środa, 11 czerwca 2014

Tekstu o poprawianiu matury zabraknąć nie może

Tak sobie myślę, że post na ten temat może się komuś przydać. A mnie stwarza doskonałą okazję do napomknięcia o październikowym epizodzie ze studiami. I w sumie nadaje się na wstęp do swego rodzaju trylogii.

Jeszcze tylko pozwolę sobie zwrócić uwagę na różnicę pomiędzy 'poprawiać' a 'poprawić' (wciąż nie wiem, czy wolno mi mówić o tym, jak poprawić maturę) i mogę przejść do tematu.

Czy poprawianie matury ma sens?
Oczywiście. Tym bardziej, że jeżeli zadajesz sobie to pytanie, to najprawdopodobniej masz jakiś plan. Zapewne ciekawy, skoro szukasz sposobu na jego zrealizowanie, pomimo początkowego niepowodzenia. Chyba nie chcesz z niego rezygnować?

Ja ze swojego nie chcę. I jakkolwiek zaraz po swoich pierwszych maturach nie byłam zdecydowana w stu procentach (a zaledwie w 99) i szukałam wyjścia awaryjnego, tak z dnia na dzień byłam coraz bardziej pewna, że nie zaakceptuję niepowodzenia. Ani żadnej alternatywy. Przecież gdybym poddała się teraz, to zmarnowałabym ten rok, nieprawdaż? I pewnie mnóstwo kolejnych, w których codziennie przypominałabym sobie, że mi się nie udało.

Kilka uwag technicznych
Żeby móc poprawiać maturę, trzeba zgłosić się do dyrekcji swojej dawnej szkoły. Podobno czas ma się aż do lutego, ale u mnie preferują zdeklarowanie się przed 30. września. Wypełnia się taką samą deklarację maturalną, jak przy pierwszym podejściu.

Roczniki 1995, 1994 i wcześniejsze poprawiają matury na starych, swoich zasadach (w tym roku wchodzą nowe) jeszcze przez dwa lata. Nie mam pojęcia, jak odbije się to na sposobie rekrutacji np. na medycynę. W końcu tegoroczni maturzyści nie mają podziału na podstawy i rozszerzenie, nie wiadomo, na ile będzie można nas ze sobą zrównać. Teoretycznie zasady na uczelniach będą dla nas identyczne, ale krążą plotki o jakimś nowym sposobie przeliczania punktów.

No. I tę maturę pisze się normalnie, ze wszystkimi, w tym samym terminie. Dostaje się takie samo świadectwo. Liczy się nie najnowszy, a najlepszy wynik. Jeżeli się nie przyjdzie na egzamin (bez sensu, rok czekać i nie przyjść) to ma się zero procent lub przedmiotu w ogóle nie będzie na świadectwie. Z takimi dwiema wersjami się spotkałam. Jak jest naprawdę - nie wiem - ale dowiem się i powiem Wam, gdy dostanę swoje świadectwo. Nie poszłam na matę.

Jak poprawiać maturę?
Szybko. Skutecznie. A najlepiej nie stwarzać sobie do tego okazji, nie mieć takiej potrzeby i dzięki temu nie poprawiać w ogóle.

Zacząć studia czy zostać w domu?
No właśnie. Obie i jednocześnie żadna z tych opcji.

Zaczęłam studiować analitykę medyczną na ŚUM, w Sosnowcu. Zrezygnowałam z niej z końcem października. Nie żałuję ani rozpoczęcia studiów, ani rezygnacji z nich. No, tego drugiego może odrobinkę, bo ludzie byli świetni.

Studiowanie to naprawdę super sprawa. Ale absorbuje tak bardzo, że praktycznie niemożliwym jest uczenie się na uczelnię i do matury. W dodatku nie ma co liczyć na to, że studia w przygotowaniu się do matury pomogą. No fakt, mieliśmy dwie godziny ćwiczeń z zadań z chemii nieorganicznej i trochę o rozwiązywaniu zadań na wykładach, ale zaczęło się od obalania wiedzy licealnej.

No i był to tylko jeden dział z tylko jednego z potrzebnych mi przedmiotów. A co z resztą? Zajęcia od 8 do 20, czasem od 9, czasem do 17, ale doliczając czas potrzebny na dojechanie na uczelnię i powrót do domu musiałam wstawać około 5 nad ranem. We wtorki próg przekraczałam o 22.20 (rano pobudka o 5, a gdzie sen, kąpiel, a gdzie nauka?!). W piątki z dworca odbierał mnie tata, żartując, że chyba wracam z kopalni, a nie ze studiów. Lekko słaniałam się na nogach, mówiłam nieskładnie i zasypiałam, jadąc samochodem.

