaniu wyników matury większość miała kilka dni na decyzję gdzie złożyć papiery i teraz mnóstwo osób rezygnuje i szuka jakiegokolwiek zarobku, na przykład stażu. A jeżeli nie rezygnują to i tak są potwornie niezadowoleni. Gdzie tu sens?

      Usuń
    7. Może nie wyraziłam się jasno :) Chodziło mi o to, że maturzysta powinien spokojnie znaleźć pracę, ale raczej nie będzie to hmm... praca marzeń, która podczas gap year otworzy Ci oczy na własne pasje i zainteresowania. W 9 przypadkach na 10 będzie to praca czysto zarobkowa, w czym oczywiście nie ma nic złego, ale po prostu mija się to z Twoją idealistyczną wizją podłapywania pomysłu na życie/szukania powołania. Myślę, że maks. 10% tych osób spotka scenariusz niczym z amerykańskiego snu - pójdą pracować w sklepie z butami, odkryją że buty to ich pasja, zaczną je projektować i za pięć lat ich szpilki będzie nosić Anja Rubik ;) Reszta skończy z przepracowanym w pocie czoła i za psie pieniądze rokiem, co - podkreślam to z całą mocą - nie powinno być obowiązkowe. Kto chce może tak sobie robić, ale zmuszanie do tego innych to moim zdaniem zbrodnia :P

      Druga część Twojego komentarza zjeżyła mi włos na głowie. Jeśli sami się nie zainteresowaliście tym jak wyglądają studia, rekrutacja itp. to wybacz, ale sami jesteście sobie winni. INFORMATORY? W sensie takie drukowane, które co roku się dezaktualizują + są stronnicze, bo wydawane przez samą uczelnię? Ludzie złoci, mamy XXI wiek i dostęp do Internetu też chyba mieliście! Pytasz gdzie tu sens - odpowiadam: brak, ale nie mówcie, że ten stan rzeczy to wina braku gap year w Polsce, tylko Waszego nieogarnięcia :D Chyba że to ironia, przed którą ostrzegasz w sekcji komentowania - wtedy sorki ;)

      Usuń
    8. Według mnie taki gap year ma sens, ale właśnie w trakcie studiów, np po pierwszym roku (zależy oczywiście o jakich kierunkach mówimy). Bo czy naprawdę można czegokolwiek dowiedzieć się o danych studiach z broszur? Politechnika będzie zachwalała mechatronikę, że to w ogóle najlepszy kierunek dla dziewczyn (tak! tak! potrzebujemy kobiet!), uniwersytet co innego i medycyny chyba nie trzeba reklamować, i tak dużo chętnych. O powołaniu dowiadujemy się dopiero w trakcie studiowania, a o powołaniu do bycia lekarzem to pewnie nawet dopiero pracując (niestety studia często nie mają zbyt wiele wspólnego z realiami polskich szpitali :), zresztą pojawiło się ostatnio parę artykułów z "narzekaniami" młodych lekarzy). Nie uważam też, że rezygnowanie ze studiów po pierwszym semestrze lub roku to coś złego. Moja przyjaciółka po mat-fize poszła na informatykę, zrezygnowała, miała przerwę, podczas której miała robić teczkę na architekturę. I co? Teraz kończy prawo :D.

      Usuń
    9. @Ly-Anna, ja też nie wyraziłam się jasno. Miałam na myśli ewentualną pracę zarobkową i trochę czasu na zastanowienie się. Ale tak jak wspomina Cerata, może lepiej spróbować jakichkolwiek studiów w tym czasie. Projektowanie szpilek? Mam kolegę, który po maturze stwierdził, że od zawsze chciał zostać murarzem, że to jest to, co mu się podoba i zatrudnił się w jakiejś małej firmie.

