poniedziałek, 28 lipca 2014

Jestem absolutnie zachwycona OKE w Jaworznie

Nie miałam najmniejszego zamiaru ani odwoływać się od wyniku, ani nawet oglądać swoich prac. Z rezultatu byłam względnie zadowolona. Do czasu. W ubiegłą niedzielę wydrukowałam i wysłałam skan podania o wgląd. W poniedziałek odebrałam telefon. Zaproszono mnie do OKE na środę. A takim zaproszeniom się nie odmawia.

Kiedy już doszłam do wniosku, że do Jaworzna najlepiej przez Sosnowiec... Ta wyprawa pretenduje do miana przygody życia. A wycieczki roku to już na pewno.

Zaczęło się od tego, że 'moim samochodem do obcego miasta sama nie pojedziesz!'. 'A Z KOLEŻANKĄ TYM BARDZIEJ!'. No i stąd ten Sosnowiec. Przesiadka ze zwiedzaniem. Dobrane towarzystwo i znajome miejsce prawie gwarantowało dobrą zabawę. Ale, ale. Co prawda miałyśmy ponad dwie godziny zapasu, ale jakoś trzeba było do tego obcego, mitycznego Jaworzna dojechać. Traf chciał, że dojechałyśmy chłodzonym wiatraczkiem busem, prowadzonym przez bardzo niecierpliwego i jeszcze bardziej kreatywnego kierowcę.

1. Niespodzianka pierwsza. Pan Kierowca w bardzo miły sposób wyjaśnił mi, gdzie jest ulica, na której znajduje się OKE, gdzie wysiąść i jak do niej z przystanku dojść.

Tak więc przez dwie godziny zwiedzałyśmy Jaworzno. Rynek mają ładny. W herbaciarnio-kawiarni za kościołem podają świetną Yerba Mate. Yerba Mate nie daje kompletnie żadnego efektu pobudzającego. Ale pewnie jedna tykwa yerby to po prostu zbyt mało jak na cztery godziny snu. Grunt, że humory nam dopisywały.

Aha! Mają tam limitowany czas korzystania z łazienki. Po około dziesięciu minutach ktoś podchodzi i gasi światło. To nic przyjemnego, jeżeli akurat pudrujesz nos i plotkujesz w najlepsze!

WIZYTA W OKE

Zaczęła się od tego, że powiedziałam dzień dobry jakiejś miłej pani wychodzącej z budynku. Odpowiedziała z szerokim uśmiechem. A moja koleżanka nie zrozumiała, dlaczego to zrobiłam. Chciałam być miła!

Próbowałam być miła również dla Pani w okienku informacji, jedynego człowieka, jaki był dostępny przed zagradzającymi drogę wielkimi, szklanymi drzwiami...

   - Co mam zrobić, jeżeli przyszłam obejrzeć maturę?
   - Czeka tutaj!

Czekałam. Czekał też jakiś niezwykle pewny siebie gość, który na wgląd przybył z tatusiem.

Błyskawicznie przez drzwi przeszła pewna bardzo miła, ubrana w przecudowną retro spódniczkę, idealnie leżącą na jej szczupłej i zgrabnej sylwetce, koszulę i nie pamiętam, co jeszcze, ale wiem, że była blondynką i była prześliczna, zachwycam się i chyba nieco zazdroszczę. Już, wygadałam się. Zaprowadziła nas (oczekujących na wgląd) do sali przypominającej świetlicę, sprawdziła dowody, zebrała podpisy. I wskazała mi ręką jeden ze sporych, kwadratowych, świetlicowych stolików. Przy każdym z nich siedział egzaminator i jedna, dwie osoby. I ja usiadłam.

Na środku stołu leżał segregator z pracami. Poinformowałam, że znam zasady, wypełniłam karteczkę z danymi i dostałam pracę.

Rozpoczęłam od zliczenia punktów. Coś mi tu nie pasuje. Przeliczyłam jeszcze raz, poprosiłam o kalkulator, podzieliłam... 85. Jak to 85?! Czyżby nieświadomie dodali mi punkt? Nie, przeoczyłam jeden.

Przejrzałam wszystkie 'źle' rozwiązane zadania, porównałam odpowiedzi z kluczem i adnotacjami na pracy, o jedno zapytałam nawet ekspertki ale nie znalazłam niczego, do czego mogłabym się przyczepić. I wtedy pomyślałam, że jestem idiotką. Bo w momencie wypełniania podania nawet nie pomyślałam o tym, żeby chcieć oglądać pracę z chemii. Stwierdziłam, że pewnie i tak niczego bym nie zrozumiała. Ale mogłabym chociaż przeliczyć punkty! A tak...