Kiedyś usnęłam, trzymając się uchwytu w pociągu, na stojąco. Był taki tłok! Gdy się obudziłam, pociąg był prawie pusty. Podobnie do mnie, nieopodal, drzemał jakiś Pan Menel. Bez sensu to było, mogliśmy się spokojnie kimnąć na wolnych siedzeniach.

Ale jak już wspomniałam - nie żałuję. Przynajmniej mam o czym opowiadać.

Od listopada czas spędzałam w domu. Rozleniwiłam się do tego stopnia, że nawet uczyć mi się nie chciało. A nawet jeżeli mi się chciało, to te książki leżały ta-ak daa-alekoo. Zebrałam się trochę późno. Ale zdążyłam, powtórzyłam nawet wszystko i zrobiłam trochę zadań, więc okej.

Chodziłam też na korepetycje. Do świetnej nauczycielki, egzaminatorki. Niestety tylko raz w tygodniu.

Najbardziej doskwierał mi brak kogoś, kto kierowałby moją nauką, motywował, etc. W dodatku już nie do końca pamiętałam, co tak naprawdę jest w programie, co powinnam umieć. W czym się rozdrabniam, co powinnam pominąć, czego ominąć mi nie wolno. Ogarnęłam to dopiero na jakiś tydzień przed maturami. Nie miałam komu zadawać pytań, jeżeli czegoś nie rozumiałam lub nie mogłam jakiejś informacji znaleźć. No i ileż można się uczyć samemu, z podręczników?!

Trochę ratowałam się forum biolog i rozwiązywaniem zadań. Podpytywałam na tych swoich korkach. Ale gdybym miała poprawiać jeszcze raz, to zorganizowałabym sobie jakieś spotkania i wspólne powtórki ze znajomymi. A jeszcze chętniej - równie dobrych, co moja korepetytorka, nauczycieli wszystkich przedmiotów, które chciałabym poprawiać. I do tego jakąś szkołę i wykłady w stylu medicusa. Zawsze wydawało mi się, że świetnie wszystko zapamiętuję, czytając podręczniki. Dopiero teraz dotarło do mnie, że po prostu uzupełniałam nimi to, co zapamiętałam z lekcji.

Jest jeszcze kwestia płacenia za drugi kierunek po przerwaniu pierwszego. Niedawno, jakieś trzy lata temu weszła ustawa, przez którą osoby przerywające studia po pełnym pierwszym roku musiały płacić za pół ostatniego roku drugiego kierunku (lek - kilkanaście tysięcy złotych). Teraz podobno to zdjęli, ale ustawa prawdopodobnie obejmie jeszcze rozpoczynających studia w tym roku. No i zdjęli tylko z tych chcących studiować dwa kierunki, jak będzie z porzucającymi studia też nie wiadomo. Nic nie wiadomo.

Tak naprawdę to w sprawie przyszłorocznej matury i rekrutacji też nic nie wiadomo. I to jest najgorsze.

Czy coś jeszcze?
Jaki temat związany z poprawianiem matury pominęłam?

Następnym razem napiszę o tym, co robiłam, robię i co planuję. Tak mniej więcej.

48 komentarzy:

  1. Na 99% będę poprawiać, ale na myśl o roku spędzonym w domu słabo mi się robi. Najgorsza jest ta świadomość, że większość znajomych się rozjedzie po świecie i zacznie studenckie życie a ja będę siedzieć sama i dziczeć. Już sama nie wiem, co robić :/ No i w dodatku nie mam pewności, że naprawdę poprawię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszym krokiem na drodze do sukcesu jest zasypianie przed 24, a siedzenie przy komputerze po nocach to zbrodnia na samym sobie. Wierzaj mi, wiem, co mówię. A studenckie życie to pojęcie względne ; ) Chociaż pewne jego mgliste wyobrażenie i mnie gdzieś tam wciąż mi się po głowie kołacze.
      Jeżeli znajdzie się jakieś twórcze zajęcie, to da się ten rok przeżyć. A jak cieszy powrót do życia 'na prawdę'!