      A wiesz, dlaczego ludzie idą do LO? Bo nie wiedzą, na jaki konkretny profil zdecydować się w innych szkołach. Idą na pol-biol, lub "ogólny", bo nie wiedzą co wybrać. Na biol-chem, bo po pol-biol to tylko psychologia, a na pol-hist dlatego, że nie lubią chemii. Jedynie na mat-fiz idą, bo wierzą w zatrudnienie po politechnice. To jest jakaś masakra. Jak pytasz ludzi tuż przed lub nawet po maturze, co chcą w życiu robić. A oni nie wiedzą. 90% z nich.

      Powiedziałam koleżance już po odebraniu wyników z matur, że przecież każda uczelnia ma swoją stronę internetową. Że są fora. Że można poczytać o zajęciach, zobaczyć plan, poznać jakieś perspektywy. Czy choćby rozejrzeć się wśród kierunków. Zdziwiła się!

      Ja wciąż nie rozumiem tego, jak ktoś może się sobą i swoją przyszłością nie interesować. Ale są tacy. Niby mieliśmy kilkanaście godzin z doradztwem zawodowym. Ja się poczułam wybitnie podbudowana {pani pięknie przemilczała fakt, że na lekarza się nie nadaję, ale wciąż porównywała mnie do Scarlett Johansson.}, ale kto nie wiedział, ten dalej nie wiedział. Ona poleciła jakiś w miarę obiektywny informator, zawierający kierunki oferowane przez wszystkie uczelnie w Polsce. Tam znalazłam Inżynierię Biomedyczną na AGH.

      Mocny akcent na koniec. Gdybym tej ww. koleżance nie powiedziała, że po odebraniu wyników ma tylko kilka dni na złożenie papierów, to by nie wiedziała. Myślała, że do września.

      Jakżebym chciała, żeby to była ironia.

      @Cerata, rozważałam prawo na prywatnej uczelni, ale chyba niekoniecznie na poważnie.
      Mam nadzieję, że nigdy nie będę narzekać. Wszyscy mówią, że będzie źle, więc nie wyobrażam sobie nie wiadomo czego.

      Usuń
    10. Puszysława, zatkałaś mnie swoją wypowiedzią kompletnie. Nie wiem co mam na to odpisać :D Chyba pozostaje mi mieć nadzieję, że tacy "fachowcy" jak przytaczani przez Ciebie w przykładach nigdy nie zostaną przeze mnie wynajęci do niczego xD Maaatko, a potem pewnie ci sami ludzie piszą te rzewne listy o tym, jak zostali oszukani przez system/państwo i że nie są winni żadnej porażki jaka ich spotkała.

      Usuń
    11. A na jakiej podstawie pani doradczyni wywnioskowała, że nie nadajesz się na lekarza?

      Usuń
    12. Nie wiem. Ale ja wtedy nie byłam sobą, to raz. A poza tym znała mnie od dawna i chyba wiedziała, że chciałam być prawnikiem. A tak naprawdę to chciałam być prawnikiem w USA i bronić ludzi przed karą śmierci. Interesowałam się też strategią wojskową.

      Mogła również pomyśleć, że nadawałabym się na kogoś od PR, bo zaczęłam opowiadać o sobie, mówiąc o moim fikusie Benningtonie i kocie. Zawsze mówię od rzeczy, a ludziom to się podoba o.O

      I nie powiedziała, że nie, ale nie pamiętam, żeby mnie jakoś szczególnie do tego zachęcała. Chyba że sądziła, że nie trzeba. Tak naprawdę to była fajna.

      Usuń
  2. Nie zgadzam się, ale wiadomo- co człowiek to opinia. Miałam przymusowy gap year z powodu zawalonej matury i to było najlepsze co mogło mi się trafić! Spędziłam parę miesięcy pracując za granicą, leniłam się, uczyłam się i obecnie studiuję to co kocham i otaczam się fajnymi ludźmi, którzy podzielają ideę gap year;)
    I jest to akceptowane!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja strasznie żałuję, że nie zdecydowałam się na pracę, a za granicą to już w szczególności. Przez miesiąc studiowałam i było super, a teraz bardzo brakuje mi bliżej nieokreślonego czegoś i nawet na nauce nie mogę się skupić.

