poniedziałek, 30 czerwca 2014

Dzień, w którym przybyli bogowie


Z zamiarem napisania posta do tego idiotycznego tytułu nosiłam się od momentu założenia bloga. W końcu stwierdziłam, że nada się tylko do tekstu, w którym opiszę moją radość po otrzymaniu świadectwa z moimi wyśnionymi 97% z biologii i... No właśnie. Nie dostałam takiej kartki.

Przeczytałam cyferki na komputerze, w pracy, przed dziewiątą. Specjalnie wyjechałam wcześniej z domu. Byłam pewna, że system uruchomią o pełnej godzinie i chciałam wiedzieć natychmiast. Jak się potem okazało - uruchomili znacznie wcześniej.

Czy coś poczułam... Tym razem nie było biegania zimą, bez kurtki, po mieście (tak świętowałam zdanie egzaminu na prawo jazdy). Najpierw byłam zdezorientowana. Bo przed dziewiątą, a tu mi się coś wczytuje. A później byłam zupełnie zbita z tropu.

No bo jak to?! Miało być 97, a tu tylko 87. Mój sen mnie oszukał.

Ale poprawiłam tę przeklętą maturę, udało się. Poprawiłam z dwóch osiemdziesiątek na osiemdziesiąt dwa i osiemdziesiąt siedem. Nie jest to rezultat powalający, ale (prawdopodobnie) wystarczający.

Może i dobrze, bo w tym dniu biegałam po mieście jak szalona, unosiłam się zaledwie kilka centymetrów poniżej sufitu(strach pomyśleć, co by było, gdybym punktów miała więcej), wpadłam w depresję, że progi się podniosą i suma 169 punktów jednak nie wystarczy i otarłam legendarną łzę radości. Tylko jedną, bo resztę szybko postanowiłam zachować na chwilę, gdy otrzymam list, a później przekroczę próg wybranego uniwersytetu. Nie powiem Wam na razie, który to. Powiem tylko, że jeden spośród czterech: ŚUM Katowice, Białystok, Szczecin, Gdańsk (i jeżeli ktoś wie, a wie pewnie sporo z Was, to proszę mi tu nie pisać w komentarzach). Bydgoszczy nie ma na liście tylko z powodu cięcia kosztów. Kryzys, mamy kryzys. Trzeba kupić nowe buty, bluzki, spodnie, torebki i plecaki, przecież to na studiach najważniejsze.

Przede wszystkim poczułam ogromną ulgę. Tym razem nie miałam wyjścia awaryjnego. Żadnego planu ani żadnego pomysłu na to, co mogłabym zrobić, gdyby mi się nie udało. Nie byłam nawet pewna, czy miałabym możliwość ponownego napisania matury. A i to wszystko, co nazywałam 'planem B' wcześniej było totalnie absurdalne i nie sprawdziło się nawet w niewielkiej części. Napiszę Wam o tym, może komuś się przyda, może ktoś inny się ze mnie pośmieje. Śmiech to zdrowie.

A blog będzie świętował wyniki nowym logo i odświeżeniem wyglądu, nie wiem tylko, kiedy uda mi się te kosmetyczne zmiany wprowadzić.

70 komentarzy:

  1. Gratuluję wyników! Ja też poprawiałam, i poprawiłam, ale niestety za mało, i jeśli jakimś cudem bym się gdzieś dostała, to raczej na stomę, a, kurczę, na stomę to ja nie chcę! I się zastanawiam czy w ogóle składać do Zabrza, rodzice mnie namawiają, bo "to też bardzo dobry zawód", ale... To przecież nie to. Poza tym, jakby mnie przyjęli, to pewnie we wrześniu/październiku, a wolałabym wiedzieć wcześniej, żeby móc się przygotować... Nie wiem co robić. :-(
    K.
    PS Niecierpliwie czekam na post o tym, gdzie pracujesz! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak chciałabyś się przygotować na lekarski? Chodzi o ubrania i takie sprawy?
      Bo z nauką to jest niemożliwe, a nawet może zaszkodzić.

