niedziela, 18 października 2015

Na początku był chaos

'Spokojnie, Pani w swojej sytuacji już nic więcej skopać nie może.'
Doprawdy? Te słowa niepokojąco przypominają rzucanie wyzwania.

Tę historię chcę Wam opowiedzieć od jakiegoś roku i trzech tygodni. Przecież to sens istnienia tego bloga. Tak więc - po co dłużej czekać, skoro właśnie nadarza się idealna okazja do przytoczenia jej?

Czas akcji: druga połowa września 2014
Koniec wakacji, mieszkanie w Katowicach wynajęte, książki kupione - hej, ciesz się - tłumaczę sobie - za chwilę zaczynasz pierwsze studia i te akurat zamierzasz studiować na poważnie
TYDZIEŃ

niedziela

Pociąg na trasie Katowice - Częstochowa - wracam - istotne, robiłam zakupy. Inauguracja roku akademickiego, (Śląski Medyczny), trzeba dobrze wyglądać.
 - Nie rozumiesz. Ale okej, to ja Ci wytłumaczę na przykładzie, GUMed publikuje listy, obejrzymy sobie przy okazji.
 - Jesteś na niej też?
 ... taaakk
 ...
 ...
 - Co jest?
 - Bo. Miesiąc temu stwierdziłam, że nie mam najmniejszych szans na Gdańsk. I przestałam nawet tę listę obserwować. A teraz patrz.
 - No patrzę i nie rozumiem.
 - Bo ta lista się odświeży. We wtorek. I tych trzydzieści osób nie złożyło dokumentów o czasie, oni wypadną. A ja jestem dwudziesta pod kreską.
 - Co to znaczy?
DOSTAŁAM SIĘ NA GUMED
 - Pojedziesz!
 - Zapytaj za godzinę.
 - Pojedziesz. Ale bajer, będziesz studiować w Gdańsku.

Godzinę później, rodzinne spotkanie przy kawce, ciasteczku, śledziku i tak dalej - końcówka - wchodzę
 - Nasza pani doktor! Ale zjedz ciasteczko, nałożyć Ci sałatki - Jak tam, kiedy zaczynasz studia w Gdańsku? - herbatka, sok, ciocia Ci naleje!
 - A za tydzień.
 - Skarbie, w Gdańsku.
 - No w Gdańsku, przyjęli mnie.
 - CO?!
Przynajmniej wszyscy wymagający poinformowania o życiowej decyzji zostali poinformowani.

 poniedziałek

Kupuję buty, żeby odpowiednio prezentować się na inauguracji roku akademickiego na GUMed. Dzwoni telefon. Nieznany numer. To może być tylko TEN telefon!
 - Dzień dobry
 - Dzień dobry - uśmiecham się i kocham cały świat przez słuchawkę
 - Czy nadal jest pani zainteresowana studiowaniem na naszym uniwersytecie?
 - Tak. -  Wy pytacie naprawdę czy to żart taki? - Przyjmujecie mnie?
 - Nie             (umieram),          spokojnie. Zastanawiamy się, czy publikować jutrzejszą listę, proszę ją sprawdzić.

 wtorek

Dostałam się. Loguję się na stronie, drukuję, przygotowuję dokumenty, odkładam.

 środa

Kupuję bilety kolejowe, pakuję się. Urlop w pracy załatwiony, w końcu po maturach, pracy, wszystkim - kilka dni zasłużonych wakacji. Zasłużonych, wszak dostałam się na medycynę, zrobiłam to. Sama, dzięki własnej pracy, wrodzonym zdolnościom i inteligencji.
22:00 oglądam film, gotowa do wyjazdu, odświeżam jeszcze raz stronę, żeby popodziwiać swoje nazwisko podświetlone na zielono: "Termin składania dokumentów: środa, 14:00"
CO?!

 czwartek

 - Mamo? Jednak nie studiuję na GUMedzie.
 - CO?! Dziecko, czy Ty chcesz, żebym ja umarła na atak serca?
 - Spokojnie. Po prostu dali zbyt krótki termin, nie sprawdziłam tego wcześniej, ale jestem już spakowana, w sumie nie byłam pewna, wszystko gra, mam wolne, jadę na wakacje, a spróbu...
 - NIGDZIENIEJEDZIESZ
 - Spokojnie, będąc tutaj nic nie załatwię, a tam, na miejscu z kimś porozmawiam. I dzisiaj zadzwonię do biura, spokojnie, wszystko pod kontrolą (dyplomacja)
 - No dobrze...

pociąg relacji Katowice - Gdańsk

10:00
 - No bo. Sytuacja wygląda tak. Bo nie miałam internetu. I sprawdziłam te informacje. Zbyt późno. I w ogóle.
 - Będzie trudno, wszystko jest jasno podane na stronie, no dobrze. Gdzie Pani teraz jest?
 - W pociągu.
 - A skąd, jak długo?
 - Z Katowic, od dwóch godzin.
 - No dobrze, proszę zadzwonić o dwunastej, a ja sprawdzę, co da się zrobić.

