sobota, 10 maja 2014

Dopadło i mnie

A już myślałam, że nigdy nie poczuję prawdziwej atmosfery matur. Tego uczenia się na ostatnią chwilę, gorączkowego przeglądania repetytoriów (no okej, robię to spokojnie, a słowo 'gorączkowy' po prostu pasuje do kontekstu), powtarzania, czego się da i tak dalej. Planowania, co i jak zrobić w te 150 minut, żeby wykorzystać je maksymalnie i planowania, co z miliarda odkładanych przyjemności zrobię wcześniej, a co później 'po maturach'.

No i właśnie słucham Eurowizji i zmusiłam się do napisania do Was czegokolwiek. Dzisiaj nawet bez foty, bo aparat daleko, ja mam wszystkiego dość, a wypadałoby zrobić jeszcze kilka zadań. Bo jutro już nie zdążę. A to już pojutrze. Aaa!

W co ja się ubiorę?!

Tak, wiem. Chciałam być poważna. Chociaż dziś znalazłam chwilę, żeby wyciągnąć z szafy wszystkie białe koszule. Ale ogólnie od przedwczorajszego popołudnia nie wyściubiam nosa z książek. No, chyba, że już naprawdę nie mogę. Sprawdziłam i potwierdzam, że genialną czynnością pozwalającą na odreagowanie jest włączenie cichej muzyki i formowanie drzewka Bonsai. Ale moje jest już tak zapuszczone, że dałam mu spokój i tylko odkurzyłam.

Ale ogólnie wraz z jutrzejszym dniem uda mi się, mam nadzieję, powtórzyć około połowy materiału z biologii dość dokładnie i zrobić kilkaset zadań. I w tym momencie chciałabym zaznaczyć, że rozwiązywanie zadań, w szczególności z matur i sprawdzanie swoich odpowiedzi to najlepsze, na co mogłam się zdecydować. Pewnie dla większości to nic odkrywczego, ale dla mnie już tak, ćwiczenia od zawsze uznawałam za stratę czasu. A tu proszę, chyba jednak warto.

Mam przedstawiać zalety rozwiązywania zadań? E tam. Zastanawiałam się, czy zdradzić Wam kilka moich patentów na rozwiązywanie maturalnych zadań z biologii. Metod dość trywialnych, ale jednocześnie skutecznych. W szczególności w przypadkach, w których nie wiadomo, o co chodzi. Bo tak naprawdę zawsze chodzi o przetrwanie osobnika, przekazanie genów i przetrwanie całego gatunku. Czyli oszczędność energii (osobnik) oraz zmienność genetyczną umożliwiającą przystosowanie się do zmieniających się warunków środowiska (gatunek). Nie wiem, jakim cudem, ale powtarzałam te dwa hasła jak mantrę i najwyraźniej sporo punktów na nich nabiłam. Oczywiście tylko w momentach, w których o to chodziło, lub w których kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi. A teraz wiem, że są jeszcze straty masy i energii pomiędzy poziomami troficznymi. Łał. Jestem bardzo ciekawa, czy to wszystko przyda mi się to również w tym roku.

Aha, przecież jeszcze nie napisałam, dlaczego uczę się dopiero od 2,5 dnia! Trochę głupio postąpiłam, że nie zaczęłam 4,5 dnia temu, wtedy pewnie powtórzyłabym całość. Ale co za dużo, to wiadomo. Ogólnie chodzi o to, że moja pamięć krótkotrwała trwa przez około tydzień i raczej nieczęsto mnie zawodzi. No i bardzo cieszę się z tego, że biologię piszemy w poniedziałek, a chemię dopiero w piątek. W ten sposób zyskuję jeszcze 3,5 dnia na powtórki z chemii. Oraz parę godzin na spacer i odebranie zamówionego srebra koloidalnego. Chcecie poczytać o srebrze koloidalnym?

Bo jeżeli nie, to myślę jeszcze nad GMO, ale prawdopodobnie spotkamy się dopiero w weekend i podzielimy wrażeniami z matur. Może znów będą komenty bardziej wartościowe od tekstu? A właśnie, zerknijcie [pod poprzedni] i przeczytajcie ten napisany przez Ly-annę. Przez dłuższy czas chodził mi po głowie i najwyraźniej sprowadził motywację do nauki.

