środa, 28 maja 2014

Jak wybrać studia?

No właśnie. Nieubłaganie zbliża się moment, w którym trzeba będzie zarejestrować się na wybranej przez siebie uczelni i zdecydować na konkretny kierunek. Ale... na jaki?

Mogłabym się założyć, że pytanie 'jakie studia wybrać' zadawane jest znacznie częściej niż to, które zawarłam w tytule. Wydaje mi się, że i odpowiedź na nie jest łatwiejsza, niż w drugim przypadku. Bo to banalnie proste. Trzeba wybrać studia na interesujący nas temat i jednocześnie i zbliżające do zdobycia satysfakcjonującej pracy.

I tu pojawia się pierwszy zgrzyt, bo pojęcie 'satysfakcjonującej pracy' jest bardzo względne. A w moim przypadku nie jest nawet do końca definiowalne, choć stawiam raczej na to, żeby praca mogła stać się moją pasją i umożliwiała kontakt z ludźmi. Na nieco dalszym miejscu stawiam pieniądze. To chyba oczywiste, przecież gdyby najważniejszy dla mnie był zysk, nie planowałabym zostać lekarzem.

No dobrze. A - jak wybrać studia? W mojej głowie powstał pewien schemat ułatwiający uzyskanie odpowiedzi na to pytanie.

W zasadzie wszystko dałoby się zamknąć w tym jednym akapicie. Czym się interesujesz? Jeżeli jesteś w stanie sobie na nie odpowiedzieć, to jesteś w domu. Jeżeli czujesz, że jesteś w stanie interesować się tym przez kilka następnych lat i widzisz możliwość przekucia tego na konkretny zawód (i da się to studiować) to pewnie odniesiesz mniejszy lub większy sukces.

      zainteresowanie > trwałe zainteresowanie > wybór zawodu < > studia ułatwiające uzyskanie tego zawodu
  |
   praca

Czy tak? Ja tak szukałam. W podstawówce, w gimnazjum, w sumie nie wiem. Miałam mnóstwo zainteresowań. Uwielbiałam prace manualne. Lubiłam rysować. Błyskawicznie rozpoznałam, że tym zajmować się nie będę. Głównie dlatego, że po wykonaniu jednego rysunku byłam tak wściekła, że nie jest idealny, że za kolejny zabierałam się po około roku. Miałam rację, teraz już nawet mi się nie chce.

Lubiłam jeździć koleją. Miałabym zostać konduktorem? Fajnie, ale nie, dzięki. Nie na stałe, to nie zawód na całe życie.

Wojsko mam chyba we krwi. Jako dziecko uwielbiałam słuchać opowieści o wojnie, w podstawówce bardzo chętnie czytałam podręczniki do historii, ale skutecznie zraziły mnie do niej nauczycielki. Jednak historię najnowszą lubiłam nadal. W gimnazjum czytałam thrillery z elementami strategii wojskowej, oglądałam mnóstwo seriali dokumentalnych, namiętnie grywałam w Settlers i serię Total War i zaczęło mi się wydawać, że fajnie byłoby mieć do czynienia z wojskiem i strategią wojskową. Dawno nie wracałam do tego tematu, ale wciąż mnie interesuje, więc teoretycznie mogłabym mieć z tym do czynienia dłużej. Ale nie wiedziałam jak. A że jestem leniem - nie chciało mi się kombinować. Postanowiłam poszukać jakiejś prostej, czystej i przejrzystej ścieżki kariery.

Skreśliłam też dziennikarstwo (widzicie, nie nadaję się do pisania), aktorstwo (do Hollywood mnie nie wezmą, a do M jak Miłość nie chcę), prawo (Grisham jest Amerykaninem) oraz karierę naukową (geologia i platformy wiertnicze, oceanografia etc.; kierunku antropologia na uczelniach nie znalazłam) informatykę, projektowanie i wszystko, co związane z turystyką.

Ale... Co, jeżeli niczym się nie interesuję?

