środa, 5 lutego 2014

Jak to jest oblać maturę?



Odebrałam gratulacje od Dyrektora. Uśmiechnęłam się blado i kurczowo trzymałam resztek gasnącej nadziei. Ale tak naprawdę już wiedziałam, czułam to. Wzięłam teczkę ze świadectwem, czekoladki Merci i wyszłam z pokoju.

Usiadłam przed salą {na wszelki wypadek, choć delikatna ani emocjonalna nie jestem} i popatrzyłam na te liczby. Podeszły i pytały "No i jak?"
Nie dostałam się.
Ale skąd możesz wiedzieć? Ile w ogóle masz punktów?
160
Ale to bardzo dobry wynik! Chciałabym tyle mieć! Skąd możesz wiedzieć, że się nie dostaniesz? Przecież rekrutacja jeszcze się nie zaczęła! I tak dalej i tak dalej, szczebiot i próby pocieszania.
{ - - - - - - - - - - - - - -, pomyślałam.}Wiem. Nie dostałam się. Idziemy na tą kawę? Chodźmy.

Tak naprawdę nie czułam nic. Nawet zaskoczenia, nic. Szkoda, że nie opisałam tego wcześniej, bo może zwyczajnie już nic nie pamiętam.

Pamiętam za to, jak było przed. Czas galopujący jak dziki osioł {chciałabym kiedyś zobaczyć galopującego, dzikiego osła}  i potworny niepokój, jakieś dziwne sny i przeczucia, nic więcej. Matura, wyniki, koniec.

Nie myślałam o niczym. Załatwiłam, co trzeba. Przelałam pieniądze za rekrutację, na wszelki wypadek. Wytłumaczyłam, komu trzeba. Koniec. I tylko tak gdzieś w ostępach umysłu kołatało mi się słowo "blog". {No, i jeszcze coś w stylu "przecież i tak zostanę lekarzem"}

Bo ten post pierwotnie miał nosić tytuł "Już wiem, po co mi blog". {dla niezorientowanych klik w ten napis}

Co robię? Piszę.
Po co piszę? Bo lubię.
Jak piszę? Najlepiej, jak potrafię. Inaczej nie ma to sensu.
Dla kogo piszę? Nie, nie dla siebie. Dla Czytelników. Bo to idzie w eter, zostaje opublikowane. Dla siebie pisze się w notesie tudzież w pamiętniku.
Czego oczekuję? Kasy, również kasy. Jeżeli wkładam serce i mnóstwo w pracy w coś, co może przynieść profity to chyba jasna sprawa, że chciałoby się coś urwać.

Dlaczego piszę?
Pieniądze nie są dla mnie motywacją, raczej zawsze stanowią skutek uboczny. Są? Jest dobrze. Nie ma? I tak rodzice nakarmią, a spodnie z Zary poczekają. {Nie, nie zarabiam na blogu, jeszcze.} Czytelnicy wciąż nie słodzą mi na tyle, żeby pisać tylko dla nich, a bezpośrednio dla siebie mi się nie chce. Wiele rzeczy lubię robić, ale nie robię ich, z lenistwa.

Piszę pośrednio dla siebie.
Nie do końca to rozumiem. Ale czytanie i pisanie o kosmetykach i pielęgnacji {takie banalne sprawy} przez długi czas było jedynym zajęciem, na którym mogłam się naprawdę skupić. No więc skupiałam się chociaż na tej jednej czynności. I nawet nie sądziłam, że mogę być aż tak cierpliwa, żeby przez ponad rok robić coś, co nie dawało szczególnie spektakularnych efektów.

Piszę również "pomimo co?"
Teraz jest gorzej. To znaczy lepiej, bo coraz łatwiej jest mi się skupić na nauce. Ale coraz trudniej na pisaniu. Poza tym już jakiś czas temu dotarło do mnie, że nie wolno publikować niczego napisanego źle. W związku z tym czasem muszę czekać na wenę, która nie nadchodzi. Bo blogera też czasem dopada wypalenie zawodowe.
Do tego "pomimo co" pewnie dołączy również "pomimo totalnego braku czasu i niewyspania". A przynajmniej mam taką nadzieję.
I wartościowe, kopiące w tyłek, zgodne z moją życiową filozofią zakończenie na koniec.

Jeżeli ktoś kopnie Cię w tyłek to ładnie podziękuj i idź do przodu, wykorzystując przekazaną Ci siłę pędu.
Koniec.
.

14 komentarzy:

  1. Takie pytanie jedno małe: a masz jakiś plan B poza 'i tak zostanę lekarzem'?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie realizuję plan B. Został mi jeszcze plan C - trochę jakiejś filologii poprawa matury za rok {odpukać w niemalowane}, a w ostateczności mogę pisać jeszcze dwa razy {napluć nad lewym ramieniem, odwrócić się trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara i potupać}.