      Usuń
    2. Ja siedziałam rok w domu i przez pierwsze trzy miesiące pracowałam w bibliotece, ucząc się tylko na korkach, czyli bardzo mało. Potem próbowałam się codziennie uczyć, ale był grudzień, święta i ciągle oglądałam filmy :) Potem, dokładnie 15 stycznia doszło do mnie, że zmarnuję cały rok, więc narzuciłam sobie reżim polegający na robieniu codziennie działu z Witowskiego z obu przedmiotów- chemia i biologia. Było na poczatku troche problemów z dotrzymanie terminów, ale się udało, choć kosztem chemii (ale z niej i tak miałam 87%). Tak więc udało mi się zrobić obie książki Witowskiego do biologii w całości, przerobić Biologię Villego i Campbella wraz z podręcznikami (robiłam plansze-pigułki z zebranymi wiadomościami z działów, bardzo piękne, z rysunkami- mam talent :). Pod koniec uczyłam sie bez przerwy, siedziałam zabunkrowana z Mozartem i Rachmaninowem w pustym mieszkaniu znajomego taty do 2 nad ranem, z moim tatą (wykładowcą akademickim) w roli korepetytora. Było super- choć się bardzo stresowałam- i w końcu udało mi się osiągnąc wynik 88%. Tak więc podsumowując, polecam pozostanie w domu- to najlepszy pomysł na dobre nauczenie się, a jednocześnie na lepsze poznanie siebie :)

      Usuń
  2. Ja rozważałam dwie opcje - poprawiam maturę, zostaję w domu, ale zapisuję się do szkoły policealnej, żeby mieć ubezpieczenie/zniżki i nie zgłupieć w domu lub idę na coś innego. Gdybym była stuprocentowo przekonana do medycyny, raczej nie brałabym drugiej opcji pod uwagę, bo gap year mnie nie przeraża - myślę, że da się ten czas efektywnie wykorzystać, a do emerytury w wieku 67 lat zdążymy się jeszcze napracować. Oczywiście jestem ciekawa, co Ty robiłaś podczas tego roku ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. Nikt, nie ma pewności, że naprawdę poprawi. To się nazywa ryzyko, ale ja podobnie jak Pusia, gdybym nie została ten rok w domu, z myślą - będę poprawiać, to potem bym całe życie żałowała pewnie. Nie wiem czy poprawiłam co prawda, ale nawet jeśli nie, to nie traktuję tego roku jako zmarnowany. Sporo przemyślałam, trochę odpoczęłam, chociaż jednak 3/4 czasu poświęcałam na naukę, i w życiu nie nazwałabym tego wakacjami, jak próbowali mi wmówić moim znajomi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oborze, ile ja przemyślałam...
      Hej, mieszkam na śląsku, mam -20 na koleje śląskie : D No i mam wymówkę, że autem taniej.

      Usuń
    2. ja mam -37% na KM, ale no cóż, to tylko KM, a jakbym chciała na taki Ślunsk, to wiesz, boli po kieszeni, aż si patrzy

      Usuń
  4. Ja żałuję trochę, że nie poszłam do policealnej, bo jakiś świstek bym już miała, kontakt z ludźmi, i co najważniejsze - ZNIŻKI. Teraz jak chcę jechać gdzieś pociągiem, to wydaje takie ciężkie pieniądze, że aż mi smutno.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć dziewczyny :) Podzielę się tutaj swoimi doświadczeniami, bo ten post dotyczyłby mnie 4 lata temu ;) Kończę teraz trzeci roku leku; maturę pisałam w 2010 roku, wyniki z biologii i chemi były naprawdę dobre, ale na medycyne w Poznaniu nie wystarczyły. Decyzja była jasna - za rok poprawiam, próbuję dalej, to jasne. Plan miałam taki: zostać w domu, codziennie się uczyć, zdać bez problemu na 99%. Teraz po 4 latach twierdzę, że to był najgorszy rok w moim życiu :/ Siostra pojechała na studia, byłam praktycznie odcięta od znajomych, bo do liceum chodziłam w innym mieście, dni mijały na totalnym nicnierobiebiu, uczyć mi się nie chciało, nic mi się nie chciało tak naprawdę. Jedyne co sobie przyjmuję za plus to zrobienie prawa jazdy :) na korepetycje nie chodziłam, bo stwierdziłam, że jeśli sama się nie zmotywuję do nauki, to nikt nie da rady. Cudem udało mi się poprawić biologię o 1% (xd) i dostać się do Bydgoszczy. Gdybym miała cofnąć czas i raz jeszcze podjąć decyzję - dom/studia wybrałabym studia. Domowa, jakby nie było, samotność wpędziła mnie w totalny dołek, i tak uczyłam się dość mało (zaczęłam tak na dobre w marcu), zmarnowałam ten rok totalnie. Studiując jakiś kierunek paramedyczny można sobie przepisać część ocen z zajęć i egzaminów ;P Ważne by się nie poddawać i próbować kolejny raz; ze mną na roku są osoby o 2, 3, nawet więcej lat starsze od właściwego rocznika. Najlepiej rozważyć wszystkie wady i zalety (dom vs studia) pod kątem swojej osoby i się uczyć xd
    Powodzenia w dostaniu się na wymarzone studia i zapraszam do Bydgoszczy, mamy naprawdę przystępne progi! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie.
      A składam tam. Macie jakieś inne zalety, poza przystępnymi progami i (podobno) miłą atmosferą (jedyna uczelnia, o której słyszałam taką opinię!) ?