Nie wierzę w to. Ale niech będzie znów o mnie. Biologii i chemii nie cierpiałam, szczerze nienawidziłam przedmiotów ścisłych. A jednocześnie je lubiłam. Tak jakoś przypadkiem zostałam laureatką olimpiady biologicznej i na zadane kiedyś pytanie 'kim chcesz zostać w przyszłości' zupełnie naturalnie odpowiedziałam 'lekarzem'. I jakoś to sobie wytłumaczyłam, od gimnazjum miałam duuużo czasu. I mówię Wam, jestem pewna, że będę z tego wyboru zadowolona.

Ten improwizowany schemat na początku można analizować w dwie strony. Od zainteresowania do zawodu i od zawodu, pracy do studiów, a zainteresowanie trzeba w sobie jakoś, czy ja wiem, wyhodować. No da się, ja biologii i chemii nie cierpię nadal, ale właściwie z biologią żyję już w zgodzie, a medycyną zaczęłam się interesować. Połączyłam ją trochę z historią, a potem jakoś już tak mi została.

Tutaj jednak pojawia się pytanie - jako kto chcę pracować? Ale na nie już pewnie odpowiadaliście, na przykład z doradcą zawodowym. Czy zależy Wam na pieniądzach, czy lubicie pracować sami, w grupie, przywodzić, jako podwładny, w spokoju, w ruchu i tak dalej. No ja chcę z ludźmi i zdecydowanie nie statycznie.

Najważniejsze jest tylko to, żeby uwierzyć, że 'w tym kraju jest praca dla ludzi z moim wykształceniem'. Tylko trzeba ją sobie znaleźć i wykształcić się odpowiednio. I ja tłumaczę. I słyszę odpowiedź 'ale i tak po niczym nie ma pracy' i koniec tematu i - koniec myślenia na ten temat? Z takim podejściem nie będzie. Ja namawiam do myślenia!

Na zakończenie - kilka słów o grupach kierunków studiów, na jakie trafiłam:
 - humanistyczne - tylko dla prawdziwych pasjonatów (no chyba, że w Maku wymagają już teraz dyplomów)
 - językowe, europejskie, turystyczne - język zawsze z czymś, chociaż tu widzę nieco większy potencjał, choć siebie w nich nie odnalazłam
 - zarządzanie, administracja, prawo, ekonomia - dwa pierwsze dziś raczej jako dodatek, o dwóch drugich - nie jestem w stanie określić, potencjał widzę
 - informatyka - informatycy potrzebni są w każdej firmie i w każdej dziedzinie, tutaj również projektanci
 - kierunki biologiczno - chemiczne - 'prosta' ścieżka kariery, po skończeniu studiów jeszcze tylko kursy i jakiś zawód się ma, coś da się robić; powszechnie uznaje się, że jest praca. Ja nie byłabym tego taka pewna. Ale za granicą. Z resztą - widzicie sami, co wybrałam.
 - kierunki techniczne - ciężko mi się wypowiedzieć, bo do niedawna 'idź na robotykę' traktowałam jako żart. Ale gdybym miała serce do nauk ścisłych, to wybrałabym coś z geologią, albo na przykład inżynierię biomedyczną; wszystko na AGH.
Nie twierdzę, że tak jest naprawdę, ale ja tak to odbieram.

Jest jeszcze jeden aspekt. Niby program nauczania podobny, ale uczelnia uczelni nierówna, podobnie jest z konkretnymi kierunkami. Wystarczy porównać plan lekcji inżynierii biomedycznej na AGH i w Sosnowcu. W tym drugim - to jakaś zabawa. Widać to też po progach - i - co naprawdę mnie rozbawiło - po propozycjach pracy. ŚUM rzuca mglistymi hasłami o rozwijającej się dziedzinie i możliwości dalszego kształcenia w kierunku robienia czegośtam, AGH ma projekt szukania zatrudnienia dla absolwentów, praktyki i już na studiach uczy tego, co jest potrzebne.

A dyplom Akademii Jana Długosza (Częstochowa) podobno odstrasza potencjalnych pracodawców, tak słyszałam. Jak w takim wypadku potraktować studiowanie ekonomii w filii tej uczelni, znajdującej się w dziesięciotysięcznym miasteczku gdzieś w środku województwa?