No, a przy życiu trzyma mnie jeszcze legendarna epoka pomaturalna, już coraz bliżej! Na liście priorytetów mam ogarnięcie blogów, napisanie mnóstwa tekstów, na które pomysły dojrzewają, a właściwie powoli ulegają przeterminowaniu, zrobienie porządnych zakupów oraz zdobycie i ogarnięcie książek do biochemii kosmetycznej, a potem do anatomii. Tak zupełnie na wszelki wypadek postanowiłam nie odzwyczajać się od nauki.

Off: Synonim dla słowa okres. Ja wykombinowałam epokę, a według słownika? 'Te trudne dni'.

Zacznę biegać jeszcze. Od przyszłego poniedziałku. Trzymajcie za słowo!

43 komentarze:

  1. Też piszę tę maturę i dopiero kilka godzin temu dotarło do mnie jak bardzo jestem w dupie :D Ten mój opóźniony zapłon zdawania sobie sprawy z konsekwencji swoich poczynań...Chciałam jeszcze coś powtarzać, ale po przekartkowaniu książek i zadań zrobiło mi się jeszcze bardziej słabo więc oczywiście nie ruszyłam niczego więcej, tylko czytam Twojego bloga. Swoją drogą, bardzo fajny!

    Chyba pójdę planować strój na ten wspaniały dzień, coby chociaż funkcję dekoracyjną pełnić na sali.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. ja uczyłam się do ostatniej godziny przed i nie żałuję. Dla każdego co innego. Wie, że wtedy nauczyłam się jednego tematu, który był u mnie rok temu na historii w wypracowaniu. Teraz uważam ,że żadnej chwili nie można stracić i warto się uczyć do końca. Oczywiście był to jedynie cudowny, przyjemny przypadek, ale teraz już nie odpuszczam. Kiedyś chciałam ,żeby inni trzymali kciuki za moje marzenia. Spełniły się, więc i Tobie życzę tego samego :) przy okazji pozdrawiam z Sosnowsi, bo wyczytałam ,że i tutaj mogę spotkać ludzi z blogosfery. no i proszę, jak trafiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No a ja mam ostatnią maturę, której z resztą najbardziej się boję, czyli ustny polski teraz w czwartek. I zamiast powtarzać znajduję 1483 rzeczy do roboty. A trzeba poleżeć, a do chłopaka pojechać, a pogadać przez telefon- ja bardzo zapracowany człowiek jestem. Nic dziwnego że nie nadążam z nadmiarem obowiązków. A potem będę sobie w brodę pluła, że nie przeczytałam streszczenia, nie nauczyłam się tych 10 definicji i nie poczytałam o epokach. I dalej nie wiem, czy już zgłupiałam, czy jeszcze nie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie poczytałabym o GMO. Amen

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzyłam już, ale życzę jeszcze raz jak najlepszego wyniku z matury.
    A co do postu, trochę przeraża mnie myśl uczenia się na 3 dni przed. Ja obecnie na wszystko uczę się dzień przed, ale są to sprawdziany wiadomości, z których, jak wiadomo, zakres materiału jest mały. Jednak przed tymi ważniejszymi egzaminami uczyłam się miesiąc, 2 miesiące przed. Ale skoro masz pamięć krótkoterminową to może takie uczenie okaże się bardziej efektywne. W każdym razie życzę Ci, aby to czego uczysz się, niechby i na 3 dni przed, nie wyleciało z głowy z szybkością światła. :D

    A i małe pytanie: Jak formowanie Bonsai może być relaksujące?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezusie Nazarejski, moja ulubiona blogerka urodowa wspomniała O MNIE w swoim poście! o.O Teraz mogę umierać spokojnie, a przedtem będę miała o czym opowiadać wnukom ;)

    Cieszę się, że mój komentarz Cię zmotywował i zgadzam się z tym, że robienie zadań ma maturę to ważna rzecz. Głównie dlatego, że materiału nie ma wcale aż tak dużo i nie jest aż tak trudny, ale sposób formułowania zadań oraz klucza do nich bije czasami rekordy absurdów. Dlatego przerobienie starych matur, próbnych arkuszy i opcjonalnie zbiorów zadań pozwala nauczyć się tego jak wkutą wiedzę zaaplikować w taki sposób, jakiego szanowna komisja sobie zażyczy.

    OdpowiedzUsuń
  7. I jak wrażenia? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej boli mnie to, że forum biolog nie działa, a nie chcę zapeszać i w ogóle, ale wydaje mi się, że może być dobrze. No ale nie wiadomo, jaki klucz, jak zawsze.