2. Niespodzianka druga. Zapytałam miłej pani, czy istnieje taka możliwość, że oni przeliczyliby mi punkty z chemii, gdybym złożyła odpowiedni wniosek. Kazała mi poczekać.

Wskazała stołki na zewnątrz sali, usiadłam i czekałam. Minął mnie ten sam niezwykle pewny siebie gość. Nieco bardziej niepewny siebie i wyjątkowo poirytowany.

Czekałam przez jakieś dwadzieścia minut? Zaproszono mnie do obejrzenia arkusza z chemii. Wraz z przemiłą, genialną egzaminatorką, która błyskawicznie wyjaśniła mi wszystkie błędnie rozwiązane zadania (one były tak łatwe, jaki wstyd!). Zapytała też o wynik z biologii, zapewniła o dostaniu się na lek (tyle to ja też wiem) i pochwaliła pracę. Czego nie zrobiła ani ona ani ja? Nie zliczyłyśmy punktów. Ale wyszłam stamtąd tak niezmiernie zadowolona i szczęśliwa i z tak niesamowicie pozytywnym wrażeniem! Komentarz: To tak jak po egzaminie na prawo jazdy. Wszystkie zachwycałyśmy się tym gościem. Żadna u niego nie zdała.

Wsiadłyśmy do autobusu, który doradziła nam przemiła pani w kiosku.

3. Niespodzianka trzecia. Jakiemuś chłopakowi brakło drobnych na bilet. Starsza pani podeszła do niego i zapłaciła kierowcy. Inna pani w średnim wieku ustąpiła miejsca człowiekowi stojącemu w drugiej połowie pojazdu (ja stałam, w dodatku tyłem do niego).

Jadąc, zauważyłyśmy profesjonalnie i ekskluzywnie wyglądający banner reklamujący hotel dla psów. A na nim nazwę... PSILTON. Głupie. Ale byłyśmy w tak dobrym humorze... Przeczytacie dalej. Ponadto autobus miał WiFi. Nie działało. W pewnym momencie coś się zmieniło. Za oknem. Nagle ubyło zieleni, a przybyło Sosnowca.

W Sosnowcu, poza tym, że nie potrafiłam zapłacić kartą, spędziłam pół godziny na fotografowaniu cudzym ajfonem składów kosmetyków w Rossmannie i nie potrafiłam zjeść spaghetti ze szpinakiem, nie wydarzyło się nic ciekawego. A! Jadłam makaroniki. Były pyszne. Do momentu, w którym właścicielka ajfona nie usiadła mi na torebce.

Jakby tego było mało. Wsiadłyśmy do pociągu. Natychmiast wypatrzyłyśmy przystojnego studenta prawa. Czytał jakiś kodeks. (W ciągu godziny przerzucił może jedną kartkę?). Ale żeby nie było tak prosto. Musiała się zacząć rozmowa o medycynie, Applu, kupowaniu samochodu i wycieczkach do Chorwacji, Grecji, Peru oraz Zanzibaru (do not ask). Przy tej ostatniej siedzący obok gość po pięćdziesiątce przeklął i wstał i poszedł.

A student wyciągnął energy. I wypił. I wydał jakiś dźwięk, odetchnął? Myślę sobie: tylko się nie śmiej, miałaś być miła. I wtedy... Znajoma. Wybuch. No nieeeeeeeeeeee - myślę sobie. I ja też nie wytrzymałam.

Wysiadłyśmy. Krzyczę na nią.
   - Dlaczego się z niego śmiałaś?!
   - Z kogo?
   - No ze studenta!
   - Śmiałam? On przystojny był, dlaczego miałabym się z niego śmiać? Dobrze wiesz, że przez cały dzień śmiałam się tylko z jednego. I wiesz, co Ci powiem? PSILTON!

I wtedy mój parasol złożył mi się na głowie.

THE END

No to jak? Szukać na stronach swoich OKE informacji o wglądzie i urządzać sobie podobną wyprawę! Szkoda tylko że... Niestety. Oba moje arkusze zostały sprawdzone naprawdę perfekcyjnie.