      Usuń
    2. @ K. Teraz jestem zbyt pozytywnie nastawiona do życia, nie dam rady narzekać na pracę w biurze ; )

      Gdybym nie poprawiła w tym roku, to bardzo zrezygnowana, ale jednak, składałabym na stomę. I przeniosłabym się, gdyby mi się udało poprawić za rok.

      @Anonim. Fartuch mam, powinnam dokupić jeszcze przynajmniej jeden. Poza tym... No nie wiem, rękawiczki i takie tam, nie mam pojęcia, co będzie potrzebne, kupię, jak powiedzą konkretnie. Zrobię zapasy przyborów szkolnych - zeszytów A4, kolorowych cienkopisów i ulubionych długopisów.
      Chyba, że masz na myśli, jakie spodnie, koszulki, sweterki i plecaki kupię?
      Języka się uczę, to mi nie zaszkodzi.

      Usuń
    3. A ja ani fartucha ani niczego jeszcze nie mam !
      Co tak wcześnie dziewczyno ? :D
      Diabli Cię gonią?
      Fartuch tylko do prosektorium i labo raz od ruskiego święta, a i tak jedynie długopisem się pobrudzi :)

      Usuń
    4. Easy, został mi po analityce. A skoro jest, jak mówisz, to nie kupuję drugiego.
      A zeszyty i długopisy zużywam tonami, ostatni mi gdzieś tam został. A ile zgubiłam!

      Usuń
    5. @Anonim - pisząc "przygotować", miałam na myśli np. mieszkanie/akademik, książki, takie sprawy. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie ogarniania tego wszystkiego w razie przyjęcia dopiero w październiku, bo przecież, że tak bywa, że ludzie dochodzą nowi już po rozpoczęciu zajęć.

      Usuń
    6. Nie, serio. Fartuchy laboratoryjne warto mieć. U nas na laborkach rzucali się, że trzeba mieć już na pierwszych zajęciach, zaraz po inauguracji roku szkolnego. A my byliśmy tak zorientowani, że praktycznie nie wiedzieliśmy o istnieniu czegoś takiego, jak fartuch laboratoryjny.
      Do tego akademik, ale to dopiero jak mnie przyjmą. Ewentualnie dokumenty przygotuję sobie wcześniej. Muszę przerwać staż, ogarnąć, co muszę zabrać... Zależy od sytuacji.

      Usuń
    7. Ja już wszystkie dokumanety mam gotowe bo wiem na którą uczelnie się dostane (182 pkt mam). Musiałem udać się z wizytą do lekarza med pracy po zaświadczenie i no notariusza zatwierdzic ksero dowodu. Za potwierdzenie przelewu wystarczy druczek z poczty??
      No i chyba tez kupie jakis fartuch,ale gdzie? allegro? apteka?

      Usuń
    8. Allegro możliwe, apteka raczej nie, ale w dużych miastach są sklepy z wyposażeniem laboratoryjnym, to na pewno w takich, ew. jakieś sklepy z odzieżą roboczą.
      Gratuluję (i zazdroszczę;-)) 182 pktów!

      Usuń
    9. Ostemplowany i podpisany. No i właśnie, zaświadczenie! Pół życia w kolejce -.-
      U mnie, nawet w małym jest sklep medyczny i mają tam cały wieszak fartuchów. Tylko że to nie jest tak, że bierze się pierwszy lepszy. One mają swoje rozmiary i różnią się materiałami. Totalnie się w tym nie orientuję, swój dostałam od znajomej lekarki (mam podpis lek. med. xd), a przeszyła mi go mama. Wygląda na mnie tak genialnie, że na razie mogę dać sobie spokój z zakupem nowego. Na Allegro trochę kiepsko, bo właśnie nie wiadomo z czego uszyty i jak będzie leżał.
      Też bym tyle chciała.

