niedziela, 18 maja 2014

Tak dzisiaj wyglądają matury

Długo zastanawiałam się nad tym, co powinnam zawrzeć w poście o maturach i czy przypadkiem nie wystarczyłaby tylko zachęta do wspólnego ponarzekania na Centralną Komisję. Ale pytanie taty o to, czy zdaję może ustną z fizyki zdecydowanie przekonało mnie do zaczęcia od samiutkiego początku.

Obecnie na maturze obowiązkowe są trzy przedmioty: język polski, matematyka i jeden z chyba sześciu języków obcych, które można sobie wybrać do zdawania. Oprócz tego zdaje się dwa egzaminy ustne - z języka polskiego i obcego, z matmy - nie. Arkusze są na tyle łatwe, że naprawdę trzeba się nieźle postarać, żeby nie przekroczyć magicznego punktu 30%, który gwarantuje zdanie. No a gdyby nawet się nie udało, to można jeden z przedmiotów obowiązkowych poprawić jeszcze w tym samym roku, w sierpniu. Te podstawowe matury trzeba zaliczyć, ale tak naprawdę to one wcale nie są ważne.

Oprócz matur podstawowych można zdawać egzaminy z innych, wybranych przez siebie przedmiotów na jednym z dwóch poziomów (można też wybrać polski, matematykę lub język na poziomie rozszerzonym). To właśnie rozszerzenia(podobno) wybiera się w zależności od kierunku studiów, na jaki zamierza się iść. Na większości uczelni i na większości kierunków od dawna nie ma egzaminów wstępnych, choć zdarzają się testy sprawnościowe i psychologiczne na wydziałach wojskowych, chyba też na ratownictwie. To właśnie wyniki z matur decydują o dostaniu lub niedostaniu się na studia.

A o wynikach z matur decyduje mityczna Centralna Komisja razem z Komisjami Okręgowymi oraz tajemniczy i nieodgadniony Klucz.

Ale matury rozszerzone również można poprawiać. Nieograniczoną ilość razy (maturę niezdaną - pięć; na poprawę rozszerzonej trzeba czekać do następnych egzaminów, za rok). W sumie to bardzo dobrze, bo wyniki egzaminów decydujących o całym przyszłym życiu są równie nieobliczalne co Komisja, układająca pytania pojawiające się na maturalnych arkuszach. Bo o tych wynikach nie decyduje tylko i wyłącznie wiedza, o nie (Żeby nie było, bo to przecież oczywiste, że bez wiedzy się nie da.). Do tego wszystkiego dochodzi zwyczajny, maturalny stres, czasem złe samopoczucie, różnego rodzaju problemy, bóle głowy, niewsypanie i tak dalej i tak dalej. Przeszkodzić może też na przykład zaskoczenie lub złość ogarniająca po zobaczeniu zadań. Bo okazuje się, że ktoś, kto w tym roku pilnie uczył się do matury, mógł mieć z tą maturą spory problem.

I teraz płynnie mogę przejść do opisywania moich maturalnych wrażeń.
Ale jeszcze napiszę, bo może nie wszyscy wiedzą. W tym roku podchodziłam tylko do dwóch rozszerzeń - z biologii i z chemii (no, jeszcze z angielskiego, a na matematykę podstawową nie poszłam, bo mi się nie chciało, a chyba wyszło mi to na dobre). Poprawiałam zeszłoroczne, dobre, ale niewystarczająco dobre wyniki. Oczywiście dlatego, że chcę się dostać na medycynę.

Czy tegoroczna biologia mnie zaskoczyła... Może minimalnie, ale jeżeli tak - to pozytywnie. Arkusz nieco przypominał mi ten z zeszłego roku z czerwca. Oba były dziwne i inne, niż te z poprzednich lat, chociaż część zadań przypominała mi te z poprzednich lat. Oba arkusze całkiem mi się podobały. Ten maturalny, na maturze rozwiązywałam raczej ze spokojem i bez większych problemów.