      Usuń
  8. Witam. Mam nadzieje, iż biologie ładnie napisałaś a za chemię trzymam kciuki :)
    Mam pytanko. Z czego korzystałaś przygotowując się do matury. Będę wdzięczna za wypisanie tytułów oraz twojej opinii na ich temat.
    Ps. Ciekawym wpisem byłoby opisanie twojego systemu/ planu nauki :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zauważyłam, iż był wpis o tym jak się uczysz. Gapa ze mnie :)
      Ale o książkach z biologi i chemii chyba nie wspominałaś?
      Ps. Matematykę rozszerzoną też zdawałaś?

      Usuń
    2. Problem polega na tym, że mój plan pojawił się na trzy dni przed maturą. Ale ogólnie jak zawsze próbowałam skupić się na przeczytaniu jak największej ilości różnych książek. Skończyło się na tym, że przeczytałam cały Operon, jedną Bukałę (o roślinach, mega) i trochę Hosera. Gdybym się zebrała wcześniej, przeczytałabym więcej. Ale oficjalnie potwierdzam, że (nawet jeżeli coś pójdzie nie tak, no bo jeszcze nic nie wiadomo) najwięcej dały mi zrobione z Witowskiego zadania, tak na tydzień przed i to, co powtórzyłam w te kilka dni. No ale oczywiście bez nauczenia się wcześniej powtórki nic nie dadzą, jakby ktoś pytał. Chociaż...

      Nie. Zastanawiałam się nad tym, ale teraz nowa matura będzie. Ale w sumie jeżeli to ogarnę, to mogę napisać, bo parę wniosków wyciągnęłam, to fakt. Dobra, napiszę też o tych książkach.

      Niee, gdzie mi tam do matematyki! Miałam poprawiać też podstawową, ale na nią nie poszłam. A rozszerzona teraz chyba tylko na jedną lub dwie uczelnie.

      Usuń
    3. Bardzo dziekuje za odpowiedz. Pozdrawiam i życzę abyś dostala się na twą wymarzona medycyne ;)

      Usuń
  9. Odnośnie matmy - z niepokojem ostatnio zauważyłam, że niektóre uczelnie (np. WUM) powracają do brania pod uwagę rozszerzenia z większym przelicznikiem od 2015. Tym bardziej cieszę się, że jestem ze szczęśliwego rocznika 95', bo nie dość, że przykładowe zadania z biologii i chemii wyglądają przerażająco dla nowej podstawy, to jeszcze uczelnie rzucają kłody pod nogi.
    A w mojej klasie nastroje po biologii różne - od euforii po całkowite załamanie. Czyli chyba była średniotrudna ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego uważasz ,że przykładowe zadania dla nowej podstawy wyglądają przerażająco?

      Usuń
    2. Ja, czy Lu? Ja dlatego, że od razu po otwarciu przykładowego arkusza z biologii rzuciło mi się w oczy zadanie ze stałą Michaelisa-Mentena, która jest jedną z dwóch rzeczy w bio, za którymi wyjątkowo nie przepadam.

      Usuń
    3. Ale poza tym to chyba nie mogę się do niczego przyczepić, bo tegoroczna chemia prawdopodobnie dość bardzo przypominała arkusz do nowej podstawy. Bo od arkuszy z poprzednich lat raczej się różniła.

      Usuń
  10. Moja koleżanka naliczyła sobie z biologii 70%, to z tegorocznej dużo czy mało? Ma szanse w tym roku (chodzi mi o Szczecin)
    Asia, narazie w 1 kl. LO bio - chem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omatkoświęta : ) Dużo. I jednocześnie mało.
      Nie mam pojęcia, jakie będą progi, tego nikt nie wie. Zależy, jak inni napisali, ile osób będzie się rekrutowało, ile osób będą przyjmowali no i przede wszystkim - jak napisze chemię. W zeszłym roku najniższy próg wyniósł 165 punktów (ŚUM, przy czym był ustalony minimalny wynik z biologii). Czyli przede wszystkim zależy od tego, jak napisze chemię. Dobrze byłoby na...no więcej niż 95%. No ale fakt, w Szczecinie zmienili warunki rekrutacji w porównaniu z zeszłym rokiem, a więc kompletnie nie wiadomo, jakie będą progi. Być może nadal niskie. Ale to tak, jakbyś mnie pytała, czy ja wiem, o pogodę w przyszłym miesiącu. Wszyscy mamy nadzieję, że będzie ładna, a progi niskie.

      Usuń
  11. Mam nadzieję, że napiszesz potem taki post zbiorczy jak kształtowały się progi na róznych uczelniach - skoro to blog o dostaniu sie na medycynę to jak najbardziej takie zestawienie powinno sie znaleźć, chociażby dla potomności ;) Ludzie zawsze będą się pchać na medycynę póki będzie "śmierdzieć groszem".