      Usuń
    10. Dziękuje wam za odpowiedzi i pomoc :)
      Co do materiału fartucha to słyszałem, że na labo wymagają czystej bawełny, bo jakieś tam przepisy są, żebyśmy się nie spalili :D

      Usuń
    11. Bawełna pali się bardzo ładnie, dzięki temu nie przykleja się do skóry. Z takich 'ciekawostek' - przestrzegają jeszcze przed szkłami kontaktowymi w laboratorium.

      Usuń
  2. Grunt że poprawiłaś! Gorzej, jakbyś napisała na tyle samo, lub mniej- tak możesz być z siebie zadowolona. A i szkoda, że Bydgoszczy nie ma na liście- może byśmy były na tej samej uczelni? :D
    Ja teraz tylko czekam na ostateczne potwierdzenie rekrutacyjne, ale jestem raczej pewna, niż nie pewna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze raz gorąco gratuluję!:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję! Na pewno się uda, udałoby się nawet w zeszłym roku z takim wynikiem, a teraz progi mają podobno spaść. Ja mam 83% z biologii i z chemii, z matmy 94% i mam taką sobie niewinną nadzieję, że załapię się gdzieś na lekarski. :)

    Pozdrawiam
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie słuszna jest ta nadzieja, tak czuję. Dokąd byś chciała?

      Usuń
    2. Oby, oby! :)

      Najbliżej mi do Wrocławia (ale zanosi się na to, że będą tam wysokie progi) lub do Zabrza/Katowic. Złożyłam jeszcze do Łodzi i Bydgoszczy (lubię to miasto). Gdybym mogła patrzeć tylko na miasto i uczelnię, to wybrałabym Białystok lub Bydgoszcz, ale myślę, że jeśli się dostanę, to pewnie wybiorę Zabrze ze względu na odległość od domu, przyjaciół i rodziny.

      Usuń
    3. Ja czasem żartuję, że z tego samego powodu wybieram Gdańsk (mieszkam w Śląskim).

      Usuń
    4. Haha, to przecież rzut beretem ;)

      Gdańsk to ładne miasto, blisko morza... Ale za wysokie progi dla mnie i ja jednak jestem przywiązana do ludzi z mojego miasta, nie chciałabym się tak bardzo odcinać.
      Ale oczywiście - co kto lubi i chce.
      Powodzenia!

      Usuń
  5. Super, gratuluję również :)). Rok temu zresztą też miałaś b. dobre wyniki - może tam te 3 pkt za mało na lek, ale i tak dwie osiemdziesiątki to nie byle co ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 6pkt za mało ; ) Myślałam podobnie i powiem Ci, że takie myślenie było wybitnie irytujące. I doszłam do wniosku, że skoro wynik był zbyt niski to był po prostu zbyt niski czyli zły. To mnie uspokoiło.

      Usuń
  6. Pisałam już gdzie indziej, ale napiszę po raz kolejny - jejkuuu, jak się cieszę, że masz to z głowy :) Niech teraz reszta marzeń spełnia się sama!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty się cieszysz. Wiesz, jak ja się cieszę?!

      Usuń
  7. Gratuluję determinacji:) Mi po 6 latach nie chciałoby się poprawiać matury :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale... Jak to po sześciu latach?