Na jakiś czas przed maturami miałam sen, w którym śniło mi się, że trzymałam w dłoni świadectwo i wyraźnie widziałam wynik - 97% z biologii. Wychodząc z hali, na której pisałam myślałam - dlaczego nie miałoby to okazać się prawdą? Na to pytanie odpowiedziałam sobie dość szybko. Choćby dlatego, że zrobiłam trzy błędy. A kolejne punkty może odebrać mi Klucz.

Co do chemii... Kto pisał, ten wie, mój komentarz chyba jest zbędny. Najpierw zauważyłam podejrzanie dużą grubość arkusza, później informację: 39 zadań oraz tę, aby w zadaniach zawrzeć jednostki. Jak dotąd nie było to wymagane, ale postanowiłam nie ryzykować i je wstawiałam, walcząc z czasem.

Ogólnie na chemię przyszłam w nastroju dokładnie odwrotnym, niż na biologię. Byłam spokojna i nastawiona negatywnie, a to nigdy nie wróży mi niczego dobrego. Gdy zobaczyłam pierwsze zadania pomyślałam 'Przecież obiecałaś, że nie spanikujesz na początku. Są dziwne, ale łatwe. Pisz.'. No ale im dalej w las, tym więcej drzew, tak? Z dziwnych i łatwych zadania zmieniły się na dziwne i trudne. Po godzinie zdałam sobie sprawę z tego, że może braknąć mi czasu. Przeskoczyłam dwa jakieś pojedyncze i cały blok zadań z utlenianiem - redukcją. I przyśpieszyłam do tego stopnia, że na wrócenie do nich, przemyślenie i dwukrotne sprawdzenie wszystkiego, a także na ponowne rozwiązanie zadań obliczeniowych została mi jeszcze godzina.

A tak, zapomniałabym. Przez ostatnie pół godziny na wolnej ławce przede mną, patrząc mi w arkusz, siedziała miła, starsza nauczycielka, która nas pilnowała. No może i wyglądałam jak ktoś, kto skończył i kombinuje (przepisywałam sobie odpowiedzi na karteczkę), ale na kwadrans przed końcem zapytała, czy już skończyłam i jak mi poszło. Odpowiedziałam, że nie i jeszcze sobie sprawdzam, w myślach dodałam miła jesteś, ale idź stąd w końcu. Nie dosłyszała, więc przeniosłam sobie dane jednego z zadań do brudnopisu i zaczęłam zapamiętale liczyć. Poszła.

Arkusz oddałam na minutę przed końcem, byłam z siebie taka dumna! Naprawdę nie sądziłam, że dam radę rozwiązać wszystko bez strzelania i myślałam sobie, że może to z chemii otrzymam moje wyśnione 97%? Nadzieja podtrzymuje na duchu, ale porównanie z przykładowymi odpowiedziami i tym razem uświadomiło mi, jak złudna była moja nadzieja. Moje zeszłoroczne 80 raczej poprawiłam, ale najprawdopodobniej tylko minimalnie.

Wydaje mi się, że arkusze z obu przedmiotów coś łączy. Czyżbym rozgryzła CKE? To chyba nie jest możliwe. Wydaje mi się, że w końcu udało im się zrobić egzamin sprawdzający umiejętność szybkiego kojarzenia i biegłego korzystania ze zdobytej wiedzy. Nie wymagają znajomości suchej teorii, a umiejętności zastosowania jej. Tak jakby coś na kształt wykorzystywania teorii w praktyce, o ile w ogóle licealny materiał może być wykorzystany w praktyce.

Same zadania bardzo mi się podobały. Nie było nudno. Ale bardzo nie podobało mi się to, że totalnie nas zaskoczono. Do tej pory egzaminy maturalne były bardzo charakterystyczne, wręcz schematyczne i trzeba było się uczyć typowo pod nie. Wielu ludzi właśnie tak robiło, to całkiem racjonalne postępowanie, które często się sprawdzało i teoretycznie nie było powodu, dla którego miałoby się nie sprawdzić w tym roku. Ale powód się znalazł.