No i jak zapewne zauważyliście - nawet nie wspomniałam o możliwości studiowania i pracy związanej z czymś, co nas kompletnie nie interesuje. Zrobiłam to celowo. Nie potrafię wyobrazić sobie takiej sytuacji w praktyce, na dłuższą metę. Chyba, że ktoś zainteresuje się w trakcie lub atmosfera w pracy będzie na tyle dobra, że zabije nudę. Ale znacie kogoś, kto z zaangażowaniem zajmuje się czymś, co tak naprawdę ma gdzieś?

[czytajcie też u Ani, która Maluje]
[i tutaj macie coś podobnego, co pewnie niedługo usunę, ale na razie macie]

Powiem Wam coś jeszcze. Szczególnie tym, którzy na podjęcie decyzji mają nieco więcej niż miesiąc. Może to zabrzmi dziwnie, ale większość z tych pomysłów, które rozważałam w pierwszej części wyciągnęłam z książek, które czytałam. A głównym problemem wielu jest to, że nie wiedzą nawet, czym można zająć się w przyszłości, nie potrafią wymienić nawet nazw zawodów. Czyli wygląda na to, że książki jednak do czegoś się przydają. Totalnie odbiegając od myśli przewodniej tekstu - na zakończenie - zachęcam do czytania.

A zapytam. Jakie macie plany? Albo jakie mieliście i czy udało się Wam je zrealizować?

39 komentarzy:

  1. Ja plany miałam. Coraz częściej dopada mnie uczucie, że już jednak nie mam. Nawet tych prymitywnych.
    Z góry odrzucam ekonomię i prawo. Są to rzeczy, z których nauka byłaby dla mnie katorgą.
    Nie mam też szans (albo raczej nawet mi się tam nie spieszy) na studia typu architektura, wystrój wnętrz i inne 'artystyczne' kierunki. Choć rysować lubię, ale nie lubię rysując trzymać się reguł. No i mam problem podobny do Twojego jak coś nie wyjdzie idealnie to ''focham się'' na ołówek i przez tydzień szkice na geometrię rysuję długopisem.
    Kariery naukowej sobie nie wróżę,bo jakoś przeczuwam, że ani robota, który ułatwi pracę człowieka nie skonstruuje, ani lekarstwa na raka nie odkryję. Po prostu jestem do mniejszych rzeczy stworzona.
    A z językami rzecz ma się jak z artyzmem, lubię, ale pracować w tym nie chcę.
    Będę musiała jeszcze długo zmieniać zdanie, póki co krążę wokół medycyny i dietetyki, ale jeśli zabraknie mi nadziei to chyba pójdę jak większość na politechnikę.A u mnie z naukami ścisłymi jest znowu jak u Ciebie. Potrafię, mam 5,rozumiem, ale 'lubieniem' tego nazwać nie mogę. Ale nienawiścią też nie pałam (to uczucie zarezerwowane na wszystko co związane z informatyką).
    Tobie życzę podjęcia pracy z którą wytrwasz i nie zmęczy Cię psychicznie (i tutaj się właśnie boję tej medycyny)a kwestia pieniędzy jakoś sama się ułoży ;) byleby nie na humana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat z komputerami się lubię, ale raz na jakiś czas. Odkąd bloguję nie robię już niczego niezwiązanego z blogami, chociaż pośrednio, bo zwyczajnie mi się nie chce.
      A co do zmęczenia - twarda sztuka ze mnie, nie będzie tak łatwo, martwić się nie należy ; )
      Humana rządzi! W ciągu ostatnich pięciu dni przeczytałam końcówkę jednej książki, dwie kolejne i zaczęłam Dumę i Uprzedzenie Jane Austen. Siłą rzeczy jeden z kolejnych postów będzie o książkach. Ale mówię Ci, o super książkach.

