piątek, 28 marca 2014

O tym, jak się uczę



Pamiętam, jak kiedyś, w błogich czasach wczesnego gimnazjum, w pięknym słońcu wracałam z koleżanką do domu. I ta koleżanka zapytała mnie, ile czasu dziennie poświęcam na naukę. I ja - taki szybki rachunek sumienia. Prac domowych prawie nam nie zadają, a jak już są, to to kwadrans roboty, jeżeli tylko nie szykuje się coś większego uczę się na oknach, chociaż w domu cośtam czasem przeglądam. Ale niczego szczególnego nie robię, sekretnego sposobu nie mam. Nie uwierzyła.
 
W sumie nie powinnam się dziwić, nikt nigdy nie złapał mnie nieprzygotowanej, a gdy nie pamiętałam wiersza, zaczynałam recytować po swojemu, zdobywając przy tym wieloletnią sympatię polonistki. A pod koniec gimnazjum zostałam laureatką jakiejśtam olimpiady. Ech, to były czasy! Koniec wspominania.
 
Po trzech latach licealnej mordęgi (chyba jednak trzeba było zacząć się uczyć) zdenerwowałam się poważnie. Co takiego robiłam w gimnazjum, że wtedy "nauka" była okej, a teraz nie? Pomyślałam, wymyśliłam, opisuję w punktach. Korzystajcie, jak tylko się da.

określony cel
 
Jakaśtam matura, za pół roku i jakieśtam studia, za rok to nie jest cel. Cel jest za kilka godzin, maksymalnie - następnego dnia.
 
Widzicie zdjęcie? Widzicie na nim biurowe spinacze? To metoda spinaczowa, moja autorska. Czerwone spinacze to partie materiału do zrobienia już. Czyli w ciągu dnia, jeżeli jest ranek, lub w ciągu kolejnego dnia, jeżeli jest wieczór. Żółtymi oznaczam tematy na kolejny dzień. Zielony to ekologia, którą odłożyłam na koniec, a tutaj występuje dla dekoracji. Używam jeszcze spinaczy niebieskich, które oznaczają miejsca, do których wracam i dużego białego - jako zakładki dla punktu, w którym aktualnie jestem.
 
Dla zobrazowania: To jak w grze komputerowej. Jest określona, wyraźnie widoczna pula zadań, wykonuje się je po kolei, a postępy są widoczne. Na przykład wieczorem, gdy czerwone spinacze zastępują żółte, które zostały przesunięte o pięćdziesiąt stron dalej.

system nagród
 
Że niby dostanie się na jakieś mityczne studia za rok ma być nagrodą?
 
Doraźnie: Jeszcze tylko dwie strony, jeszcze tylko ta, jeszcze tylko do końca tego akapitu, uff, już! Już mogę odświeżyć Facebooka. Okej, nic. Nie, nie właź na pocztę! Skończ rozdział. Jeszcze tylko ten rozdział i zjesz tą kostkę czekolady. Nie, nie teraz! Jak skończysz rozdział!
 
Długofalowo: A po maturach: kupię sobie białe spodnie i szare spodnie i biały tiszert i szary tiszert i czarny plecak i czarne buty i krem z fitrem i żel Ziai i półprodukty i te trzy książki i przeczytam wszystko, co napisał Kapuściński i napiszę wszystko, czego jeszcze nie zrobiłam na blogach i zacznę odwiedzać kota i biegać dwa razy w tygodniu i zacznę staż u kosmetyczki, żeby mieć o czym pisać na blogu i... A potem będę studiowała.
 
To też w celu organizacji i zobrazowania tego, co zrobione, tego, co zostało i tego, co zyskam, gdy zrobię to, co zostało (oby to tylko dobrze wykorzystać!). Bez organizacji i wyobrażenia sobie obecnej i przyszłej sytuacji praktycznie nie ma możliwości dotarcia do tej przyszłej sytuacji, czyli do celu. To moje najnowsze przemyślenie, z tej chwili właśnie.

powtarzanie przed snem
 
Są dwie sytuacje, w których potrafię się skupić: kąpiel* i sen. No może nie do końca sen, a czas pomiędzy położeniem się do łóżka i zaśnięciem.
 
Powtarzanie przed snem ma sens, gdzieś znalazłam nawet wzmianki z tłumaczeniem z medycznego punktu widzenia. Sens opisu sprowadzał się do tego, że podczas snu dane z pamięci krótkotrwałej przenoszone są do długotrwałej, a to, co powtarza się zaraz przed pamięta się najlepiej i jest przenoszone i utrwalane najskuteczniej.
 
W moim przypadku myślenie przed snem było skutkiem paniki "o rety, znów niczego się nie nauczyłam!" oraz stwierdzenia "o nie, na pewno jednak coś pamiętam". I powoli, od kłębka szłam do końców tysiąca nitek, a potem spokojnie po nich wracałam. To były czasy, kiedy nie wiedziałam ani o pamięci krótkotrwałej ani o mapach myśli.

mapy myśli
 
Od zawsze myślę schematycznie, ale nie w negatywnym znaczeniu tego słowa. Mam określony tok myślenia. Ustalam coś ogólnego i analizuję temat, dowolny temat. Jest to bardzo wygodne, jasne, proste i oczywiste, a czasem ścieżka, po której się myślało, jest tak wyraźna, że aż namacalna. Właśnie w ten sposób powtarzałam sobie wszystko wieczorami. Tak, to te nitki i kłębki.
 