      I boję się, że znów braknie mi jakiegoś punktu -.-

      Usuń
    2. Akceptowalny przez pewna grupę ludzi - tych którzy sami mieli gap year lub ktoś z ich bliskich (komu ta przerwa się przysłużyła), a także tych nieco szerzej myślących. Takie jest moje zdanie i odczucie.
      Mam wrażenie, że dla wielu jest tak, że jeśli przez ten rok przerwy nie przysłuży się pracy zarobkowej albo przygotowaniach do egzaminów zakończonych sukcesem, to jest to rok zmarnowany. Nawet jeśli w tym czasie ktoś odnajdzie swoje zainteresowania, rozwinie hobby, wyjedzie gdzieś i zwiedzi świat. Pod tym względem jako społeczeństwo się dopiero rozwijamy.

      Usuń
    3. A ja myślę, że przez większość z tych co "nie akceptują" przemawia po prostu zazdrość. Nie powiedzą tego na głos, a wręcz przeciwnie zhejtują tych, co mieli na to odwagę robiąc im częstokroć przykrość, ale w środku aż się gotują z zawiści :P

      Usuń
    4. Faktycznie tak może być wśród rówieśników ;-) W zeszłym roku też trochę zazdrościłam znajomym, że zostali w domu i mogli się swobodnie uczyć, a ja próbowałam ostatkiem sił łączyć studia i naukę do matury. Nawet, jeśli mimo roku w książkach, zaledwie 2 osoby dostały się na celowany kierunek. Eh... Teraz czasem mi wstyd, że wtedy nie miałam jaj.

      Wśród tych co "nie akceptują" (faktycznie warto ująć w cudzysłowie) są też osoby z otoczenia (wsi, osiedla, szkoły, rodziny etc.) głownie starsze, choć wśród młodszych też można spotkać tą postawę (ale Ci jeszcze mniej życia od nas znają, więc można wybaczyć;p). Nie interesuję się plotkami zatem mam w głębokim poważaniu czy w okolicy krążą jakieś o mnie, np. że oblałam studia albo jestem w ciąży ;p Wiem, że wiele osób właśnie ze względu na naciski z zewnątrz i lichą wewnętrzną siłę nie chce nawet myśleć o roku przerwy (jakkolwiek zorganizowanym).

      Usuń
    5. Oj tak, gdyby gap year był zdefiniowany tylko przez odnalezienie "siebie" itp. to z całą pewnością nie patrzyliby na to przychylnym okiem;)
      Puszysławo- mam nadzieję, że te rozterki nie staną Ci na drodze. Ja też często tracę zapał odnośnie tego co studiuję czy ogólnie do życiowych spraw- ale zawsze wtedy staram się wrócić do początków, do tego bodźca od którego wszystkie moje cele się rozpoczęły. So don't give up!;)

      Usuń
    6. Dzięki. Biorę się za robotę zaraz po obiedzie!
      : )

      Usuń
  3. Zawsze będę żałować, że nie zrobiłam sobie roku przerwy po maturze. Pluję sobie w brodę, że nie miałam takich jaj, żeby urządzić sobie wolne i nie spróbowałam tylu różnych rzeczy, zanim przesiadłam się ze szkolnej ławki do studenckiej. Po skończeniu studiów, człek niby wciąż jest młody, ale już nie na tyle młody, by poświęcić rok na odkrywanie siebie i swoich pasji. Bo po kolejnych pięciu latach nauki to chyba jest już czas, żeby się ogarnąć życiowo :D. Dlatego trochę żałuję, że się na ten krok nie zdobyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca wiem, co rozumiesz przez okrywanie siebie i swoich pasji. Ale żeby ukończenie studiów czy ogarnięcie się życiowe miało temu przeszkadzać? Nie do końca Cię rozumiem : D