      Usuń
    2. Determinacja godna podziwu.
      Życzę powodzenia w tegorocznej próbie, osobom, które tak bardzo wiedzą, co chcą robić, powinno się udawać z marszu.
      Ja inteligentnie odkryłam to, co chcę robić dokładnie jakiś miesiąc po obronie z zupełnie nieinteresującego mnie kierunku. Samą magisterkę napisałam na temat, który mnie kręcił i bardziej związany był z psychologią a nie moją specjalizacją, więc jakąś tam satysfakcję odczułam, ale za to wcześniejsze pięć lat to czas wyjęty z życia.
      Chyba muszę o tym napisać coś więcej.

      Usuń
    3. Wiesz, ja nie byłam tak zdeterminowana po otrzymaniu wyników. Miałam plan B, spokojnie dostałabym się na tamte studia. Może nawet ciekawe a i praca by się po nich znalazła {inżynieria biomedyczna AGH, ew. coś innego na tej uczelni}. I tak "na wszelki wypadek" nie rejestrowałam się tam. I myślę, że dobrze zrobiłam. A później już robiłam na przekór całej rodzinie, na szczęście chociaż mama się do mojego pomysłu przekonała.
      A moja determinacja, czy może raczej jakaś "pewność" {o ile można tego słowa użyć} pojawiła się całkiem niedawno.
      Pisz, ja chcę przeczytać!

      Usuń
  2. Też poprawiałam maturę, PJONA! "Ale to bardzo dobry wynik! Chciałabym tyle mieć!" to chyba najgorsze i najbardziej wkurwiające słowa, jakie usłyszałam ( a w sumie dużo słyszałam na swój temat).
    + czemu chcesz iść na ŚUM? Masz tam znajomych, słyszałaś opinie? Nie polecam i to bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłaś?
      Studiowałam już na ŚUM, przez trzy tygodnie. Mam sentyment do nich, ale wiem, jak tam jest. Może poszłabym gdzieś indziej, ale wolę się mordować na śumie, niż w akademiku. Mam rodzinę w Kato, a i do domu blisko.
      Dlaczego nie polecasz?

      Usuń
    2. Tak, zdawałam tylko biologię:) ŚUM ma niestety politykę zatrzymywania sporej ilości ludzi na warunku, więc jest walka o przetrwanie, nie tylko na 1. roku. Wszędzie jest ciężko na lekarskim, ale w Katowicach jest nadzwyczajnie nieprzyjemnie, asystenci nie mają szacunku do studentów i do siebie nawzajem, mają chore wymagania. Ale jeśli masz blisko... Powodzenia!

      Usuń
    3. A gdzie studiujesz/studiowałaś, jeśli można spytać? Słyszałam, ale wierzę w swój wdzięk i czar : D Poza tym rozmawiałam przed chwilą z kolegą, jest naprawdę zadowolony i mówi, że nie ma na co narzekać.
      Dzięki!
      A skąd wiesz o ŚUM, pisałam gdzieś tutaj, czy na Biologu?

      Usuń
    4. Zamiast uczyć się do poprawki egzaminu z biologii przeglądam blogi i oto co widzę - przyszłą studentkę leku w Katowicach! Nie łuchaj tych opinii, że jest taki Mordor itd., to już daawno za nami. Obecnie jestem po 1wszym semestrze leku tutaj i jestem bardzo zadowolona - nigdy bym uczelni nie zamieniła na żadną inną!

      Usuń
    5. Nie słucham, ostatnio docierają do mnie same komplementy na temat tej uczelni! Obym się tylko dostała, bo jak nie, to... wrrrrrrrrrrrrr

      Usuń
  3. Gratuluję determinacji. Musi się udać! Ja gorąco wierzę, że nasze życie jest w naszych rękach :) A przynajmniej nie próżnujesz w oczekiwaniu na swoje przeznaczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ita, tak naprawdę to poniekąd Ty też jesteś jedną z osób, które motywują mnie do działania ; )

      Usuń
  4. Wow! Jak większość ludzi tutaj jestem pod wrażeniem Twojej determinacji! Myślałam kiedyś o medycynie, ale ostatecznie jestem zbyt leniwa, żeby się tyle uczyć. Powodzenia!
    PS W tym roku ja piszę swoją pierwszą maturę, więc piszemy chyba razem. O ile mnie do niej dopuszczą w sumie...

    OdpowiedzUsuń
  5. powiem Ci, że strasznie fajnie piszesz

    ostatnio się zastanawiałam się co się czuje odbierając wyniki i widząc, że 'za mało'. i chyba tego rozczarowania wielu boi się najbardziej. Że: oh. A myślałam, że. No nic. Trzeba będzie przeżyć otrzymanie wyników

    kciuki, żeby się udał w tym roku

    W.

    OdpowiedzUsuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com