      Usuń
  2. Ja polecam kierunki ścisłe. Jako licealistka nienawidziłam ich, całe LO przeżyłam na 3. A teraz studiuję materiały współczesnych technologii, coś z pogranicza fizyki, chemii elementami informatyki. Studia są dosyć ciekawe, średnio trudne, bo jakoś sobie daję radę, a co najważniejsze mam bardzo dużo różnego rodzaju zajęć typu programowanie, projektowanie, modelowanie, elektronikę. Często słyszę, że studia niczego nas nie nauczą i w pracy trzeba się uczyć od nowa wszystkiego. Teoria ma się nijak do praktyki. Dzięki temu, że mam tyle rzeczy na studiach mogę zobaczyć co mnie kręci i iść w tym kierunku dalej sama. Polecam zastanowienie się nad studiami inżynierskimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również polecam. Sama, jako alternatywę dla medycyny, rozważałam właśnie Inżynierię Biomedyczną AGH. Ale wolałabym nie sprawdzać, czy bym na niej wytrzymała.
      Ale ja się właśnie z tym ogólnym twierdzeniem teoria-praktyka nie zgadzam. No bo jak podejść do jakiegoś trudnego zagadnienia praktycznie, gdy nie zna się jego podstaw teoretycznych? Niby można się nauczyć jakiegoś schematycznego działania, ale chyba mimo to łatwiej jest, gdy rozumie się to, co się robi.

      Usuń
  3. Jak tak piszesz to ja nadal nie wiem na jaki kierunek studiów się zapisać (jeszcze 5 dni i rejestracja on-line się rozpocznie). Miałam iść na architekturę wnętrz, budownictwo, informatykę, aktualnie stoję przy mechanice i budowie maszyn (tak, dziewczyna), chciałam też zrobić studium farmaceutyczne, ale nie wiem czy dam rade obskoczyć najtrudniejszy kierunek na uczelni (mechanika) i jeszcze równie ciężkie studium farmaceutyczne..
    Muszę się zastanowić raz jeszcze, bo niekoniecznie chciałabym mieć później wiedzę, by otworzyć fabrykę. Fabryk jest tyle, że wystarczy. Po co kolejna? A może założyłabym firmę produkującą części do czegoś tam? tylko to znów fabryka. Nie wiem, nie wiem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ absolutnie nie dziwi mnie to, że dziewczyna chce iść na mechanikę i budowę maszyn. Ale plany masz naprawdę ciekawe! A wydaje mi się, czy studium jest trzyletnie? Jeżeli tak, to mogłabyś zacząć na przykład na trzecim roku i skończyć mniej więcej równocześnie.
      Co do fabryki - pewnie zależy od tego, co miała by produkować i jak. I za ile.
      A zdanie, 'fabryk jest tyle, że wystarczy', zabójcze.

      Usuń
    2. Studium jest dwu letnie, na szczęście :D
      Właśnie chciałabym zacząć równo, zeby, w między czasie mieć też pracę w aptece (weekendowo, albo na zmiany)
      No wiem, ja mam czasami takie strzały ;D

      Usuń
    3. Klaudio, kierunek technik farmaceutyczny może zostać usunięty z nauczania w szkołach policealnych. Nie jest to informacja pewna na 100%, bo pojawił się dopiero projekt takiego rozporządzenia, więc jeżeli kiedykolwiek miałoby ono zostać wprowadzone w życie, to najwcześniej we wrześniu 2015 roku. Chodzi m.in. o to, że jest coraz mniejsze zainteresowanie egzaminem zawodowym (z każdym rokiem podchodzi do jego zdawania mniej osób), a poza tym narzeka się też na kompetencje techników farmaceutycznych (co akurat mnie nie dziwi, niestety).
      W medycznych szkołach policealnych są też inne zawody np. higienistka stomatologiczna.

      Usuń
    4. @Klaudia, (bez ironii) nic więcej nie powiem, życzę Ci powodzenia.

      @Antymateria, mnie też nie dziwią narzekania na kompetencje techników farmaceutycznych : D Aczkolwiek higienistka stomatologiczna raczej nijak ma się do planów Klaudii. Ale fajnie, że takich ludzi też się kształci, że nie są aż tak bardzo z przypadku'.