      Usuń
    2. A co do przepisywania - z analityki mogliby mi zaliczyć szkolenie BHP i może WF. Tak słyszałam. I mooooże statystykę. Chyba nic poza tym. Także ten.

      Usuń
    3. Koledzy z grupy mieli zaliczoną genetykę, etykę, filozofię, łacinę, chemię organiczną i chyba coś jeszcze ;p Studiowali dwa lata analitykę, ale na CM. Najlepiej to ukierunkować się w miarę możliwości na daną uczelnię, bo pewnie w takim wypadku władze są skłonne przepisać przedmiot :)
      Co do bydgoskiego CM to powiem, że mi osobiście fajnie się tu studiuje. Na większości katedr ludzie nie robią problemów, zwykle też im wyżej ktoś jest na katedrze tym jest sympatyczniejszy :) Batalii w dziekanacie żadnych nie przeprowadzałam, pracownicy biblioteki są bardzo pomocni; uczelnia nie jest bogata, wyposażenie niektórych sal jest mocno przejrzałe, ale zdarzają się miejsca, czy oddziały świetnie wyposażone. Większość zajęciowców i wykładowców to ludzie, którym zależy. To parę zalet CM, które mi przyszło do głowy :)
      Jest coś w tej miłej atmosferze. Nie wiem czy to tylko na moim roku, ale ludzie są naprawdę fajni, pomocni; dzielimy się notatkami, pytaniami, materiałami, nikt nie patrzy na innych z góry, nie odczuwam czegoś takiego jak "wyścig szczurów", albo "po trupach do celu". Może to syndrom Bydgoszczy jako niedużego ośrodka akademickiego, z pozoru "niedorównującemu" takiej Warszawie lub Poznaniowi? Ludzie nie mają powodu by zadzierać nosa ;p

      Usuń
    4. Dla mnie Bydgoszcz, razem z Łodzią tylko wtedy, gdy nigdzie indziej mnie nie przyjmą. Ale w zeszłym roku poważnie się nad nim/nią(?!) zastanawiałam. Teraz marzy mi się Gdańsk. Właściwie z podobnego powodu, co Bydgoszcz w zeszłym roku - bliskość morza. Chociaż oczywiście najważniejsze, żebym dostała się gdziekolwiek.
      Ja nawet takich przedmiotów nie miałam : D Może byłyby na drugim roku...

      Usuń
    5. Dla mnie Bydgoszcz, razem z Łodzią tylko wtedy, gdy nigdzie indziej mnie nie przyjmą. Ale w zeszłym roku poważnie się nad nim/nią(?!) zastanawiałam. Teraz marzy mi się Gdańsk. Właściwie z podobnego powodu, co Bydgoszcz w zeszłym roku - bliskość morza. Chociaż oczywiście najważniejsze, żebym dostała się gdziekolwiek.
      Ja nawet takich przedmiotów nie miałam : D Może byłyby na drugim roku...

      Usuń
    6. W tym roku Bydgoszcz zajęła 1. miejsce w scapuli, także anata na poziomie. Jest tu też kilku najlepszych profesorów np Drewa, z którego książek uczą się wszyscy studenci. Więc nie rozumiem tego "gdy nigdzie indziej mnie nie przyjmą". Do Katowic, Zabrza, Białegostoku, Olsztyna, Szczecina (ale to z fizą) jest się łatwiej dostać.