    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, mam nadzieję, że nie tylko o dostaniu się na medycynę. Mogę napisać, ale mogę też podać link, bo ktoś to już robi. Mogę Ci podrzucić do zeszłorocznych, jeśli chcesz.
      Ale muszę powiedzieć, że studiowanie medycyny 'dla kasy' nie jest zbyt mądre. Można zarobić za granicą, ale do tego wystarczy skończyć farmację czy nawet analitykę. W Polsce, o ile dostanie się pracę, bo podobno już zaczynają się problemy, trzeba pracować na kilu etatach i brać dodatkowe dyżury a i to już po zrobieniu specjalizacji. Chociaż swoją drogą, ciekawe, ile zarabia się zaraz po studiach. Chyba trochę więcej, niż minimalną. Może w okolicach pensji nauczycielskiej? Trzeba by się dowiedzieć.

      Usuń
    2. śmierdzieć groszem ? naprawdę ? myśle ,że ludzie bardziej wybieraja ten kierunek z pasji, prestiżu lub po samym stwierdzeniu " biolchem ? no to medycyna pewnie". Teraz są inne kierunki, po których możesz być nastawiony jedynie na kasę, myślę ,że medycyna się do nich nie zalicza. a Jeśli takie jest czyjeś podejście współczuję leczonym. Są tez oczywiście ludzi, którzy łączą jedno i drugie. Sama pochodzę z rodziny, gdzie wszyscy są po medycynie. "chodź, będziesz miała stały i dobry dochód". Świetnie, ale nie zrobiłam tego, bo zwyczajnie mnie to nie interesuje. Myślę, że tam powinni trafiać i trafiają w dużej mierze ludzie z pewnym powołaniem i zainteresowaniem tematem. Przy okazji nie wydaje mi się, żeby wszyscy zarabiali tak wspaniale, a zwłaszcza na początku. pozdrawiam

      Usuń
    3. Ale większość wciąż myśli, że kasa jest tylko medycynie albo po prawie. 'No popatrz na ich dom. A mówią, że lekarz nie zarabia!'. I myślę, że spora część z tej większości trafia na te studia, nawet nie chcę myśleć. A to ciekawe, że lekarze, z którymi rozmawiałam, swojej córce odradzali : D

      Usuń
  12. Wątek o pieniądzach - nawiązanie do startującej na lekarski blogerki urodowej http://elfnaczi.blogspot.com/p/kontakt.html

    Chętnie przygarnę garść linków o progach!!! :-) Dziękuję!!! Nie chcę Ci zabierać czasu do chemii, więc poczekam aż znajdziesz chwilę wolną (naprawdę nie jest to "aż" tak ciekawe, by zrobić z tego "nowy wpis"? xD

    Buźki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jeden temat mi został, a już tak mi się nic nie chce!
      http://namedycyne.eu/ostateczne-progi-na-medycyne-lekarski-i-lekarsko-dentystyczny-w-roku-2013/

      Usuń
  13. Już się nie mogę doczekać jak zaczniesz opisywać swoje wrażenia odnośnie studiów ;P Mam jakieś dziwne przeczucie, że równie szybko jak się pojawił, tak równie szybko minie "szał medyczny", ale to sama już niedługo się przekonasz i podzielisz los większości xD Tak więc jutro od rana spięte poślady, maksymalne skupienie, 4 długopisy, 2 kalkulatory i 98% z chemii MUSI być. Nie powiem 100% bo za dobrze też nie może być, a co ;P Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem... Przede wszystkim nie zauważam u siebie absolutnie żadnych objawów 'szału medycznego', a o tym, że pójdę na te studia zdecydowałam już w gimnazjum. I z roku na rok upieram się przy tym coraz bardziej. Właśnie, czas znaleźć długopis i kalkulator. Tobie też.

      Usuń
    2. Chyba, że nie piszesz, bo w sumie przecież nie wiem.