      Usuń
  4. Ja wybrałam studia tak bardzo nieadekwatne do tego, co teraz robię, jak to tylko możliwe. Bo takie miałam widzi mi się ;) ale jakoś żyje w radości i szczęściu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jeżeli lubisz to co robisz (czyli czujesz się tym zainteresowana?) to treść przekazu jak najbardziej została zachowana! I w dodatku pewnie miałaś trochę szczęścia, sytuacja idealna. Nie?

      Usuń
  5. Ja wybieram się na wspomnianą przez Ciebie Inżynierię Biomedyczną na AGH. Sama nie wiem, czy dam sobie radę z fizyką, którą traktuję jako najbardziej wątpliwą, ale cóż... do odważnych świat należy. Od pewnego czasu pojawiła się myśl, by studiować medycynę, bo jakoś widzę siebie w roli lekarza, jednak profil nie ten w liceum (mat-geo) i stwierdziłam, że musiałoby upłynąć wiele czasu bym nadrobiła swoje zaległości z chemii i biologii (głównie rozchodzi się tutaj o chemię, bo biologię zawsze lubiłam i jej przyswajanie przychodziło mi o wiele łatwiej). Jednak teraz przestałam żałować, bo po prostu jest już za późno. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz - nigdy nie jest za późno. Zdarzają się ludzie zaczynający studia medyczne po ukończeniu innego kierunku. Co prawda nasz rocznik i chyba dwa poprzednie musiałyby za coś takiego płacić, ale do tej pory tacy ludzie byli.
      Ale jak zwykle napisałam o czymś innym, niż chciałam. W Łodzi na lek wystarczy matura z 2 spośród 4 przedmiotów: bio, chem, mat, fiz. A czy ja wiem, czy ta licealna chemia jest na lekarskim aż tak bardzo potrzebna...
      Ale i tak wydaje mi się, że wybrałaś dobrze. Napisz koniecznie, jak tam jest, gdy już zaczniesz!

      Usuń
    2. Jak zacznę, to na pewno zdam relację. ;)

      Usuń
    3. Czekam z niecierpliwością! A czy kierunek jest może zamawiany? Czy może już nie prowadzą tego programu?

      Usuń
    4. Nic mi o tym nie wiadomo, ale chyba z tym rocznikiem kierunków zamawianych w AGH już nie będzie. Zamawianie kierunków było związane z Programem Operacyjnym Kapitał Ludzki na lata 2007-2013, tak przynajmniej przeczytałam na pewnej stronie ;)

      Usuń
    5. Tak, ta informacja wszystko by wyjaśniała.

      Usuń
  6. Temat-koszmar większości maturzystów... nawet jeśli ma się sprecyzowane plany to dobrze jest mieć alternatywę, jakby wybranie "pierwszego" kierunku nie było wystarczająco trudne.
    Przez całe liceum byłam nastawiona na lekarski i stomatologię - pierwsza opcja ciekawsza, druga dająca pewną, stabilną przyszłość i wykorzystująca zdolności manualne. Im bliżej matury tym więcej miałam wątpliwości, ambicja i ciekawość pchały mnie głównie na pierwszy kierunek ale charakter skutecznie odciągał od obu. Chociaż byłam tego w pełni świadoma to dużo czasu zajęło mi przyznanie przed samą sobą, że będę nieszczęśliwa jeśli wybiorę takie studia, bo ludzie po prostu mnie nie interesują. Nie mam potrzeby pomagania, brak mi empatii, cierpliwości i przede wszystkim powołania. To nie kwestia serca z kamienia a introwertyzmu i dość chłodnego podejścia do obcych, ludzkie nieszczęście jest w stanie poruszyć mnie do głębi, jednak "zwykły pacjent" (karygodne uogólnienie, które jednak ułatwia zebranie myśli, wybacz) prawdopodobnie szybko by mnie wyprowadził z równowagi. No i konieczność dotykania i oglądania ciała obcego człowieka... nie.
    To kompletnie zbiło mnie z tropu, kombinowałam z jakimiś technikami dentystycznymi (bo mniej kontaktu z pacjentem i fajna praca wykorzystująca zdolności plastyczne), biotechnologią, fizjoterapią (standardowa asekuracja). Aż w końcu na spokojnie zastanowiłam się bez analizowania rynku pracy i wróciłam do swojego marzenia jeszcze z czasów podstawówki - weterynaria.
    Zarejestrowałam się w ostatniej chwili za namową Mamy (wtedy jeszcze nie byłam pewna co do słuszności tego pomysłu) i wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji w życiu.
    Mama ma zawsze rację. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że ja miałabym dokładnie odwrotnie. Że łatwiej będzie mi pracować z ludźmi, niż ze zwierzętami, a leczyć ich - w szczególności. Kompletnie tego nie rozumiem, ale nawet tak błahą czynność jak czyszczenie uszu kota przeżywałam strasznie! Natomiast widok chorego czy rannego człowieka nie wytrąca mnie z równowagi. Chyba. Do tej pory tak było.