Przykład: No dobrze, pomyślmy. Czytałam dzisiaj. O czym? O płucach. Czyli? Układ oddechowy. Dalej. Dalej! To za mało. Co o układzie oddechowym? Człowiek oddycha płucami. Cholera! To za mało! Okej, w Empiku przeczytałam, że żaby nie mają klatki piersiowej.
Teraz już nie pamiętam, co jeszcze wtedy sobie przypomniałam, a nie chcę wymyślać, bo prawie nic, a w tej chwili mogę opisać dokładnie, jak zbudowany jest układ człowieka, razem z funkcjami nabłonka wielorzędowego i jamy nosowej, a także jak działają worki powietrzne ptaków. Ale to nie jest ciekawe. A matury powinno się pisać o 23.
 
Byłam bardzo zdziwiona, gdy okazało się, że mojego wieczornego powtarzania uczą na kursach uczenia się. Uśmiechnęłam się tylko pod nosem, gdy nauczycielka opowiadała o skuteczności takiego kursu na przykładzie jej córki. A cena to jedyne 3 tysiące!
 
Taka kursowa mapa myśli to notatka - jeden wyraz w centrum i odchodzące od niego strzałki (na zdjęciu fragment u góry po lewej). Ponoć skuteczność opiera się na szlakach połączeń w mózgu, ponoć są do takiej mapy ze strzałkami podobne. Metoda skojarzeń. Od jednego wyrazu, skojarzenia podążasz do następnego. Mogłabym przyznać, że tak to działa. Ale.
 
Dla mnie taka zwykła mapa myśli jest zbyt chaotyczna, nawet jeżeli nie rysuje się jej na papierze, a w głowie. Ja tworzę sobie takie estetyczne wypunktowania, jakie widzicie na reszcie kartki, a gdy mam problem ze skojarzeniem, pomagam sobie pytaniami i motywującymi okrzykami (w myślach mówię "r", więc w myślach nie mam problemu ze stosowaniem niecenzuralnych kolokwializmów, a one motywują dość skutecznie). Tak. Niezanotowane, w mojej głowie są bardziej estetyczne.
 
Okej. Na jakiś czas przestałam tak myśleć. I powrót do tego był bolesny. To myślenie wymaga od mózgu zadziwiająco dużego zaangażowania i strasznie go wyczerpuje. Ale potem łatwo można takie skojarzenia odtworzyć.
 
powtarzanie na dzień przed
 
A nawet na pięć minut przed. Prosta zasada. Jeżeli nie wiesz, czego miałeś się uczyć, to  całkiem prawdopodobne jest to, że umiesz nie to, co trzeba. I że ktoś, kto powtarza wszystko na głos wiedział. Pytania w stylu "to z czego jest dzisiaj sprawdzian?" "czego się uczyłaś?" lub "powiedz mi cokolwiek", ewentualnie "mów szybko, jak zmienia się pH w komórkach pod wpływem kwasu jabłkowego i jak wpływa to na aparaty szparkowe!" zawsze są na miejscu. Mózg nastawi się na odpowiednie myślenie (mój tak ma), a może jeszcze akurat o którąś z tych odpowiedzi zapytają.
 
A powtarzanie na dzień przed to (przynamniej w moim przypadku) zachowanie czegokolwiek w pamięci podręcznej. No na logikę, łatwiej przypomnieć drobiazg z wczoraj niż drobiazg sprzed pół roku. Tylko bez przesady, niewyspany umysł to nieskuteczny umysł.


6. Skojarzenia. Nigdy nie wiem, który to kwas stearynowy, a który palmitynowy. Ale zgodnie z alfabetem: s jest dalej niż p. C17H35 to więcej niż C15H31. Miocardium. Mio od mięśnia, cardium od serca. Kardio! Kardiologia!
 
7. A na zakończenie rzecz oczywista. Dobry podręcznik. Jestem skłonna postawić tezę, że jeżeli nie wiesz, co mam na myśli, pisząc "dobry podręcznik" to jeszcze takiego w rękach nie miałeś.
 
Taak. To miał być skrótowy post o sposobie na wykorzystanie spinaczy biurowych. A potem postanowiłam wziąć kąpiel*.
 
Jak powstawał ten tekst?
21.30: Chyba cud powstrzymał mnie przed wkomponowaniem w tekst
dziesięciostronicowej rozprawy o zdobywaniu motywacji do nauki.
22:33: Chyba jednak to wkomponowanie mi się uda.
23:11 Cztery strony a4, a ja przypomniałam sobie jeszcze o dwóch sprawach.
A 7 to zbyt dużo.
 23:30 Do kitu! 7 to idealnie.

Zdradziłam Wam swoje tajemne metody! A koleżance zaraz podeślę link.