      Usuń
    2. No maturę miałam 6 lat temu :P hehe

      Usuń
  8. Pocieszam się myślą,choć nieco wredną, że może nie wszystkim poszło tak jak nam i się załapię. Modlę się o Gdańsk i jestem prawie pewna, że się uda. A jak nie to stoma i walczę o przyszły rok:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne wyniki, gratulacje słońce! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejku,ale super blog:)Dobrze,że tu weszłam.Ja dopiero od września idę do 1 LO.Marzę o medycynie,ale mam tez świadomość,że tam idą tylko ludzie wybitnie zdolni i z dużych miast.Ja niestety mieszkam na wsi i nie stać mnie na korepetycje.Dlatego proszę Cię o radę do czego najbardziej się przykładać.Może byłabyś tak uprzejma i napisała mi z jakich podręczników korzystałaś ucząc się do matury.Czy mam w ogóle jakieś szanse ucząc się w podrzędnym liceum,bez korków itd? Gratuluję Ci sukcesu i blogów, które piszesz. Są naprawdę interesujące i bardzo dużo można się z nich dowiedzieć, mieszkając tak daleko od wielkich aglomeracji. Migotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Migotko, ależ to naprawdę nie ma znaczenia czy jesteś ze wsi czy z dużego miasta. Powiem Ci, że znam osobę, która pochodzi z małej wsi, a już w drugiej klasie liceum została laureatką dwóch olimpiad i studiuje teraz medycynę. Ona akurat jest można by rzec, wybitnie zdolna, ale zwykli ludzie tacy, jak np. ja też się dostają na medycynę. Ja nie brałam korków - mogą one pomóc i czasem są dobrą inwestycją, ale spokojnie da się nauczyć również bez nich.
      Mam nadzieję, że się nie gniewasz, Puszyslawo, za wtrącenie się ;).

      Usuń
    2. Lu, dokładnie!

      Migotko, nie rezygnuj z marzeń z takich nieprawdziwych powodów :) Co do "wybitnie zdolnych" mogłabym się zgodzić, choć prawda jest taka, że na gorsze uczelnie medyczne można się dostać bez tego, a poza tym - znam sporo średnio uzdolnionych ludzi, którzy po prostu zrozumieli jak uczyć się na matury i dostali się nawet na niezłe uczelnie.

      Natomiast skąd ten pomysł z dużymi miastami to ja w ogóle nie rozumiem :) Na moim roku przekrój demograficzny jest dokładnie taki sam jak gdziekolwiek indziej - są osoby z miasta wojewódzkiego, są z mniejszych miejscowości (ja jestem z 40 tys. miasta), są i ze wsi nawet tych totalnie zabitych dechami. Liczy się wyłącznie wynik z matury, a ten osiąga się głównie własną pracą - nakierowanie od nauczyciela to niewielki ułamek całości. Ja również nie brałam żadnych korków i niewielu z moich znajomych brało. Prędzej polecałabym Ci dawanie korków komuś jak będziesz w 3. klasie - ucząc kogoś sama uczysz się jeszcze lepiej. No i jest to forma powtórki do matury, bo do korków trzeba się przygotowywać :)

      Moim zdaniem z materiałów najważniejsze są:
      1. Przerabianie dotychczasowych arkuszy maturalnych, także tych próbnych. Matura to idiotyczny egzamin i odpowiadania "pod klucz" trzeba się nauczyć tak samo, jak wkuć na blachę wiedzę z danego przedmiotu :(
      (tu długo, długo nic)
      2. Z chemii zbiór zadań Witkowskiego - tylko dzięki tym książkom napisałam chemię na 97%. Podręcznik jest mniej istotny (ja miałam bodajże Operonowy i był OK, ale nie mam porównania do innych).
      3. Z biologii mi najbardziej przydało się Vademecum wydawnictwa Operon. Podręcznik miałam WSiPu, ale mi się zupełnie nie podobał, choć z drugiej strony - nie wiem jak wyglądały inne.

