czwartek, 20 marca 2014

Skąd pochodzi mit o zombie?

Dawno, dawno temu, w odległej Rumunii żył sobie bogaty hrabia imieniem... A, to przecież nie ta bajka. No więc - dawno, dawno temu, w bliżej nieokreślonym miejscu...
 
A tak naprawdę to całkiem niedawno i w jednym z budynków ŚUM w Sosnowcu.
Dane mi było słuchać bardzo ciekawego wykładu. Nie pamiętam nazwiska docenta i nie jestem w stanie opowiedzieć wszystkiego w tak genialny i ciekawy sposób, jak on to zrobił, ale damy radę. I tak się składa, że pamiętam, z czego to był wykład. Z higieny i epidemiologii. Doszłam do wniosku, że dotyczył czynników stresotwórczych.
No bo z tymi zombie to jest tak.

Może jeszcze mała dygresja. Zombie są potworami szczególnie mi bliskimi, ponieważ właściwie tylko ich się boję. A właściwie bałam, dopóki ich nie rozumiałam. Teraz już (dzięki higienie) rozumiem i mogę spać spokojnie. Odpadł mi jeden czynnik stresotwórczy. Jeżeli ktoś jeszcze wytłumaczyłby mi maturę, to może nawet włosy przestałyby wypadać mi garściami, z powodu nadmiaru stresu?

Przejdźmy do rzeczy. Ooooch... A jednak coś pamiętam!

Jeżeli student trafi na imprezę, ale taką dobrą imprezę - z alkoholem i narkotykami koniecznie i przesadzi, to może wpaść w stan podobny do hibernacji. Dwa płytkie wdechy, kilka uderzeń serca na minutę, delikwent sinieje, chłodnieje, oznak życia brak. Ale przyjeżdża pogotowie, podłącza delikwenta do urządzeń i stwierdzają - żyje. Dobudzają go i jest ok. Ale dawniej...

Dawno, dawno temu były sobie szlachcianki. Miały być chude, blade, delikatne i cierpiące. No i chorowały na globusy(ówczesna nazwa migreny) i tym podobne sprawy. I zdarzało się, że od tego bólu głowy (a nie wiem, czy nie leczyło się go na przykład opioidami, ale to już zupełnie inna historia) wpadały w taki stan, jak wyżej wspomniani studenci na imprezach. A wtedy nie istniała aparatura kontrolująca czynności życiowe. Kobieta wygląda jak trup, to ją grzebią. Albo wsadzają do grobowca. No a za dwa lata grobowiec otwierają, żeby wsadzić wujka, a tu ciotka nie leży w trumnie przy wejściu. Ale to raczej geneza mitu o wampirach, miało być o zombie.

No bo co, jeśli taka kobieta (ewentualnie student) zdążyła się obudzić, zanim ją pogrzebano?
 
Leży sobie taka ciotka-szlachcianka na katafalku, wokół niej smutni, lub mniej smutni(spadek) żałobnicy, a ta otwiera sobie oczy. Budzi się i siada. Od razu, zryw do pionu to taki naturalny odruch. Cała sina i zimna. Siada, wstaje i próbuje iść, ale ręce i nogi nie zginają się tam, gdzie powinny. Do tego dochodzą zaburzenia błędnika, czyli zawroty głowy. Ktoś siny, zimny, zataczający się, na prostych nogach, z ugiętymi rękami, kto właśnie wyszedł z trumny. Et'voila.

Happyend: Podobno po kilku godzinach od obudzenia się wszystko wraca do normy, delikwent ogrzewa się, różowieje i może wracać na imprezę albo do pałacu i swojego globusa. Choć z tym ostatnim może być problem, bo współcześni ciotce mogliby jej po takim przebudzeniu... nie zaakceptować.

To naprawdę nie jest straszna historia! Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam takie sytuacje. To znaczy nie takie, w których ukochana ciocia wychodzi z grobu, tylko takie, w których znajduję wytłumaczenie jakiegoś mitu albo ludowego podania, uczucia - czegoś niematerialnego - w realnej historii czy choćby biochemii organizmu.
 
Ważna sprawa: Gdyby w ciągu kolejnych kilku dni w czytniku Bloggera nie pokazał Wam się nowy post, to może być to wina nie moja, a Bloggera. Pozwalam Wam w takim wypadku wklepać w przeglądarce adres miocardium.pl i dodać go do obserwowanych ponownie. Ale to jeszcze nie dziś. Czyż ta nazwa nie jest piękna?

6 komentarzy:

  1. Racja, nazwa fajna, ale kompletnie nie mam pojęcia co znaczy :) czekam zatem na wyjaśnienia!
    Co do zombie, to zrozumiałam wszystko doskonale, aż mi się w żołądku wywierciło jak sobie pomyślałam o pogrzebaniu żywcem. Yhh potworna sprawa.. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie powiem. Może kiedyś, teraz nie.
      Ja chyba jestem troszkę skrzywiona, ale uwielbiam takie opowieści. Pod warunkiem, że mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Właśnie wszystkie takie odniesienia mitów do prawdziwych wydarzeń i biochemii organizmu.

      Usuń
  2. Rety krety, właśnie się dowiedziałam, że cierpię na globusy :D od samej nazwy głowa mniej boli :P

    OdpowiedzUsuń
  3. nazwa bardzo fajna, chociaż i poprzednia była charakterystyczna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna historia :), ja tez uwielbiam takie opowieści. A to porównanie...:D

    OdpowiedzUsuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com