Od przyszłego roku maturę zdają uczniowie idący według nowego programu nauczania. Tak w skrócie - od obecnego różni się on tym, że na przygotowanie się do matury mają półtora roku zamiast dwóch lat, zakres materiału raczej się nie zmienił, o ile w ogóle nie wymagają od nich więcej. A przykładowe, proponowane im arkusze wydają mi się być trudne. No i wygląda na to, że my w tym roku, na próbę, dostaliśmy taki arkusz wzorowany na przyszłorocznym. Taki inny, tak dla zabawy, bez uprzedzenia. Ja się tam nie czepiam, chyba jest mi wszystko jedno, ale jednak, niefajnie.

Zaczęłam się też zastanawiać nad tym, jak będzie wyglądała matura poprawkowa dla tegorocznych maturzystów za rok. Pytałam, wiarygodne źródło podaje, że nas, do rocznika '95, będzie obowiązywał stary zakres materiału i że będą dwie zupełnie różne matury. No ale skoro już od trzech, czterech lat arkusze zmieniają się najwyraźniej w kierunku tych nowych, a ten w tym roku był zupełnie inny (to tylko moje podejrzenia, że taki, jak te przyszłoroczne) to w sumie po co?
Edit: Właśnie się dowiedziałam. Na przykład dlatego, że dla nowej podstawy matura ma tylko jeden poziom. Kurczę, to ciekawe.

Nie żebym zamierzała pisać tę maturę za rok. Ale jeżeli zmusi mnie do tego sytuacja, to to zrobię.

Zauważyłam, że i w Internecie i tak ogólnie wypowiadają się 'dwa typy' maturzystów: tacy, którzy są w euforii, bo są pewni, że napisali świetnie i że się na wybrane studia dostaną oraz tacy, którzy lamentują, bo już wiedzą, że nie. A ja nie wiem. Sprawdziłam swoje odpowiedzi, przeliczyłam punkty i gdyby przyznawano je za odpowiedzi dobre, a nieprzyznawano za złe, to mogłabym być pewna, że mi się udało. Ale jest coś, o czym wspomniałam już wcześniej, Klucz. Klucz polega na tym, że nie przyznaje się punktów za dobre odpowiedzi, bo są niezgodne z Kluczem. Klucz poznamy mniej więcej w okolicy ogłoszenia wyników. Tak więc pozostaje mi rejestrować się, przelewać kasę uczelniom i mieć nadzieję na to, że się nie zmarnuje, bo trafiłam w Klucz.

O rety, ale długo. I z tekstem i z czekaniem.

38 komentarzy:

  1. spoko, ja podstawę z polskiego napisałam słabo, rozszerzenie genialnie (lata temu). Nie rozumiem tego klucza :D w żadnej z matur :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam gdzieś o Twoim polskim ; )
      Ja z biologii rozumiem. Wybierają sobie jakieś słowo mniej więcej związane z tematem pytania i jeżeli go nie zawrzesz w odpowiedzi, to nawet za dobrą masz 1/2 punkty. No i nie zawsze wymagana odpowiedź jest odpowiedzią na pytanie, które zadają. To akurat jest dość zabawne, gdy się widzi takie zadanie i odpowiedź Komisji, ale już mniej zabawne, gdy samemu traci się punkty. Na szczęście nie w każdym zadaniu są słowa klucze. No i od przyszłego roku klucza nie ma! Ale tylko dla nowych maturzystów.

      Usuń
  2. dla mnie matematyka to czarna magia i nie powiedziałabym, że jest prosta do zdania:) No chyba, że teraz arkusze są łatwiejsze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku podobno były nieco trudniejsze, ale raczej zawsze dają na tyle schematycznych zadań, że ucząc się i rozwiązując zadania z lekcji nie powinno się mieć problemu ze zdaniem. Chyba. No u nas w szkole z mojego rocznika matmę zdali chyba wszyscy, może jedna osoba oblała, bo byli tacy, którzy w ogóle nie chodzili. A to takie zwykłe liceum, nawet z kiepską opinią. Ale oczywiście mnóstwo osób mówiło tak jak Ty ; ) Wygląda na to, że nie taki diabeł straszny.