      Usuń
    3. @Migotka. Powiem Ci, że ja jestem z tych 'zdolnych ale leniwych'(jaki banał). Super zdolną bym się nie nazwała. Pochodzę z małego miasta, 30 kilka tysięcy mieszkańców, chodziłam do LO o bardzo złej opinii. Jednocześnie miałam genialnych nauczycieli (no, z chemii nie, ale wiesz, ile się nauczyłam, dzięki poprawkom u tego wrednego babska!?). Myślę, że znakomitą część obu wyników zawdzięczam korepetytorce (i podręcznikowi do nieorganicznej Operon do mojej podstawy oraz repetytorium Krzeczkowskiej) z chemii oraz nauczycielce z bioli. Czytając podręczniki (też Operonu) przypominałam sobie jej słowa i uwagi. Na maturze też. Oprócz tego rozwiązałam kilka arkuszy i wszystkie zadania maturalne w Witowskim. Ogólnie uczyłam się tak, żeby się nauczyć. Z pewnością nie pod maturę, bo nie wiedziałam, co nam na niej dadzą. To chyba sporo mi dało, tegoroczna mnie nie zaskoczyła w negatywny sposób. Co do repetytorium Operonu... Uważam, że do nauki to ono się niekoniecznie nadaje. Ale jakąś używkę kupić można, tak dla samego faktu posiadania.
      Podręczniki Paweł Hoser, Bukała wyd. Omega (ponad program, więc ostrożnie z nimi), Operon, stare wydania Lewińskiego [bio] i Operon do nieorganicznej i Krzeczkowska z chemii (trener też) - wszystko do mojej podstawy. Jaka jest Wasza - nie wiem, choć podobno różni się niewiele. Jakie będą matury - zobaczysz ich przed Twoją kilka, będziesz mieć łatwiej, niż tegoroczni. Podobno fajna jest Nowa Era z chemii do nowej podstawy.

      Usuń
    4. Kochane Dziewczyny dziękuję Wam za wyczerpujące odpowiedzi,a szczególnie za dodanie mi otuchy,że każdy może realizować swoje marzenia,nawet dziewczę ze wsi:)Mam zamiar w najbliższym czasie zaopatrzyć się w powyższe egzemplarze książkowe i nie zmarnować czasu na głupoty.Jeszcze raz dziękuję Migotka

      Usuń
    5. Puszy - a my piszemy o tym samym? Operonowskie repetytorium i vademecum to jest to samo?

      W każdym razie - to zależy co kto lubi. Jak już chyba kiedyś pisałam: ja, przykładowo, nie umiem się uczyć z podręcznika, potrzebuję skondensowanych notatek. Pokazywałaś nam kiedyś jak robisz swoje "mapy myśli" i moje notatki wyglądały podobnie. Tylko przepisywanie podręcznika w ten sposób zajmowało mi za duuużo czasu, a Vademecum było dla mnie idealną drogą na skróty :)

      Usuń
    6. Tak ; )

      Ja to muszę mieć napisane co, jak, gdzie, kiedy, po co i dlaczego. A w repetytorium jest tylko co i jak. I gdy czytam podręcznik, to wszystko układa mi się w głowie w logiczne ciągi i zapamiętuję. Z repetytorium musiałabym się uczyć na pamięć, wykorzystywałam tylko dwa tematy, które były bardziej kompletne, niż w podręcznikach Operonu, tak do szybkich powtórek i szukania czegoś, choć i tak zazwyczaj łatwiej było mi wrócić do odpowiedniego fragmentu tam, gdzie go przeczytałam.

      No, ale ja tych map nie rysuję nigdy. Notatki byłyby spoko, gdyby nie to, że nigdy, absolutnie nigdy nie chce mi się ich robić. A podręcznik to taka gotowa notatka, nie przepisywałabym : D Robiłam tylko skomplikowane schematy paru rzeczy, których na początku nie rozumiałam, albo nie mogłam zapamiętać.

      Usuń
  11. Brawo, ja czatowałam na wyniki w nocy, były przed pierwszą :) Ja też się na swoich nie zawiodłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile masz?
      Ja też czatowałam, ale u nas nie podali przed drugą.

      Usuń
    2. Ja oczywiście nie na medycynę :) matma 80, ang 91, fizyka 74 rozszerzenia.

      Usuń
    3. A dlaczego nie? (Głupie pytanie. Dla mnie takie wyniki z matmy i z fizyki są nie do pojęcia. Co chciałabyś w takim razie studiować?)

      Usuń
    4. Chemię lubię, ale biologia nie jest dla mnie. Moja przygoda z tymi przedmiotami skończyła się w drugiej klasie.
      Bardziej zmierzam w stronę ekonomicznych kierunków.