Tęskniliście? Ja trochę tak. A trochę po prostu musiałam tę historię komuś opowiedzieć. Teraz szykuję się na wycieczkę z papierami na ŚUM. A wiecie, jaki jest żart dnia? 'Hej, gratuluję, dostałaś się na PUM!'. Nie wiedziałabym, gdyby jedna z czytelniczek nie przejrzała listy i nie znalazła mnie na Facebooku : D

14 komentarzy:

  1. z całego serca gratuluję Ci, mi się niestety nie udało :(
    pozdrawiam i życzę satysfakcji ze studiów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. po pierwsze, kolejny raz wyrażę radochę, że się dostalaś. Po drugie, dobrze że sprawdziłaś arkusze, bo gryzłoby Cię to po nocach :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie, gratuluję! ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Też byłam! Tylko w stolicy, i to bez kul (szał ciał). Mi źle sprawdzili - z chemii mam niezaliczone dobrze zrobione zadanie, ale wyjdę na to samo co rok temu, więc się nie bawię, ale z biologii wysmarowałam im teraz podanie na dwie strony, uzasadniając dlaczego to powinni mi przyznać punkty (szkoda mi było kasy na druk, ale co tam).
    Co do wizyty w OKE WAWA, też było miło i przyjemnie, siedział obok mnie chłopak, który sprawdzał wszystko co się dało, a potem pokłócił sę z jedną panią, że przepisywanie odpowiedzi to nie jest kopiowanie, i nigdzie tego nie zabronili (a na medycynę chcę, ech...)
    I spotkałam tego samego pana co rok temu, poznałam go po charakterystycznej koszuli (tzn miał chyba inną w tym roku, ale motyw podobny) i było mi jakoś tak przyjemniej, że jakiś znajomy człowiek - co z tego, że z OKE. Jedyny minus to to, że nie miałam ekspertów i nie mogłam się upwenić (a może ten pan od koszuli nim był?) Ale generalnie fajnie. Potem jak zwykle spóźniłam się na pociąg (na mojej trasie one spóźniają się zawsze, ale wtedy kiedy ja się spóźniam, one dziwnym trafem są wyjątkowo punktualne, to chyba jakiś spisek). Potem jechał milion godzin, ale było fajnie.

    Gratuluję mocno leku (i jeszcze mocniej zazdroszczę). Ja przez najbliższy rok zamierzam być studentką farmacji, a co! A leku bardzo, bardzo, bardzo gratuluję Pusia (chyba się powtarzam ;) )

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! :) Czytam Twojego od pewnego czasu i postanowiłam się uaktywnić w momencie, kiedy opisałaś moje miasto! :D W kawiarni koło Kościoła jest też świetnie founde, kawa też dobra :D Powiem Ci jeszcze, że też 30 lipca w środę byłam na wglądzie :) Mam 170 punktów, ale sprawdzałam bo chciałabym Poznań, a może braknąć :) Alternatywnie wybrałam ŚUM :) Więc jak mi nie wypali Poznań, a Tobie Gdańsk, to się spotkamy :) Przy okazji zapraszam Cię na mojego bloga www.babskacodziennosc.wordpress.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś tak miła, że nie usuwam komentarza, mimo zostawienia adresu bloga. Taka praktyka niemile widziana w internetach. Wystarczy, że dodasz go w swoim profilu Google+, wtedy każdy, kto będzie Tobą zainteresowany, znajdzie blog, klikając w nazwisko, tak więc wszystko jest do ogarnięcia ^^

      No. To teraz podpadłam. A chyba spotkamy się na siumie : D

      Usuń
  6. Gratulacje :) Ja wylądowałam na Inżynierii Biomedycznej na AGH i w sumie byłam mocno zdziwiona swoimi wynikami na maturze (pozytywnie), więc wgląd do prac okazał się niepotrzebny ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Droga Puszysławo, ostatnio się nie odzywasz a przecież dałaś znać, że się udało dostać!
    Gratulacje:) Czekamy na relację.

    Alina

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie czekamy na kolejny wpis,którą uczelnię w końcu wybrałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czekam na kolejny wpis ^^ Ogólnie rzecz biorąc - chroniczny brak czasu, potem jakieś takie rozbicie, już miałam zamiar rezygnować z prowadzenia tego bloga, ale odwiedziłam go i... Piszę : )

      Usuń
  9. Czy mogłaby Pani skontaktować się telefonicznie z sekretariatem OKE w Jaworznie? tel 32 784 16 01

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, a w jakiejś konkretnej sprawie?

      Usuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com