      Usuń
  3. Rozumiem Twoje odczucia, bo ja nie tak dawno temu miałam podobnie. Mój rocznik trafił na "dziwną" maturę z biologii i dość trudną (w porównaniu do lat zeszłych) maturę z chemii. Przy czym ta druga z całą pewnością była "witowska", a o pierwszej się nie wypowiem, bo nie miałam nigdy zbioru zadań do bioli. W każdym razie: wiem, czym pachnie taka niepewność i choć z Twojego posta czuję raczej opanowanie, to jednak sytuacji Ci nie zazdroszczę i już odliczam dni do wyników, bo naprawdę cholernie Ci kibicuję! A teraz radziłabym Ci albo gdzieś wyjechać i odpocząć, albo rzucić się w wir blogowania - oczywiście, egoistycznie mam nadzieję na to drugie :D Trzymaj się ciepło, Puszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę taką, niż witowską (fajne słowo:) bo przynajmniej mam wymówkę, dlaczego tak mało. Opanowana jestem bo i euforia i załamanie już mi przeszło, teraz tylko wielkie oczekiwanie i wielkie sprzątanie w trakcie.
      A ja Ci bardzo nie-dziękuję!
      Nigdzie nie jadę, oszczędzam na tablet, który ułatwi mi przechowywanie książek i materiałów oraz blogowanie na studiach (taką mam nadzieję, że będzie mi dane to sprawdzić i że się sprawdzi). Sprzątam też na blogach -.-

      Usuń
    2. Ja po 1,5 roku wyrzeczeń kupiłam sobie czytnik ebooków i powiem Ci, że czytnik/tablet to jest bardziej przydatny gadżet dla studenta niż by się mogło wydawać. Przynajmniej na GUMedzie sporo Katedr ma baaardzo specyficzne poglądy na wiadomości zawarte w podręcznikach i dlatego masakrycznie dużo uczymy się z prezentacji z wykładów, seminarek itd. Drukowanie tego naprawdę pożerało mi sporo pieniędzy, a gapienie się w monitor... ileż można? A teraz nagrywam sobie na czytnik wszystko - prezentacje, podręczniki, skrypty, giełdy, różne studenckie materiały i nie kosztuje mnie to ani grosza, nie obrastam stosami świstków i nie targam ze sobą kilogramów makulatury. Ale blogować się z tego nie da, co to to nie. Plus jest taki, że czytnik korzysta z technologii e-Ink, czyli nie męczy oczu i głowy jak wyświetlacze komputerów czy tabletów. Tak więc patrząc na moje potrzeby czytnik był lepszym wyborem, ale zasadniczo uważam, że warto mieć cokolwiek :)

      Usuń
    3. No właśnie wiem o e-Ink, a oczy męczą mi się łatwo, ale potrzebuję maksymalnie funkcjonalnego sprzętu, więc oczy będą musiały jakoś przeżyć.

      Usuń
  4. Jak zwykle, bardzo miła chwila z Twoim tekstem;)) mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem '95, pisałam tę maturę i raz ogarnia mnie euforia, raz przerażenie. Byłam bardzo zaskoczona, bo w pewnych miejscach zabrakło mi schematycznych zadań, które zawsze dodają kilka łatwych procentów.
    Na maturach miałam ten sam nastrój co teraz, w jednym momencie radość "jakie fajne, łatwe zadanie", w drugim płacz.
    Wszystko teraz zależy od klucza i nastroju osoby sprawdzającej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to co i rusz wychwytywałam te różnicujące. Czyli albo rozwiążesz i masz punkty, albo to kolejne, którego nie zrobisz i wyróżnicowaliśmy Cię z medycyny. A akurat to łatwe zepsułam i straciłam dwa punkty na chemii i jeden na biologii. Na najłatwiejszych z najłatwiejszych zadań. Na bio z tym, że kleszcze są pasożytami (do wpisania w tabelce) i na chemii ze wzorem z ładunkiem i natężeniem.
      Tak, w szczególności od tego drugiego. Oby miała (lub miał) dobry i był miły i cudowny i niech się mojemu sprawdzającemu w życiu dobrze wiedzie!
      Tak się zastanawiałam, czy w brudnopisie nie dopisać 'miej serce i tak dalej', ale jednak tego nie zrobiłam.