      Usuń
  7. Dla mnie wybór kierunku studiów również nie był lekki. Zdecydowałam się w końcu na architekturę wnętrz - studiuje już 2 rok i jestem zadowolona ze swojego wyboru. Wybrałam to co chciałabym robić w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś próbowałam zreformować mój pokój.
      Wciąż stoją w nim paskudne meble kupione z okazji rozpoczynania nauki w szkole. Podstawowej.

      Usuń
  8. Od pewnej osoby usłyszałam kiedyś, że nikt nie robi w życiu tego, czym się interesuje, a życie jest do niczego i trzeba się z tym pogodzić. Nigdy nie daj sobie wmówić czegoś takiego, nawet w chwilach zwątpienia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałabym dać sobie wmówić coś, co wymagałoby ode mnie poddania się i przyznania do słabości i niepowodzenia? Nigdy!

      Usuń
  9. Wybór studiów jest trudny. I choć w sumie kiedyś niekoniecznie popierałam podział na profile w szkole średniej, teraz uważam, że mogą być pomocne w dokonaniu decyzji dotyczącej dalszego kształcenia. Idziesz na, dajmy na to, mat-fiza, męczysz się, i już wiesz, jakie studia odrzucić. Bo ważne, żeby robić to, co się lubi i lubić się będzie przez lata. A jeśli jest to zawód pewny, zawsze potrzebny, no i przynoszący przyzwoity dochód - tym lepiej.
    Mam podobnie z pisaniem jak Ty z rysunkami. Lubię to robić, ale w odpowiednim momencie, bo mimo wszystko traktuję owo zajęcie nader poważnie, i jeśli zasiądę do tworzenia bez weny, rezultaty mnie nie satysfakcjonują, co z kolei wzbudza irytację. Dużo irytacji.
    No i jak pięknie zachęciłaś do czytania :D Aż się nie mogę doczekać, co tam napiszesz o tych - jak widzę w jednym z komentarzy - superksiążkach. Ja też ostatnio raczyłam się powieścią dziewiętnastowieczną, wprawdzie nie ''Dumą i uprzedzeniem'', której jeszcze nie czytałam {z naciskiem na jeszcze}, a pseudomiłosnymi, brutalnymi i absorbującymi ''Wichrowymi wzgórzami''. Brontë świetnie się spisała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei uważam, że w liceach ogólnokształcących w ogóle nie powinno być profili ogólnych. Ale za to na tych konkretnych oprócz szczególnego nacisku na przedmioty profilowe wszyscy powinni być zapoznani z wiedzą ogólną ze wszystkiego pozostałego. Przecież pretendujemy do miana ludzi wykształconych, to zawsze kojarzyło się z literaturą, etc. I bardzo żałuję, że to wszystko zaczyna zmierzać w kierunku ograniczania 'zbędnej nauki' która rzekomo podawana jest w nadmiarze. Ale oczywiście masz rację w tym, co mówisz. I jednocześnie niezmiernie cieszę się, że nie poddałam się wpływom otoczenia i nie poszłam na mat-fiz.
      Z pisaniem mam podobnie, jak Ty z pisaniem. Wyobraź sobie teraz, jak bardzo poirytowana i sfrustrowana muszę być, pisząc tyle, ile piszę.
      Pomyliłam 'wichrowe wzgórza' z filmem 'wichry namiętności' -.- Na szczęście tylko przez sekundę. Ten drugi fajny.