      Usuń
    7. E tam. Do Bydgoszczy porównywalnie z Katowicami, liczyłam. Szczecin już bez fizy. Olsztyn chyba życzy sobie trzech przedmiotów?
      Wiesz. Ogólnie my wszyscy jesteśmy strasznie niedoinformowani. Na przykład o tym, o czym czytam w Twoim i poprzednich komentarzach, nie miałam pojęcia. Pod hasłem 'nigdzie indziej' kryje się u mnie lista uczelni w takiej kolejności (może ulec zmianie): Gdańsk, Kato, Bydgoszcz, (przerwa) Łódź/Szczecin..

      Usuń
  6. Puszysława, ja do tej pory nie dostałam takiego listu z ŚUMu, może oni dalej na mnie tam czekają?

    Ja też teraz coraz częściej o tej Bydgoszczy myślę, bo ładne miasto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli przyjmują, to tym bardziej musisz go dostać : P

      Usuń
  7. Serio nowa ustawa jeszcze nie obejmie tego rocznika? mam jakieś sprzeczne informacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale Randomglin na forum Biolog podaje, że tylko będą się starać, żeby zdążyć przed październikiem, więc nic nie wiadomo. Przynajmniej w chwili, gdy pisałam ten post, tak było. Ogólnie on jest bardzo zorientowany w takich sprawach, możesz sobie wyświetlić jego posty na forum czy coś i poczytać.

      Usuń
    2. jeśli chodzi Wam o to przez ile można poprawiać na starych zasadach, to potwierdzam, że do 2016, bo napisałam maila do CKE i mi odpowiedziało.

      Usuń
    3. Tutaj: http://trybunal.gov.pl/rozprawy/wyroki/art/6890-odplatnosc-za-studia-w-uczelniach-publicznych/

      "Przepisy wymienione w części I w zakresie, w jakim dotyczą studiowania w latach akademickich do roku akademickiego 2014/2015 włącznie, tracą moc obowiązującą z upływem 30 września 2015 r."
      Czyli już nie rozumiem, czy rozpoczynający studia w roku akademickim 2014/2015 nadal będą musieli płacić.

      Usuń
    4. Trzeba by do nich zadzwonić i zapytać. Bo z tego, co wkleiłaś/łeś wynika, że jeszcze w tym roku studiujemy na obecnych zasadach i nie wiem, czy nie okaże się, że będziemy studiować na tych zasadach już do końca. Ale z drugiej strony - gdyby ktoś po tym roku zrezygnował (chociaż rozpoczynanie studiów 'bo tak' z zamiarem ich nieskończenia nie jest do końca w porządku), to zacznie znów na aktualnych, czy na nowych? Nie zagłębiam się w to aż tak bardzo, mam nadzieję, że nie będę musiała się tymi przepisami już więcej martwić. Ale jeżeli Ci zależy, to nie wiem, może MEN ma jakąś infolinię? Ja, chociaż bardzo bym chciała, nie jestem w stanie powiedzieć Ci niczego więcej.

      Usuń
  8. Też uważam, że poprawa matury to dobry wybór gdy zna się swój cel. Co do drugiego kierunku- ja studiuję na PUM jeden kierunek i w tym roku złożyłam na drugi (psychologia na zupełnie innym uniwerku) i mam za darmo. Niektóre uniwersytety oferują darmową naukę- inne nie. Trzeba dzwonić i się po prostu pytać :). Pozdrawiam i trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy człowiek ma cel w życiu, wszystko ma sens. :) Poprawiałam w tym roku maturę po czterech latach przerwy. Pomysł powstał w mojej głowie z dnia na dzień, ale wytrwałam w nim i dzielnie siedziałam w maju na sali razem z innymi maturzystami. Pytałaś, czy coś pominęłaś. Kwestię dyscypliny i organizacji, bo ucząc się samemu ciężko się niekiedy zmotywować. Kusi komputer, kusi telewizor, kusi lenistwo, a wiadomo, że najlepsze wyniki daje systematyczność. Co prawda nie miałam z tym jakiegoś wielkiego problemu, ale jednak były dni, kiedy odpuszczałam. Mi również brakowało kogoś, kto by kierował moją nauką, a głupio tak z każdą pierdółką wyskakiwać na forum. Zaufałam sobie, książką i Internetowi. W piątek się okaże czy słusznie.
    Pozdrawiam i życzę lots of %.
    agentka91