      Usuń
  6. Ja piszę maturę za rok, niestety. Tak jak napisałaś, przykładowe matury dla nas są trudniejsze od wcześniejszych. I jakby było tego mało w rozszerzeniu zdaję biologię, chemię i angielski. A moje nauczycielki od biologii i chemii chyba mają to gdzieś. Wszystkiego muszę uczyć się sama, a na lekcjach już nawet nie słucham, bo i tak podają informacje, które już nie są aktualne lub w ogóle zmyślone i potem mam błędy w zeszycie. Ostatnio nadmieniła, że ciąża słonia trwa 12 miesięcy, ciekawe od kiedy, życzę sobie powodzenia na maturze.
    A Tobie życzę, aby klucz Ci sprzyjał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się właśnie, czy 'trudniejsze' to dobre słowo. One są chyba jedynie bardziej wymagające. Nie da się nauczyć schematów rozwiązywania zadań, tylko trzeba się nauczyć i trzeba myśleć, a to jest trudne, to fakt.
      U mnie chemiczka opowiadała, że dzięki czystym probówkom w próbie Tollensa otrzymała złoto. Korzystanie z notatek z jej lekcji było ryzykowne. I w dodatku jędza była, jakieś wahania nastrojów miała. Ale biolę miałam dobrą. Tylko że się trochę mało uczyłam, jak tak teraz na to popatrzę.
      Ja Tobie życzę powodzenia i szczęścia w przyszłym roku ; )

      Usuń
  7. Ja opisałam moje przeżycia już u siebie, więc nie będę tutaj przytaczać i nie wiem, czy jestem z tych, co lamentują czy z tych, co świętują. Wiem, że zdać powinnam, bo aż tak trudna matura to znowu nie była (może poza polskim pisemnym), a nawet jeżeli, to wciąż dało się ją zdać na te 30%. Z polskiego sytuacja powtórzyła się jak dwa lata temu- dwie lektury, zero wierszy. Matematyka zawsze taka sama, poza zadaniami otwartymi. O angielskim nic nie mówię, bo Ci co potrafią, to było łatwe, nawet Ci, co sobie nie radzą stwierdzili, że prościzna.
    Mam nadzieję, że tobie się udało poprawić wyniki i nie będziesz musiała się bawić w poprawki za rok..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na co się wybierasz, jeżeli mogę zapytać?
      Właśnie ja zawsze, zawsze pisałam z wierszy, bo lektur zwyczajnie nie znałam. Ale potem jednak okazało się, że znam. I napisałam wypracowanie z mojej ulubionej, którą czytałam, znałam opracowanie, mieliśmy też świetną polonistkę i co? I miałam tylko lekko ponad 60%. Ktoś tu chyba nie zrozumiał, co autor miał na myśli : D
      Ja o rozszerzonym słyszałam, że trudny.
      Ja też!

      Usuń
  8. a mnie to czeka za rok - niestety :( I właśnie mają być trudniejsze, ale liczę na to ze jako nam 1 rocznikowi nie dadzą aż tak trudnych zadań, żebyśmy nie zdali.. O podstawy się nie martwię, bo nawet teraz na próbnych zdałam spokojnie z 'nadwyżką' - do najgorszych nie należę że tak powiem :D Tylko martwią mnie najbardziej matury ustne :( tam dochodzi stres i wgl. no i rozszerzenia - biorąc pod uwagę nauczycieli jakich mam - choćby z chemii jak on nawet notacji wykładniczej np. nie ogarnia :D
    Co do tegorocznych arkuszy rozwiązywałam tylko z matmy - i powiem tak że zamknięte były nawet nawet większość dosyć prosta, ale zamknięte były dosyć ciężkie :/ tylko to 1 łatwe i mówię to jako osoba dosyć dobra z matmy i ja zaczynam się obawiać przyszłego roku..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * otwarte były dość ciężkie