      Usuń
    2. I tu się zgadzam, w pełni. Bo jednak ta podstawowa wiedza z gimnazjum jest taką podstawą podstaw, i gdyby jednak trochę rozszerzono zakres nauczania przedmiotów niewiodących, na pewno byłabym zadowolona. Przynajmniej do czasu, aż przyszłoby mi się tego wszystkiego uczyć. Profil ogólny to coś jak zarządzanie i marketing na studiach. Pewnie to superschematyczne myślenie, ale tak właśnie kojarzy mi się ów kierunek - z ludźmi, którzy nie wiedzą, na co iść, ale wykształcenie wyższe trzeba mieć, więc wybierają marketing. Ej no, jak w ogóle można iść na ogólny? Ja rozumiem, że nie wszyscy mają sprecyzowane zainteresowania i tak dalej, no ale jakby nie było, liceum powinno nam - powtarzam się - pomóc w utwierdzeniu, że droga, którą podążamy, jest tą właściwą (lub nie).
      Zwariowałabym, pisząc tyle. I jestem pod wrażeniem, bo mimo że na pewno sprawia to przyjemność, stanowi również kolejne zadanie do wykonania, kolejny obowiązek, i w gruncie rzeczy bywa męczące. Ale czego się nie robi z pasji. ^^

      Usuń
    3. A wiesz, że teraz profil wybiera się już w gimnazjum? I wiedza rozszerzona jest zaczynana w gimnazjum i kontynuowana w liceum, przynajmniej w teorii. W praktyce - nie wiem, bo nie mam od kogo się dowiedzieć.
      Ale to by było dobre, na każdym, absolutnie każdym kierunku studiów powinny być przedmioty dot. marketingu i zarządzania i to przez cały czas, przecież bez tego się teraz nie da! I public relations. Bez dwóch zdań. A nie jakieś całki.
      A tu właśnie mnóstwo ludzi chce iść na ogólny, bo w technikum czy w zawodówce trzeba od razu wybierać konkretnie.
      (...)

      Usuń
  10. Ja do III klasy gimnazjum byłam przekonana, że pójdę na filologię polską i zostanę nauczycielką ;)). Cóż, plany mi się pozmieniały diametralnie, również za sprawą konkursu przedmiotowego z biologii, do udziału w którym namówiła mnie moja wychowawczyni (swoją drogą jeden z dwóch najlepszych nauczycieli, jakich spotkałam). Uczenie innych wciąż jest moją pasją, ale zawsze mogę udzielać korków, ewentualnie może mi się kiedyś zamarzy zostać nauczycielem akademickim ;). Co do medycyny to wciąż nie jestem stuprocentowo przekonana, że to właściwy wybór, bo nie miałabym też nic przeciwko kierunkom nastawionym na pracę naukową w stylu biotechnologia, neurobiologia. Ale jednak teraz to jest najbardziej racjonalny wybór dla kogoś po biol-chemie. Poza tym podoba mi się to, że po ukończeniu studiów ma się do wyboru mnóstwo różnorodnych specjalizacji, więc prawie każdy może znaleźć coś dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie jestem pewna, czy to jest najbardziej racjonalny i najlepszy wybór po biol-chemie, ale nie zaprzeczam, że jest najłatwiejszy. W sensie zdecydowania się na konkretny kierunek. Myślę, że mimo wszystko najłatwiej na ten. Zdawałaś już maturę?

      Usuń
    2. Tak, w tym roku zdawałam. Z tym racjonalnym wyborem chodziło mi przede wszystkim o miejsca pracy - znalezienie pracy po leku jest jednak łatwiejsze niż, np. po analityce medycznej czy biologii.

      Usuń
    3. Myślę, że po analityce łatwiej, niż po biologii (a pedagogicznej to już w ogóle). Analityka chyba nie jest taka zła. A co do pracy po leku - mam nadzieję, że okaże się, że nie mam racji. Bo coraz częściej docierają do mnie informacje o problemach, jakie spotykają ludzi po studiach.