      Usuń
  14. Ten etap mam już na szczęście za sobą, uff ;) w moim komentarzu nie ma absolutnie żadnej uszczypliwości w twoim kierunku, możliwe że źle to odebrałaś. Chciałem po prostu powiedzieć, że dużo(nawet bardzo dużo) osób ( w tym ja) dążąc uparcie do celu (właśnie ten upór miałem na myśli stosując zwrot "szał medyczny") i w końcu go osiągając tracą swój "zapał" do nauk medycznych, o czym nie wątpię, będziesz miała okazję się sama przekonać ;) Ta przy okazji jak chemia? słyszałem, że znowu pojechali po bandzie z ilością zadań...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A studiujesz na leku? Ogólnie rzecz biorąc, moja motywacja do studiowania akurat tego kierunku jest raczej nietypowa i nie do końca zdefiniowana i może właśnie dzięki temu nie znudzi mi się tak szybko?
      Mniejsza o ilość zadań, one jakieś dziwne były. Chociaż i tak nie jest źle, bo sądziłam, że nie poprawię, a poprawiłam i szansę nadal mam. Czekam na oficjalne wyniki, strasznie dużo czasu jeszcze.

      Usuń
    2. Na leku nie, ale podobnie bo stoma ;) nikt nie mówi o znudzeniu studiowaniem bo tutaj akurat nie ma szans się nudzić, a raczej bardziej o zmęczeniu psychicznym ;) A motywacje każdy ma swoje, bardziej lub mniej zdefiniowane, ale zawsze każdy prędzej czy później ma dość ;P A czekanie na wyniki to wiadomo... okropna sprawa... z resztą już raz to przechodziłaś i sama na pewno wiesz, że strasznie się to dłuży,a i tak najgorsze są ostatnie sekundy, kiedy patrzysz jak pani w sekretariacie przewala stos świadectw maturalnych w poszukiwaniu "tego jedynego" i to wszystko na twoich oczach- takie moje traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa xD
      Jeśli jesteś zainteresowana moimi potyczkami ze studiami, to zapraszam w mój kącik, aczkolwiek wieje maruderstwem trochę- Anatomia <3

      Usuń
  15. Zgadzam się z "szałem medycznym" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, pogadamy za rok. Ja mówię, że u siebie żadnych objawów żadnego szału medycznego nie obserwuję.

      Usuń
  16. Chemia trudna według mnie :( A już z pewnością w porównaniu z tą z zeszłego roku. A Ty co sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam opowiadać wieczorem, nooo. To było tak, że najpierw było dziwnie, ale obiecałam, że nie spanikuję na początku. Później myślałam, że braknie mi czasu, więc opuściłam 4 zadania i skończyłam na ponad godzinę przed czasem i spokojnie wszystko rozwiązałam, tylko że niestety nie wszystko dobrze. Tragicznie mi nie poszło, ale była trudna, inna. Nie chcę na razie niczego mówić, czekam na wyniki. Może napiszę coś więcej, zobaczymy.

      Usuń
    2. Dla mnie też była stosunkowo trudna. Może nie cała, bo, np. obliczeniowe zrobiłam bez większych komplikacji, ale jednak jak się porówna z arkuszami sprzed 2011 roku to niebo a ziemia.

      Usuń
    3. Ja obliczeniowe też mam okej, z jednym małym wyjątkiem - tym z natężeniem prądu...

      Usuń
  17. Nie tylko wg Ciebie... http://elfnaczi.blogspot.com/2014/05/marzenia-poszy-w-las.html

    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli ma biologię tak dobrze, jak pisze, to ma przecież szansę. Panikara gorsza ode mnie : D

      Usuń
  18. Puszysławo :p panikara gorsza od Ciebie bo medycyna to moje największe marzenie :D ja siebie w innym zawodzie nie widzę, a teraz nie wiem czy w ogóle składać na medycynę i gdzie... wcześniej chciałam Gdańsk, Warszawa, Białystok i Olsztyn. Teraz nie wiem gdzie. Może coś doradzisz? I naprawę mam się nie załamywać?

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej :) pozwolę się wtrącić w rozmowę, z góry za to przepraszam :) W tym roku poprawiałam maturę, rewelacyjnie mi nie poszło ale...szkoda by o tym mówić. :( Śledziłam uważnie progi punktowe na lekarski i lekarsko-dentystyczny i moim zdaniem Natalio O masz szansę na lekarski i nie masz co się załamywać :) głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale ja tak zawsze :C Modlę się o to żeby się dostać, ale nie wiem czy to pomoze. Jak nie to poprawka za rok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja myślę, że to nie tylko Twoje i nie tylko moje marzenie. Ja na przykład nie widzę dla siebie żadnej alternatywy, więc mam pewien problem.
      Wyżej w komentarzu wkleiłam link do strony z progami, są tam też info o wymaganiach na różne uczelnie. W zeszłym roku najniższy próg na uczelnię dwuprzedmiotową (jak mata?) wyniósł 165 punktów w sumie, z dwóch matur. Czyli chyba nie jest aż tak źle ; )

      Usuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com