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej Ludziaki, ja też poprawiałam maturę w tym roku. Byłam na pielęgniarstwie na UJ, a zrezygnowałam na początku stycznia. i wiecie co? to co zdarzy się w piątek (wyniki) zapewne będzie dla mnie mega straszne bądź mega super. Ale nawet gdyby miałoby być mega do dupy, to co robię? Idę się schlać, trzeźwieję, iiiiiiiiiiiiiii................ podnoszę się po zasranej porażce. Bo tylko tak idę SWOJĄ DROGĄ, tylko moją, drogą, którą moje serducho chce iść, no a te porażki, kto ich nie zaliczył? każdy ma je na swoim koncie

    PS Mówię Wam, kiedyś nam się uda! I niech nikt Wam nie próbuje wmówić, że może idziecie złą drogą, albo macie za mało pokory! ZAWSZE SŁUCHAJCIE GŁOSU SWOJEGO SERCA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym mieć tyle samozaparcia i wiary w słuszność swoich decyzji. Ja jak sobie pomyślę o piątkowych wynikach, to ogarnia mnie strach. Mam wyjścia awaryjne, ale wiem, że będą one jedynie marnym zastępstwem. Jednak nie mam na tyle odwagi, by chociażby poprawiać za rok maturę i spróbować jeszcze raz. Może mi po prostu aż tak bardzo nie zależy? Już sama nie wiem. Podziwiam takie osoby, które próbują do skutku i się nie poddają. ;)

      Usuń
  11. Sama kończyłam Śląski Uniwersytet Medyczny i powiem krótko: warto. Nie zrażaj się, mnóstwo ludzi poprawia matury, żeby się dostać. Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej, przepraszam że tak troche z innej beczki, ale PROSZE poleć jakieś zbiorki, podręczniki pod maturke z chemii, biologii.
    Jestem już na 2 roku studiów inżynierskich i na prawdę nie wiem czy to rozsądne, ale korci mnie niesamowicie żeby coś zmienić. Chyba chcę od życia trochę więcej, a może po prostu czegoś innego...
    Milion razy miałam w głowie pomysł rzucenia studiów (albo chociaż dziekanka na rok, ot tak dla spróbowania), bo ogarnąć studia tu- na Polibudzie i przygotować się w tym samym czasie do poprawy matury z biologii i chemii jest TRUDNO. A nawet bardzo.. Nie wiem jak mam powiedziec rodzicom, że chcę od tego przerwy i że chcę spróbować.. bo nie tak to miało wyglądać, a wyszło jak wyszło - jak zwykle zbyt pochopnie.
    Nie wiem co robić, ale wiem jedno- chcę, MUSZĘ spróbować, bo zwariuje..
    Może jednak to możliwe- może da się pogodzić te dwie rzeczy.. sama nie wiem, ale nie dowiem się dopóki nie spróbuję
    Stąd moja prośba- polec proszę coś wartego uwagi do nauki samemu w domu.
    P.S. Podziwiam Cię za determinację i dążenie do celu. Congratulations, you made it!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wymieniałam ich tam w którymś z komentarzy powyżej? Kurczę, muszę się zabrać za taki post, ale moje przygotowania do matury :/ Nie polecam takiego trybu, ale kilka dobrych tytułów znam. Odezwij się do mnie, wysyłając mail, jeżeli chcesz pogadać, ok? ;)
      puszyslawa@gmail.com (podpisz się jakoś, żebym wiedziała, że to Ty ;) Możesz wkleić np. ten komentarz.)