Tag dla Google: Jak uczyć się skutecznie?

13 komentarzy:

  1. Post motywujący i edukujący. Te przed snem rzeczywiście mi się przyda, bo po 20:00 mój mózg kończy się uczyć i do rana wolę nic sobie nie przypominać. Klamerki to też całkiem fajny sposób, ale chyba tylko i wyłącznie do uczenia się z danej książki. Co nie przeszkadza mi takiego patentu zastosować. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam wczoraj wieczorem wybitnie dobry humor, pewnie stąd ten pozytywny efekt.
      Klamerki są mega. Nie spodziewałam się, że to zadziała, a jednak. Wydaje mi się, że to mniej więcej ten sam efekt, który działa podczas zakupów. Trzy razy po dwa razy 10 złotych za lakier do paznokci - okej. Ale sześćdziesiąt za krem, jednorazowo? Do tej pory go nie kupiłam, a zamierzam od pół roku.

      Usuń
  2. Okej, a teraz idę czytać Pana Tadeusza, zjem obiad, znów będę czytać, zjem coś słodkiego, i znów będę czytać. Aż przeczytam. Postawiłam sobie cel żeby w ten weekend obrócić Pana Tadeusza najlepiej i najszybciej, jak potrafię, żeby od poniedziałku rozpocząć zabawę z potopem. Będzie się działo!
    Dobre masz te rady, ale ja sama wiem po sobie, że najlepiej zapamiętuje o 7 rano jadąc godzinę do szkoły autobusem. Siedze i czytam, nawet nie skupiam się na muzyce, tylko czytam. Przed snem nie mam czasu na czytanie, a może chęci- po prostu jestem zmęczona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A potem obejrzę Iron Mana 2. Mam wrażenie, że odrobinę dziecinnieję, ale uwielbiam te filmy. Są takie proste.
      Potop jest ok. To rano w autobusie można zaliczyć do powtarzania przed, tylko trochę zbyt mało obszernie określiłam tę kategorię.

      Usuń
  3. Czytając Twojego posta uświadomiłam sobie, że jestem stara.
    Cóż, mam chyba zbliżony stosunek do Twojego, w szczególności jeśli chodzi o skojarzenia, acz moje są bardziej.. debilne. A, nie wiem co znaczy to, na dole disCOŚ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Statua majora gryzącego sucharka na plaży? Sucharski.
      Ja mam normalne skojarzenia tylko dlatego, że ciężko jest mi zapamiętać cokolwiek innego niż kolejność alfabetyczna/numeryczna.

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że napiszesz coś o nauce jak już dostaniesz się na studia:) Jestem bardzo ciekawa, jak to będzie wyglądało z Twojego punktu widzenia. Mi medycyna dała na początku porządnego kopniaka i kompletnie zmieniła system uczenia się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głęboko wierzę, że będzie dobrze, bo jakakolwiek rywalizacja eliminuje wszelkie problemy z motywacją i uruchamia jakieś nieznane pokłady możliwości poznawczych. No i im więcej się ode mnie wymaga... Nie wiem, ale chcę wiedzieć, jak będzie, bardzo, bardzo chcę.

      Usuń
  5. Ja zawsze z notatek wyłaniałam to co najważniejsze i przepisywałam kolejne notatki - może dlatego, że jestem wzrokowcem tak mi się uczy lepiej:) Notatki te były w formie myślników, w okół których potem sama budowałam resztę.
    Przed obroną licencjatu miałam dość mało czasu i pamiętam, że w tym zabieganiu stwierdziłam, że wszystkie potrzebne notatki do egzaminu wgram w IVONE i będę słuchać jadąc na uczelnie ... i dziwo tą metodą nauczyłam się bardzo wiele:) Praktycznie notatek na papierze nie miałam w ręku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wyobrażam sobie nauki z notatek. Przede wszystkim dlatego, że jestem wzrokowcem, a żadko udaje mi się stworzyć wystarczająco estetyczne. Notuję tylko hasła i najważniejsze informacje, dzięki temu jestem w stanie większość wiedzy odtworzyć no i korzystam z podręczników. No i nie wyobrażam sobie zanotowania wszystkiego, co byłoby mi potrzebne, a wgrania do Ivony i wysłuchania - tym bardziej. Miesiące by mi to zajęło!

      Usuń
    2. Jeżeli bywałam na zajęciach to zawsze notowałam rzetelnie WSZYSTKO :P Chociaż u mnie na roku były osoby, które lubiły notować, przepisywać to na komputer i wysyłać do wszystkich maila:) Wielokrotnie mnie to ratowało - i czyjegoś bałaganu robiłam swój mniejszy i jakoś zawsze mi się udawało:P

      Co do Ivony - w życiu nie pomyślałabym , że jestem w stanie się tak nauczyć - a jednak się udało :) Notatki dostałam już gotowe również ;)

      Usuń
  6. ooo,te spinacze to dobry pomysł ! ja uważam ,że trzeba się uczyć do samego końca -nie lubię miec wyrzutów, że poświęciłam na to za mało czasu i jeszcze coś mogłam "dorobić" na koniec

    OdpowiedzUsuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com