      Usuń
  12. Powodzenia z rekrutacją! I przemyśl odwoływanie się, mi się nie chciało jechać, ale moi znajomi mieli mniej punktów i kilka procent na tym ugrali, bo np. źle policzyli punkty, w koncu egzaminator też człowiek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boję się, że mi odejmą. Niby sama policzyłam sobie więcej, z obu, ale i tak się boję.

      Usuń
    2. Pusia, nie możesz dostać po odwołaniu mniejszego wyniku niż masz teraz. Serio. Ja jadę obejrzeć, gdzie mi pocięli, bo z moich obliczeń powinnam się teraz cieszyć tak samo jak i Ty, a tu zonk i mam dużo za mało.

      Usuń
  13. Przede wszystkim gratulacje ;) Pewnie przez ten pierwszy tydzień po wynikach byłaś/jesteś w euforii?
    Trafiłam na twojego pierwszego bloga jakoś w styczniu tego roku i zaczęłam go regularnie podczytywać, choć nie ukrywam, że bardziej zainteresowała mnie tematyka tego (z racji identycznej sytuacji).

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak tam Pusiu? Masz już wyniki rekrutacji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No. Miejsca na listach mam. I też niekoniecznie mnie to satysfakcjonuje, ale niczego więcej raczej się nie spodziewałam.

      Usuń
  15. Spoko Pusia z Twoimi wynikami na pewno się dostaniesz.Gorzej ze mną,niby miejsce na liście mam,ale bardzo odległe...Coraz bardziej zaczynam sobie uzmysławiać,że znowu nic z tego.Miały być niższe progi,bo matura słabiej wypadła itd.a tu co!Wychodzi,że progi będą jeszcze wyższe niż w zeszłym roku,a chętnych skąd oni się wzięli?Powiem Ci szczerze ,zaczynam coraz bardziej panikować,moja rodzina razem ze mną.Niby mam awaryjne wyjście i chyba z niego skorzystam.Kolejny rok w domu to nie dla mnie ile można?Trudno nie wszyscy muszą być lekarzami.Szkoda, bardzo szkoda,ale cóż ŻEGNAJ LEKU...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile masz pkt? :)
      To dopiero pierwsze progi, nie ma się czym stresować.

      Usuń
    2. Punktów to mam 167 z czego biologia napisana na 87%Przeraża mnie miejsce na liście w Białym 700....nie mam chyba na co liczyć.Zaczynam się powoli godzić z zaistniałą sytuacją.Dobrze,że złożyłam jeszcze na farmę:)

      Usuń
    3. A nie składałaś na lek-dent? :) Bo tam byś się dostała na 100% :) Potem można się postarać o przeniesienie na lek, a przynajmniej tak zrobiła moja koleżanka na UJ. :)
      Poza tym 167 to dużo, wiele osób chciałoby być na Twoim miejscu.

      Usuń
  16. gratuluję wyników!! a teraz pytanie zupełnie z innej beczki, dlaczego po pierwszej nieudanej próbie na LEKarski wybrałaś analitykę? Wgl co sądzisz o farmacji?

    OdpowiedzUsuń
  17. Gratuluję :3 Mi niestety trochę zabrakło :C 90% biologia, chamia tylko 68%, nie wiem nawet dlaczego. Wiedziałam, że słabo poszło ale liczyłam na więcej :C Medycyna w przyszłym roku, cos czuję, że będzie to tak jak u Ciebie :3 Chociaż postanowiłam nie poprawiac biologii, 90% mi wystarczy, a będę się mogła bardziej przyłożyć do chemii

    OdpowiedzUsuń
  18. W takim razie pozostaje nam tylko trzymać kciuki. Według mnie 169 punktów powinno wystarczyć na dostanie się na studia lekarskie. A 82 i 87% z matury rozszerzonej to naprawdę dużo. Czekam na pozytywną informację dotyczącą rekrutacji :). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. dobry wynik, nie ma co. Tzn nie wiem czy w tym roku wystarczający, ale trzeba wziąć pod uwagę fakt, że to co się dzieje to jakaś paranoja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy, ale dzieją się cuda, to fakt.

