wtorek, 18 lutego 2014

Hater-free Zone


Odwiedziłam oficjalny facebookowy profil Koena Verweija. Tak, to ten Holender. Na wizji jest przystojniejszy niż na zdjęciach. Dowiedziałam się, że ma piękną siostrę, lubi Irene Wust, dba o higienę, a Polacy przechodzą samych siebie. Kim trzeba być, żeby zapamiętać tego gościa, znaleźć go na Facebooku i na jego Fanpage'u naskrobać po polsku {co bardziej odważni próbowali nawet po angielsku} chamski komentarz?

Swoją drogą... Holendrzy wiedzą teraz, że złoty medal zdobył zawodowy strażak, który nie ma dostępu do toru, a jego pobratymcy lubią drzeć japy. Wiecie, że Ci ludzie, odwiedzając Polskę, przywożą ze sobą papier toaletowy i jedzenie oraz tłumaczą biednym Polakom, co to Snickers? Z pewnością wybitne jednostki dodatkowo ociepliły ten jakże pozytywny wizerunek naszego narodu.
 
Dość o tym. Nie wszyscy wiedzą, że mam raczej specyficzny styl mówienia. Nie objawia się on w tekście pisanym, ale niedawno wymknęło mi się określenie "chamidła" w odniesieniu do czytelników. Oczywiście było to zakopane w tekście, a emocje niesione przez to słowo wygasiłam. Dwie osoby pocieszyły mnie w komentarzach. Zupełnie zapomniałam, że napisałam coś takiego.
 
Przypomniano mi. Zaskoczyła mnie spora ilość wejść z profilu na ask.com należącego do jednej ze stron, której misja polega głównie na, nie czarujmy się i nie owijajmy w bawełnę, hejtowaniu. Dopiero wtedy zrozumiałam znaczenie słów "wyrwany z kontekstu". Wylądowałam w centrum dyskusji na temat Kominka i Jessy Mercedes, na szczęście tylko w jednym poście. Chociaż z drugiej strony szkoda, chętnie przeczytałabym na swój temat więcej. Mile zaskoczyła mnie reakcja dziewczyny tworzącej stronę, ona wychwyciła żart. Ale blog istnieje i ma się świetnie, ludzie takie rzeczy lubią.
 
Na pewnym znanym forum kosmetycznym założyłam wątek o blogach kosmetycznych. Z kilku powodów zależało mi na odpowiedziach na kilka pytań. Popełniłam głupotę, podałam link do swojego bloga jako przykładu publicznie. Ale reakcja na publikację linków była natychmiastowa. "Założyła wątek, żeby pokazać, że ona to niby jest inna". Spoko, mój błąd bo nie powinnam. Tym bardziej, że chciałam obiektywizmu. Można było milej, no ale cóż. Krótka dyskusja wygenerowała mi parę wejść na bloga, przybyło kilku nowych obserwatorów. Bezczelna blogerka się wylansowała.
 
Odwiedziłam inny wątek, z ciekawości. Dziewczyna pytała, co zrobić z zalanym telefonem, który działał, ale już nie działa. "Włączyłaś telefon?! Sama go sobie załatwiłaś, teraz to już na pewno nie opłaci się naprawiać!" przeczytała odpowiedź napisaną nieco bardziej hejterskim tonem, nie potrafię go powtórzyć. To się nazywa pocieszenie. A jeżeli nie wiedziała, że nie można włączać? Tak jest tam coraz częściej.
 
Zastanawiałam się, czy ten cały hejteryzm nie jest przypadkiem internetowym odbiciem polskiego zwyczaju narzekania na wszystko i obgadywania wszystkich, zazdrości i jakiejś paskudnej, postępującej zawiści. Tylko że w Internecie, anonimowo, można poczuć się chojrakiem i wygarnąć komuś osobiście, w twarz. A że nie wie się, kim komentowana osoba jest naprawdę? Okazuje się, że nie jest to przeszkoda.
 
Ja nie wiem. Ludzie się tymi prostackimi komentarzami dowartościowują, czy jak? Czy może to jest sztuka dla sztuki?
 
Chociaż i tak najbardziej bawią mnie odzywki rzucane w kierunku telewizorów w trakcie wiadomości, wystąpień czy jakichkolwiek innych transmisji. Pytam wtedy "do kogo mówisz o niesprawiedliwości systemu?' "Do Ciebie!" "Ale przecież ja doskonale wiem o tym, że życie jest niesprawiedliwe" "Prawo dżungli, prawo dżungli!" Czas przełączyć na Trwam, ta elitarna telewizja w końcu jest dostępna dla wszystkich. Wszystkich tych, którzy dali radę podłączyć dekodery i anteny i łapią zasięg.
 
Zastanawiałam się, czy istnieje jakakolwiek strona lub blog wolny od hejterów. Nie wymyśliłam takiego. Ech. W dodatku dotarło do mnie, że i realne życie nie daje żadnego wytchnienia.

16 komentarzy:

  1. W Biblii jest specjalny werset o Polakach: z cebuli powstałeś i w cebulę się obrócisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz? Poszukam, gdy w końcu zacznę czytać tę lekturę obowiązkową.