      Usuń
    2. To się tak mówi, 'trudniejsze'. Ale właśnie rozmawiałam z koleżanką z Twojego rocznika na ten sam temat i o czymś sobie przypomniałam. Nawet gdyby były trudniejsze. Przecież wszyscy dostaną taki sam arkusz i (teoretycznie, bo nauczyciele, poziom wiedzy itd.) będą mieli równe szanse, więc czy stopień trudności będzie aż tak ważny? No i wychodzi też na to, że skoro matury wymagające myślenia uważamy za trudne, to najwięcej trudności sprawia nam właśnie myślenie. Ja na przykład nigdy nie myślę, pisząc o swoich przemyśleniach. Tak jak i teraz, podczas odpowiadania na Twój komentarz na przykład. I potem to wszystko tak się kończy, że nikt nie wie, co chciałam napisać, nawet ja.

      Usuń
  9. Mnie najbardziej rozwala to, że mam 100% z biologii, dzięki olimpiadzie, a gdybym normalnie pisała maturę, myślę, że 85% to byłby maks. Przynajmniej taki wynik często sobie przyznawałam robiąc arkusze w domu i starając się oceniać swoje odpowiedzi zgodnie z kluczem.
    Chociaż i tak najdziwniejszy dla mnie jest polski - z pracy stylistycznej z Wesela miałam 50%, a z Lalki 83% - różnica dwóch miesięcy, a przepaść trochę niepokojąca ;>. Tak więc miarodajne to to na pewno nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że też brałam udział w olimpiadzie? Przy czym zrezygnowałam już na etapie zbierania roślinek. Temat miałam tragiczny, nie znałam jeszcze biologa i nie miał mi kto doradzić. Na świetny pomysł wpadłam już zbyt późno no i niestety.

      Usuń
    2. Ja mogłabym napisać książkę o swoich perypetiach z pracą badawczą ;D. Wsparcia ze strony nauczycielki zero, potrzebnego sprzętu zero, nasiona nie chciały kiełkować... no, jedna wielka tragedia. Ba, nawet jak już ją wykonałam to kolejne problemy wciąż się pojawiały. Zdecydowanie praca badawcza to była najtrudniejsza część zmagań - aż nie mogę uwierzyć, że jakimś cudem udało mi się dobrnąć do końca.

      Usuń
  10. Ja jestem z tych lamentujących. Mój płacz już widziałaś, chyba jakiś mój "fan" wstawił tutaj link do mojego bloga z postem o wynikach :P Nie wiem czy Pan, ale zażartuję a co tam :P Ja mam jednak około 75% z chemii, moim zdaniem to za mało na lekarski. Na początku było załamanie, teraz staram się jakoś z tym pogodzić i przyjąć do wiadomości, że za rok też można spróbować. Wszyscy mi mówią, że się dostanę a ja w to po prostu nie wierzę. Najgorsze jest to, że było aż 39 zadań i naprawdę dużo tekstu do czytania, więc trzeba się było streszczać... :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Twoje zdanie nie ma tu nic do rzeczy, trzeba czekać na oficjalne wyniki. Ja miałam w zeszłym roku z chemii o 2% więcej, niż sobie policzyłam. Co prawda liczyłam oszczędnie, ale zawsze miło dostać więcej. No i jeżeli z bio faktycznie będziesz miała 90, to jeszcze nic nie jest przesądzone. A nawet jeżeli to przecież lament nic tu nie da, trzeba spiąć tyłek, na coś się zdecydować i działać. Nie? ; )

      Usuń
  11. Klucz, najgorsze zło jakie mogło wymyślić CKE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tam, co tam powiesz dobrego?