      Usuń
    2. Na to zawsze jest czas. Tylko trzeba się bardzie pogimnastykować, żeby znaleźć motywację i czas na działanie. Jednak wszystkie "dodatki" trzeba gdzieś upchnąć. ;-) Ale warto walczyć. Dla satysfakcji, że przez całe życie nie było się uczniem, następnie studentem a potem tylko pracownikiem.
      Kot Bury, nie żałuj tego czego nie zrobiłaś, bo czasu nie cofniesz. Działaj i planuj adekwatnie do obecnej sytuacji ;-)

      Usuń
  4. W sumie mam za sobą taki gap year, tyle że on trafił mi się po studiach. 30 września była obrona, a dopiero od 1 września następnego roku zaczęłam pierwszą pracę. To był rok z presją znalezienia szybko jakiegoś zajęcia, ciągłym brakiem gotówki, bezsensownymi pracami dorywczymi i też - dużo, dużo myślenia, samotności i rozwijania przyjaźni - z psem. Na pewno ten czas dał mi wiele wglądu w siebie, przeszłam sporą przemianę, w niektórych aspektach dojrzałam, ale nie chciałbym czegoś takiego przeżywać ponownie, nie takim kosztem.
    Gap year ma sens tylko wtedy, jeśli ma się odpowiednio ugruntowaną sytuację finansową i wsparcie bliskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie obawiam się, że teraz wychodzi ze mnie cała moja niedojrzałość. Ale masz rację, problem z pracą po studiach to nic przyjemnego. Osobiście mnie to nie dotknęło, ale sporo się nasłuchałam, gdy pracy szukał brat cioteczny. Po czymś w stylu automatyka/projektowanie/informatyka, z doświadczeniem i językami, przez 2-3 lata nie pracował.

      Usuń
  5. Gap year nie dla mnie. Kończę właśnie swoje 3 tygodniowe ferie i mimo że trochę organizowałam sobie czas, to już chcę wracać na studia! Tak, tak, będę lamentować przy każdym kolokwium, ale czas będzie wypełniony po brzegi. Nawet oglądanie seriali nie będzie marnotrawieniem czasu, tylko "odpoczywaniem od książek" :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj mi trochę swojej pozytywnej energii! :D Mogę zapytać co studiujesz? ^^

      Usuń
    2. Ly-anna, a Ty co studiujesz? Cerato, ja zawsze odpoczywałam od książek, czytając książki : D Często nawet zamiast tych, które powinnam.

      Usuń
    3. Też na lekarskim, pisałam to parę komentarzy wyżej ;)

      Usuń
    4. Tak właśnie kontaktuję.

      Usuń
  6. W takim razie niesamowicie Ci zazdroszczę! Mimo że czytanie książek sprawia mi dużą przyjemność, to jednak... seriale są mniej wymagające :D. Nie trzeba skupiać uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zależy od tego, jaka książka i jaki serial. Może oglądasz House'a?

      Usuń
    2. Ofc, skończony w tamtym roku, a nie, nawet w 2012, bo wtedy był ostatni sezon.

      Usuń
    3. Ja zostawiłam sobie 5 odcinków. I mam plan - obejrzeć wszystko, od początku, bez napisów.

      Usuń
    4. Nie głupi pomysł, tym bardziej, że pierwsze sezony widziałam z hmmm, 7 lat temu? Teraz może będę więcej rozumieć. I choć serial jest czasem przesadzony, to np. zapamiętałam, z któregoś odcinka, że kiłę leczy się penicyliną i w głowie zostało. Jeśli bardzo lubisz osobowość Grega, to polecam Sherlock'a - iście housowy (zresztą na książkowej postaci House był wzorowany). Tak mnie wciągnął ostatnio, że te kilka sezonów połknęłam w tydzień.

      Usuń
    5. Zastanawiałam się nad tym, mnóstwo ludzi poleca. Oglądałam filmy o Sherlocku i były świetne, w szczególności druga część. I nawet przeczytałam z 400 stron zbioru opowieści o nim. Ale najpierw House po angielsku.

      Usuń
    6. Polecam w takim razie Netflixa ;)
      Żeby działał w Polsce trzeba ściągnąć add-on to Chrome o nazwie Globec i zarejestrować się na amerykański adres. Naprawdę warto

      Usuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com