      Usuń
    4. Na pewno dla jakiejś części absolwentów analityki praca jest, ale niestety nie dla większości, przynajmniej tak to wygląda w moim mieście. Też słyszałam wiele opowieści o problemach z miejscami na specjalizacje, o obawach odnośnie roku, w którym dwa razy więcej absolwentów wyjdzie na rynek pracy (za sprawą likwidacji stażu). Ale mimo wszystko staram się wciąż myśleć pozytywnie ;).

      Usuń
  11. U mnie było tak podstawówka, gimnazjum wiadomo gdzie najblizej;D Pozniej liceum tak samo studia rowniez;D
    Wahałam sie nad historia no ale nie wyszlo;D Pozniej kosmetologia albo pielegniarstwo a i jeszcze budownictwo chociaz mature z matmy ledwo zdalam;D Kosmetologia dzieki YT poznalam swiat kosmetykow uwielbiam to interesuje sie fajnie ale co z praca wiec ze wzgledow ekonomicznych wybralam pielegniarstwo brr sa ciezkie i te lepsze dni takie jest zycie i jakos leci;D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ze względów ekonomicznych raczej wybrałabym kosmetologię.

      Usuń
  12. Ja również poprawiałam w tym roku maturę z chemii i z biologii gdyż moim marzeniem jest lekarski. W tamtym roku, matura poszła mi tragicznie, w sumie nie wiem z czego to wynikało...czy to była kwestia mojej niewiedzy, pomimo tego,że się bardzo dużo uczyłam czy stresu. Całe dwa dni po otrzymaniu wyników przepłakałam, nie wiedziałam co dalej ze sobą zrobić czy iść na studia czy nie, a jeśli tak to na jakie? Wybrałam fizjoterapię, dość ciekawy kierunek ale jakoś nie czuję tego. Do czasu matury olewałam te studia, uczyłam się tylko ewentualnie na kolokwia czy jakieś zaliczenia, gdyż cały swój czas poświęcałam na naukę do matury. Niby jestem studentką, a nie zaznałam wgl życia studenckiego, nadal nie potrafię odnaleźć się w swojej grupie, gdyż omijały mnie wszelkie imprezy , pomimo tego,że jestem bardzo towarzyską osobą i przez cały ten okres żyłam tak jakby w innym świecie. Boję się,że w tym roku może być to samo,że znów się rozczaruję ale powiem jedno,że dzięki temu zrozumiałam,że nie mogę skończyć tych studiów bo jak ja mogę być dobrym specjalistą skoro mnie to w ogóle nie interesuję, więc uważam,że przy wyborze studiów większości trzeba się kierować zainteresowaniami a nie prestiżem i pieniędzmi, które w zasadzie szczęścia nie dają, a może je dać praca do której będziemy chodzić z przyjemnością. :) pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jestem na weterynarii. Generalnie kierunek polecam ludziom, którzy umieją się uczyć, ja nauczyłam się uczyć (wiem, jak kretyńsko to brzmi) dopiero po pierwszym, bardzo bolesnym semestrze.

    Niestety, jest to medycyna x4 - trzeba umieć to co lekarze o człowieku, tyle że o czterech grupach zwierząt. Smutek, a sesja się zbliża :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym mówisz z tym uczeniem się. Albo - tylko wydaje mi się, że wiem i też przekonam się na własnej skórze. Już wkrótce, miejmy nadzieję.
      Myślisz, że aż x4? W sumie te studia wydają mi się być bardzo ciekawe, choć nie biorę ich pod rozwagę. Opowiedziałabyś mi o nich mailowo, w wakacje?

      Usuń
  14. Też miałam w tym roku te wybory. A z rysunkiem miałam tak samo. Ostatecznie wybrałam kierunek zupełnie inny niż profil w ogólniaku. Idę na gastronomię i hotelarstwo, choć jestem zielona z chemii. Powodzonka!

    OdpowiedzUsuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com