      Usuń
    2. O ile biologia - jeśli nie klucz, całkiem spoko, to chemia zwaliła mnie z nóg, i mam obawy, że, jak to śpiewali w tej piosence... znów za rok maturaaaaaaaa! A tak już zupełnie poważnie, to matma podstawowa bardzo spoko, chociaż no cóż, Iwona jako mistrz ogarnięcia prawie pojechałaby na nią dzień za późno (dobrze, że moja mama pracuje w szkole, to mnie w niedzielę uświadomiła, że to we wtorek a nie w środę) - ale, że "uczyłam się" dwa dni, to nie wiem czy moje 88 z ubiegłorocznej podniosę.
      - biologia była dziwnie prosta (albo ja taka mądra), ale miejscami podchwytliwa, i mi się chyba jeszcze długo po nocach będzie śnił ten dziad co był jasczurką, a ja nie zauważyłam, jeśli nie potną mnie na kluczu, to może być lepiej niż marzyłam
      - chemia powaliła mnie ilością zadań jak na tak mało czasu, i zrobiłam ten sam błąd co na ubiegłorocznej - skakałam po tej maturze jak pchła po psie. Niby napisałam wszystko, ale raczej słabo (i tutaj uwaga, uwaga znowu inteligentna ja, pisząc hydrolizę związku - takie zadanie gdzieś pod koniec na samym dole, że miał wyjść kwas siarkowy - nie wiedziałam jak i potraktowałam to jako amid i zrobiłam mu hydrolizę kwasową, a co)
      Także tego, jak się dostanę to rzutem na taśmę, pewnie do Kato albo Białego, a jak nie to trzeba myśleć nad planem B.
      Ciebie nie pytam, bo już sobie przeczytałam, tu i w komentarzach ;)

      Powiedz mi tylko, myślisz, że to, że tak na prawdę tylko Gdańsk został klasyczną dwuprzedmiotówką (można zdawać tylko biologię i chemię) w płynie jakoś na progi w Kato, czy BIałym, gdzie zawsze były najniższe, a teraz chemię można zamienić na fiz bądź matmę?

      Usuń
    3. Bardzo się boję, że mogą podskoczyć. Tylko mam taką ogromną nadzieję, że nie. Bo ja też raczej łapię się na te niższe progi, na nie liczę najbardziej. Napisz do mnie na mail (puszyslawa@gmail.com), to pogadamy.

      Napisałaś kwas siarkowy, ciśnienie od razu mi podskoczyło. Codziennie wracam po coś do odpowiedzi witka i sprawdzam, żeby się uspokoić : D Też miałam 88 z matmy, nawet nie mam się co wybierać na uczelnie, które jej wymagają.

      Usuń
  12. Ja to raczej schrzaniłam równo, chociaż wciąż tkwi we mnie jakaś głupia nadzieja i czasem sobie tak myślę, że może jednak... Ale potem sobie uświadamiam, że to niemożliwe i żal mi się robi. Pewnie będę rok siedzieć w domu ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak na dobrą sprawę też nie jestem pewna, że nie schrzaniłam. Klucz pokaże. Najgorsze było to, że po każdej wychodziłam z hali pewna siebie i rozwiązań, a potem sprawdzałam odpowiedzi i trochę lipa. Nie panikuję, ale gdzieś tam kołacze mi się po głowie myśl, że to może jeszcze nie ostatni raz. Ale oby nie, bo jeszcze jednego roku w domu nie zniosę.