      Usuń
  20. Gratuluję i naprawdę życzę powodzenia na studiach. Bo łatwo nie jest. A Ty już studiowałaś, więc trochę wiesz. Jak sama pisałaś (czytuję Twojego bloga, choć nie zawsze mam na niego wolną chwilę ;) ) już po analityce, kiedy wracałaś do domu byłaś zmęczona. A medycyna? Cóż, tego nie można nazwać zmęczeniem. Czasem po prostu nie wiesz, jak się nazywasz. Dopiero teraz, kiedy zasmakowałam tych studiów na własnej skórze, przekonałam się o słuszności stwierdzenia, że dostać się na medycynę nie znaczy jej skończyć. A bez wytrzymałości psychicznej w ogóle nic nie zdziałasz. Pewnie już o tym wszystkim co tutaj piszę wiesz, ale też się tak cieszyłam kiedy się dostałam, a teraz wiem, że gdybym przechodziła to drugi raz miałabym już w sobie o wiele więcej pokory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ana najbardziej męczyły mnie dojazdy i to, czego przede wszystkim będę szukać po dostaniu się to (akademik lub) mieszkanie blisko uczelni. Poza tym... no niestety już wiem, jak to jest nie wiedzieć, jak się nazywa. I domyślam się, że studia są ciężkie, ale ufam, źe dam sobie radę! Ty już po?

      Usuń
    2. Chciałabym być po. Rozpocznę IV rok. Pewnie chodziłaś do jakiegoś lepszego liceum, że wiesz co to poważniejsza nauka? Jeśli wierzysz, że Ci się uda, to na pewno tak będzie! Najważniejsze jest samozaparcie. Czasem mam chęć na jakieś cudo z Twojego bloga urodowego, ale uwierz mi, (może to śmieszne) że są takie okresy, że nie mam czasu nawet głowy umyć :D A tak z ciekawości, jaką uczelnię wybierzesz?

      Usuń
  21. Myślisz, ze spadnie Gdansk do Twoich 169? Obstawiam, ze zatrzyma sie na 170, ale oczywiście trzymam za kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, jak będzie, ale może być tak, jak mówisz.

      Usuń
  22. No właśnie też słyszałam,że dostanie się na medycynę to dopiero połowa sukcesu(niestety)Sama jestem w podobnej sytuacji,tez poprawiałam maturę i też dalej oczekuję(co doprowadza mnie do coraz większej frustracji)Irytują mnie też osoby,które już tak naprawdę oznajmiły całemu światu,że zostali studentami lekarskiego nie znając nawet tegorocznych progów to,ze w zeszłym roku tak było wcale nie musi oznaczać,że w tym będzie tak samo.Życzę nam wreszcie znaleźć się na upragnionych listach:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Medycyna wyzwala w człowieku skrajne emocje - smutek, bezsilność, a chwilę później radość i satysfakcję. Zgodzę się z przedmówcami - dostać się było najłatwiejszą częścią. Po zdaniu anatomii nie będziesz wiedzieć jak się nazywasz, po 6 roku i 20 egzaminach stwierdzisz, że do matury przygotowałabyś się w tydzień, bo książki po 500 stron będziesz musiała ogarnąć w 3 dni. Ale tylu dało radę to i Ty dasz, jeśli to Twoje prawdziwe marzenie. Inni odpadają. Słabi psychicznie, którzy poszli dla rodziców lub dla pieniędzy. Ja idąc na te studia myślałam, że będzie inaczej. Teraz widzę wszystko z innej perspektywy. Ale walcz o swoje marzenia!

    Zapraszam do siebie: aftermedlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygotowałam się w ciągu dwóch tygodni, więc może dam sobie na leku radę ^^

      Usuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com