      Usuń
  2. Dość często łapię się na tym, że myślę, lub mówię "wstyd mi, że jestem Polką". Między innymi przez chamstwo, ignorancję albo mamtowdupizm rodaków. Kiedy jeszcze byłam młoda i ambitna poszukiwałam nawet źródeł tej tragedii narodowej, próbowałam przykładać uwarunkowania historyczne, społeczne, kulturowe. Bawiłam się w przykładanie różnych teorii. Każda była dobra i żadna nie była.
    Choroba cywilizacyjna XXI wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ani nie myślę, ani nie mówię, że mi wstyd, ale nie jestem w stanie pojąć sporej części rodaków. W pewien sposób się od nich odcinam, bo są też ludzie sprawiający wrażenie jak najbardziej pozytywne, ale jednak częściej pamięta się to, co złe.
      Haha, też szukałam teorii. Właściwie wciąż szukam. Aktualnie stawiam na miks homo sovieticus z odwiecznym uwielbieniem dla kultury zachodniej, a i zazdrość wśród plebsu {którym niestety większość z nas raczej jest, ja również} była od zawsze. Kłótnie o miedzę i te sprawy. Naczytałam się Nad Niemnem.

      Usuń
  3. może to nic dziwnego, bo mój blog nie jest znany i nie ma wielu obserwatorów, ale u mnie nie ma hejtu- i ostatnio zastanawiałam się nawet czemu. Żeby było lepiej chciałam napisać specjalny post o tym, dlaczego właśnie tak jest i co jest ze mną nie tak, że mnie nikt nie hejtuje ( gdzie na moim profilu na ask.fm hejt gonił hejta i tak naprawdę nikt nie wiedział o co komu chodzi ) ale obawiam się, że nagle ten hejt się pojawi. Ehh, co robić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tak na dobrą sprawę jeszcze też nie ma. To chyba od popularności zależy. Im więcej ludzi Cię odwiedzi tym wyższe prawdopodobieństwo natknięcia się na hejtera. No i może trzeba nieco większej ilości inwencji twórczej, aby zhejtować neutralny blog urodowy?

      Usuń
  4. wiesz co, ludzie są takimi hejterami, że nie dość, że hejcą, to jeszcze szukają powodów do hejtu, tam gdzie go nie ma. Przykład z dzisiaj - napisałam tekst o bardzo złej rzeczy w Nigerii z propozycją jak pomóc. 90% komentarzy stanowiło HEJT na sytuację. Wiem, że to najprostsze rozwiązanie, Ale hejt nic nie zmieni!

    oh, teraz bezczelna blogerka (ja) się lansuję pisząc o swoim tekście ;-))

    z powodu ŻENUJĄCEGO poziomu dyskusji nie wchodzę na wizaż i w zasadzie na żadne forum....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie wolno się bezczelnie lansować, przecież i tak zaraz tekst przeczytam. Zostawiłam go sobie jako czytankę do poduszki.
      Ja próbowałam tłumaczyć i pomagać ludziom na Wizażu. Napisałam 700 komentarzy. Pewnie w połowie powtórzyłam dokładnie to samo innymi zdaniami. Czasem jest 5 nowych wątków z tym samym zapytaniem. Albo piszę wyczerpująco, z argumentami, a pod spodem komentarz "dzięki, a ktoś powie inaczej?". Chce, żeby napisać, że wszystko robi dobrze, czy jak? Albo że zaprzestanie mycia wodą pomaga, ten temat cieszy się sporą popularnością. Poddałam się.

      Usuń
  5. Myślę, że hejterzy byli zawsze... tylko teraz dano im dostęp do Internetu i atakują Cię z każdego miejsca. Po co to robią? Nie mam zielonego pojęcia, ale Twój pomysł o dowartościowaniu się może mieć sens.

    Mam to szczęście, że osobiście jako blogerkę mnie to bardzo niewiele razy dotknęło. Ale, jak to się mówi - życie przede mną :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Oprócz obgadywania znajomych w gronie znajomych dopiekają nieznajomym w Internecie. Myślę, że jednak większy udział może mieć tu zazdrość.

      Mnie też nie i pewnie dlatego jeszcze nie przywykłam. Ale czytałam komentarze u Ciebie po zmianie szablonu : D

      Usuń
  6. Przypomina mi się historia z dziewczyną, której na studniówce podwinęła się sukienka, fotograf to wyłapał i umieścił to zdjęcie na oficjalnej stronie (!). Dziewczyna w ciągu doby stała się nowym memem "studniówkową dupą z Wrocławia", w każdym miejscu gdzie się pojawiło zdjęcie, została przez jakąś część komentujących okrzyknięta dziwką, puszczalską, wieśniarę i wszystkim na czym świat stoi.
    Mało kto przyjrzał się, że na pozostałych zdjęciach jej sukienka sięga do kolan i było to bardzo niefortunne ujęcie, przypadek/wypadek. Nieważne to - internauci wiedzieli lepiej, że ona tak się ubrała na studniówkę i że powinna być za to zniszczona.

    [swoją drogą, miała piękny tyłek]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wytoczenie temu fotografowi procesu o odszkodowanie byłoby nieuprzejme?

      Usuń
    2. Byłabym zawiedziona, gdyby sprawa nie była w toku.

      Usuń
  7. Chyba wszystko rozbija się o to, że ludziom nie chce się wysłuchać siebie nawzajem. Gdyby tylko chcieli zrozumieć swoje argumenty i poprowadzić fajną, zdrową dyskusję, mielibyśmy piękne, wyedukowane i kulturalne społeczeństwo. Wierzę, że otaczam się tymi chlubnymi wyjątkami. Chyba, że żyję w jakiejś wersji Truman Show.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo sądzą, że mają coś do powiedzenia i chcą zwrócić na siebie uwagę? Utopia. Weź mnie przygarnij.

      Usuń
  8. Uwielbiam hejterów - zwłaszcza tych którzy mylą zwykłe chamstwo ze szczerością.

    OdpowiedzUsuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com