      Usuń
  13. Kochani,
    moje życie nie potoczyło się tak jak miało się potoczyć. Jestem maturzystką z 2011 roku. Niby zdałam maturę i z chemii i z biologii na dość słusznym poziomie ale jednak to nie wystarczyło, by dostać się na TEN wymarzony kierunek. Dostałam się na kilka innych - nazwijmy je - biologiczno - chemicznych. Ale żaden z nich nie był tym, którego pragnęłam. Do tego rodzina namawiała mnie na zupełną zmianę o 360 stopni i uległam, studiuję coś, czego nigdy nie chciałam, coś czego nigdy nie brałam nawet pod uwagę. I niby zapomniałam, że istnieje na świecie coś co mnie pasjonuje (medycyna) i nauczyłam się żyć obecnym życiem. Ale czasem do głosu dochodzi jakiś głos, który mówi mi: spróbuj, jeszcze masz szansę.
    I zdecydowałam się mu poddać. Uznałam, że spróbuję poprawić maturę ale ciągle zadaję sobie wiele pytań: co jeśli się nie dostanę? A co jeśli się dostanę - z czego będę żyć, jak długo przecież można być na garnuszku ciężko pracujących rodziców, czy nie będę odstawać wiekiem od kolegów na roku itd...? Dlatego nie złożyłam jeszcze podania, choć wiem, że czasu jest coraz mniej.
    Jeśli jest tu ktoś, kto zechciałby mnie wesprzeć w tej decyzji i popchnąć do przodu, czekam na komentarze. A jeśli jest ktoś, kto racjonalnie stwierdzi, że powinnam skupić się na tym, co już mam - również chętnie wysłucham.
    Pozdrawiam wszystkich ludzi z pasją i poprawkowiczom życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zawsze warto spróbować! Napisałaś, że zadajesz sobie wiele pytań. Co jeśli się nie dostaniesz? Cóż, twoja sytuacja nie zmieni się, nie ulegnie pogorszeniu - pozostanie taka sama. :) Co ci szkodzi spróbować. Złóż deklarację póki masz jeszcze czas, a przecież nie musisz przychodzić na egzamin. A co jeśli się dostaniesz? Czy nie będziesz wtedy szczęśliwa? Jest wiele stypendiów dla uczniów, więc to tylko dodatkowa motywacja do nauki :) O wiek się nie masz co martwić, serio. Pewnie nikt nawet nie zauważy różnicy. A poza tym, co to kogo obchodzi? To twoje życie i tylko ty możesz je przeżyć. Albo na sposób innych (nie radzę), albo na swój własny sposób ;) Sama poprawiam maturę w maju i jak spotykam znajomych i dowiadują się, że zostałam na rok w domu to strasznie się krzywią i mają mnie za jakiegoś dziwoląga. Wtedy tylko się uśmiecham i myślę sobie, czy oni wgl będą w życiu szczęśliwi, bo przecież poszli na inne kierunki niż chcieli, bo zabrakło im pkt. Czy wgl będą pracować po ukończeniu studiów w zawodach, do których się uczą? Mam nadzieję, że chociaż trochę cię zmotywowałam. Warto gonić za marzeniami i iść za głosem serca. Pozdrawiam i trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję za słowa otuchy :)
    Mam nadzieję, że Ci się uda! Ja prawdopodobnie też podejmę tę próbę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej!

    Wiecie może czy jeśli na maturze ktoś zdawał biologie podstawe i chce teraz rozszerzenie, to na świadectwie bedzie tylko wynik z tego rozszerzenia czy oba?

    Pzdr

    OdpowiedzUsuń
  17. poprawianie matury to trudna sprawa. Ty poprawiasz bo masz chęci na lesze, a u mnie w szkole średniej była moda: robimy technikum wiec zdaję tylko zawód, a za rok sama w domu nauczę się do matury i ją zdam. Będę miała rok na przygotowanie. Logiki tu nie ma, bo kiedy brakuje nauczycieli i wałkowania tematu brak chęci. Najgłupsze jest to że zrobiło tak 9 osób, które ledwo na wybłagane 2 zaliczały. Potem okazało sie że egzamin zawodowy nie zaliczony a matura nie była zdawana i co robić? Sami błagai nauczyciela żeby dał im 2 a nie będą zdawać matury, byle teraz było im wygodnie a nie poświecić rok czy kilka miesięcy na naukę poziomu 30%.

    OdpowiedzUsuń
  18. Chcialbym zwrocic tylko uwage iz autorka postu myli sie co do zasad poprawiania matur. Chodzi mi o to ze jak ktos zdal mature a chce ja poprawiac to bedzie mogl on to zrobic tylko na nowych zasadach. Polecam przeczytanie informatora maturalnego na rok szkolny 2014/2015. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Chcialbym zwrocic tylko uwage iz autorka postu myli sie co do zasad poprawiania matur. Chodzi mi o to ze jak ktos zdal mature a chce ja poprawiac to bedzie mogl on to zrobic tylko na nowych zasadach. Polecam przeczytanie informatora maturalnego na rok szkolny 2014/2015. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka napisała prawidłowo, to Ty się mylisz co do zasad na 2015 rok. Wystarczy dokładnie poczytać o procedurach na stronie CKE. Nawet po deklaracjach można się zorientować, że absolwenci z rocznika 95 i wcześniejszych piszą w tym roku na starych zasadach (czyli 2013/2014), niezależnie od tego czy zdali bądź oblali maturę. Natomiast martwię się, jak problem rozwiążą w 2016 roku. Czy faktycznie też tak to będzie jeszcze wyglądać (bo niby w CKE zadeklarowali, że przez 2 lata czyli do 2016 włącznie), czy jednak już ujednolicą zasady dla wszystkich absolwentów...