      Usuń
  13. Po pierwsze gratuluję bloga, trzymam kciuki za twój lekarski ;) uwielbiam czytać twoje posty, oby ich było jak najwięcej :D
    A co klasyfikacji, to ja chyba dołączę do lamentujących ;( poprawiałam w tym roku biologię i chemię i już sama nie wiem, czy poprawiłam, ale sama w to wątpię;( muszę szukać planu B. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Puszysławo, ja jestem przekonana,że medycyna leży u Twych stóp, gdyż wcześniej miałaś super wyniki, (widziałam ze słynnego forum.biolog ;)). Te parę procent więcej myślę, ze na pewno uzbierałaś. Tego Ci życzę :) Chciałam zapytać jak opanowałaś tak dobrze chemię..miałaś korki, dobrego nauczyciela?? JA właśnie pisalam tą maturę, zresztą chemię po raz pierwszy po samodzielnej nauce,więc na pewno max 50% będzie. Dlatego chcialam się doradzić jakie zbiory mi pomogą w nauce, no i jakie masz wskazówki odnosnie klucza z bio. Za wszystkie rady będę wdzięczna, bo mimo że jestem rocznik '92 chyba będę walczyc :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Lamentować zaczęłam już pierwszego dnia, podczas pisania wypracowania z Wesela wciąż miałam w głowie myśl "przecież nawet nie wiesz o czym piszesz, a jeżeli to nie jest nawet zgodne z kluczem?!", no ale nad polskim już się nie rozwodzę, zakodowałam sobie myśl: ZDASZ. Po matmie i angielskim podstawowym euforia, będzie 100%, po rozszerzeniu z ang, humor się trochę popsuł, nie byłam pewna swoich odpowiedzi. Sprawdziłam, no i jednak super, mój plan zakładał ratowanie się rozszerzeniem z matmy, ale ang poszedł tak dobrze, że myślałam że mam zapas punktów. Na rozszerzenie z matematyki poszłam wyluzowana, to w końcu MÓJ przedmiot, minimum 80% musi być, mina mi zrzedła w miarę rozwiązywania zadań, w głowie błąkała się dziwna myśl, że to nie może być prawda, przecież to nie może być matura z matematyki, dlaczego ja połowy nie umiem?! Wyszłam z sali z niedowierzaniem, co to było? Na korytarzu cisza, ludzie nawet ze sobą nie rozmawiają, wszędzie nerwowe gesty i próby powstrzymania łez. Ostatecznie z rozszerzonej matematyki obstawiam ok. 60% co jest mniej niż zadowalającym wynikiem, nawet jeżeli ang nazbierał mi punktów. Przez kilka pierwszych dni lamentowałam, ale potem się uspokoiłam. W końcu wszyscy narzekają na matmę, nie? Mówią też że ang rozszerzony był trudny, nie? Czyli ludziom poszło gorzej od mnie i progi muszą być niższe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli matma rozszerzona była kosmicznie trudna tak? Pytam, bo sama nie pisałam i nie mam znajomych piszących w tym roku, a dla mnie to w sumie ważne, bo na uczelnie na które chciałabym się wybrać, można chemię zamienić z matmą, i jeśli była bardzo trudna, to dla mnie troszkę lepiej (egoistka ze mnie, wiem).

      Usuń
    2. No właśnie w moim liceum są ludzie, którym zależy na nauce, a po matmie zadowoleni byli jedynie ci co brali udział w różnych konkursach, mniej niż 10 osób, a pisało ponad 70. Było bardzo ciężko.

      Wcale nie jesteś egoistką, ja się tam cieszę, że jest dużo osób którym poszło gorzej ode mnie :D

      Usuń
    3. Według mnie podstawowym problemem dla nas, zdających maturę rozszerzoną z matematyki było brak schematycznych zadań i to większość zgubiło. W mojej szkole spotkałam się z tym, iż wielu osobom powychodziły odpowiednie wyniki i mogą liczyć na dużo punktów, a nie brali udziału w konkursach. Jeśli ktoś rozumie w pełni matematykę, robił dużo zadań i nie zniszczył go stres, to jak najbardziej ma szansę na duży wynik. Wszystko zależy od szkoły, dlatego nie nastawiam się na duży spadek progów na uczelniach. ;)

      Usuń
  16. wow, czytam tę opowieść i czuję się kosmicznie stara. zdawałam maturę 11 lat temu (OMG, naprawdę 11!), nie było obowiązkowej matmy (gdyby była, miałabym ogromny problem, żeby ją zdać) i wszystko zależało od egzaminów wstępnych na studia. i jakoś wydaje mi się ten system lepszy, to takie porąbane, że zdajesz maturę drugi raz. i że można ją zdawać w nieskończoność. i że to po to, żeby dostać się na studia. Trzymam za Ciebie kciuki i będę z niecierpliwością wyczekiwać wyników :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Halo,

    Pożyczyć pieniądze do € 1,000,000,00 wybierać pomiędzy 1 do 50 lat do spłaty. * Wybierz między miesięcznych i rocznych spłat planu. * Elastyczne Regulamin KONTAKT: michelle.ent.hall@gmail.com

    DZIĘKI.

    OdpowiedzUsuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com