      Usuń
  20. Można powiedzieć, że matury coraz bliżej i temat poprawy nie schodzi z tapety. Kwestia tylko tego jak to będzie wszystko wyglądało... co jak co, ale to znowu będą swego rodzaju nowość. Czasem jest tak, że nasza ambicja nie pozwala nam zdobyć umiarkowanej oceny i pcha nas wyżej. To dobrze, ale zawsze są dwie strony medalu - może być lepiej, ale też może być gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja mialam smiesznie.. Stchurzylam nie zlozylam na wymarzony kierunek ale na inny. Srudiuje to. Na poczatku bylam smutna i zapisalam sie na poprawe matur. Teraz ucze sie tydzien przed bo skupilam sie na studiach. Tydzien przed matura podstawy rozszerzenia 2-3 tygodnie. Dam rade - bo to taka sesja dla dzieci. Do sesji ucze sie dzien i 3 ;)...

    OdpowiedzUsuń
  23. Czy ktos sie orientuje w jakiej formule bedzie mozna poprawiac stara wersje matury w roku szkolnym 2015/2016 , nowej czy starej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nadal w wersji starej, jeśli jesteś rocznik 2014 i wcześniejszy.

      Usuń
  24. Ja sprawdziwszy odpowiedzi po biologi już wiedziałam, że po lekarskim, chyba że napiszę chemie na 120% :-) A tak na serio, jakoś cały czas godziłam się z myślą, że pewnie i tak się nie dostanę i chyba to mnie zgubiło. Nie szalałam za bardzo z nauką, nigdy nie siedziałam w książkach dłużej niż do 23. Ale mimo to dużo poświęciłam, odmawiałam spotkań ze znajomymi ( bo muszę się uczyć ) a że chodziłam do szkoły społecznej ( gdzie w klasie 20 osobowej każdy miał swój inny cel albo wogóle ) nauczyciele z przymróżeniem oka traktowali moje czytanie repetytorium na wszystkich przedmiotach ( łącznie z polskim, z którego nie wiem czy zdałam maturę ). Nie pamiętam kiedy ostatnio przeczytałam dobrą książke czy obejrzałam ciekawy film, a że jestem trochę człowiekiem kultury tęskno mi do tego.. Ku marudzeniu innych, że nie poprawie, że jakbym miała się dostać to bym się dostała, że tylko geniusze się dostają, że co będzie jak za rok nie wyjdzie i ble ble ble stwierdzilam, że zostanę. Po pierwsze w wakacje muszę pracować, więc dopiero po nich będzie czas na odrabianie kulturalnych zaległości. Część osób zostaje w mieście, więc nie będe zupełnie sama. Wyczaiłam nawet policealną szkołe, po roku bede miała jakiś papierek. Będe miała czas na swojego bloga, który przynosił mi maly dochód póki nie rzuciłam go dla nauki, będę miała czas na gotowanie wegańskich pyszności.. Wiele osób traktuje rok w domu jako karę i wielki wstyd. Ale pomyślcie sobie ile nowych umiejętności i pasji można w sobie rozwinąć przez ten rok. Pomyślcie sobie jak dokładnie możecie wszystkiego się nauczyć, ile macie czasu na naukę. Co do motywacji - jeżeli jest wyraźny cel, który sprawia, ze mamy błyszczące oczy gdy tylko o nim pomyślimy - to warto. I motywacja sama się znajduję. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja też poprawiam i podobnie jak Ty zaczęłam studia (dietetyka), ale fajnie było się dowiedzieć, że to zdecydowanie nie będzie plan B i wracam do domu na gap year, jak było zakładane od początku :). Mam nadzieję, że uda się poprawić i dostać na wymarzony lekarski :)
    Zapraszam do mnie:
    http://depozyt-mysli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com