12:00
 - Dobrze, więc sytuacja wygląda tak. Jaki jest powód niezłożenia przez Panią dokumentów w terminie?
 - No bo. Wtorek. Internet.
 - Nie miała Pani we wtorek internetu?
 - Tak!
 - W takim razie jakim cudem zarejestrowała się Pani we wtorek w systemie, przez internet?
 - ...przez, bo, w telefonie
 - Proszę przyjść jutro o siódmej rano, będzie pani czekała na nas pod drzwiami. Z kompletem dokumentów. Do zobaczenia.
 - Aaaaaaaaaaaaa!

 To teraz jeszcze tylko:
 - pożyczyć laptop od pani obok, bo ma czytnik płyt
Ja mam internet.
 - wysłać zdjęcie przyjacielowi, który wyśle je bratu, który je wydrukuje, poda przyjacielowi, a ten poda mi
 - załatwić ksero dowodu
W międzyczasie znajduję mieszkanie. Idealne, z idealną Współlokatorką.
 - No bo. Wolne? To świetnie! Ale w sumie to ja jeszcze nie wiem, czy się dostałam. To dam Ci znać jutro. Albo za tydzień.

(Powiedziałam tydzień później. Miesiąc później usłyszałam: "Ja wiedziałam, że Ty się zdecydujesz. Od razu. Odmawiałam przez ten czas konsekwentnie, wszystkim.")

I odnaleźć się w Gdańsku.
To uczucie, kiedy jestem gdzieś po raz pierwszy i mogę patrzeć i podziwiać. Zachód słońca. Nocleg by się przydał. Kiedy byłam w Gdańsku? Ja szściolatka na Długiej, zdjęcie w gablotce u babci, tak.
I znaleźć nocleg.
 - Gdzie jesteś.
 - No na dworcu, jak kazałeś.  - Taak, znałam aż jedną osobę z całego Gdańska.
 - Co widzisz?
 - Jestem na dworcu!
 - Co widzisz!
 - No dworzec. Tak jakby z góry i słońce nad nim zachodzi, pięknie jest.
 - Gdzie Ty jesteś...

Można zwiedzać Gdańsk. Tylko jeszcze nocleg. I na rano - mieć dowód i jego ksero.

 - Jadłaś coś dzisiaj?
 - No.
 - Co?
 - Jabłko na śniadanie.
 - Idziemy na najlepszy kebab w mieście.

 piątek

Pod drzwiami komisji od 6:30. Bez ksera dowodu i dowodu.
 - No gdzie byłeś!
 - Nie ten tramwaj.
 - I Ty tu mieszkasz?

Wchodzę, roztrzęsionymi rękami podaję wszystkie papierki. Uff. Naprawdę wszystkie.
 - To ja jestem już studentką?
 - Tak.
 - Naprawdę?
 - Tak!
Śmieją się.
 - Czy znów to ja zrobiłam coś nie tak?
 - Nie, tym razem inni studenci. Poza tym proszę się nie martwić, Pani to swojej sytuacji już chyba bardziej skopać nie może.
 - Ach. (A to z Panią wtedy rozmawiałam.)

Nie ma to jak pozytywnie wypaść w pierwszym kontakcie z Uniwersytetem.
Miłe dobrego początki.

22 komentarze:

  1. Długo czekałam na tę opowieść :D Było warto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo wahałam się, czy decyzja była słuszna, ale wygląda na to, że było warto <3

      Usuń
    2. czekam na kolejne relacje! Wciąż wierzę, że młoda krew wyrośnie na dużo lepsze pokolenie lekarzy :)

      Usuń
  2. W końcu! Prosimy prosimy o kontynuację! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. I całe życie w stresie:D
    Gdańsk uwielbiam - w ogóle całe trójmiasto jest super! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wciągający blog, poprawiam maturę za rok, próbuję na lekarski, chociaż nie czuję szczególnego powołania, ale to jedyne studia, które skutecznie zajmą mi wolny czas, kiedy mam dołujące myśli. A nóż się odnajdę na tych studiach i się spodoba. ;) Jak to mawiają : Kto nie ryzykuje, ten nie ma. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie "te studia" tak nie zadziałały (z tym zajęciem wolnego czasu, skutecznym), ale życzę Ci, żeby w Twoim przypadku było przeciwnie, bo polecam i jak sądzę, warto.

      Usuń
  5. Siedzę i czytam twojego bloga a miałam być dziś pożyteczna.. Ale piątek, może można mi wybaczyć.
    Chciałam Ci tylko napisać, że bardzo mi się podoba, a co śmieszne, znajduję w Tobie wiele podobieństw ;) (nawet ta antropologia jako jeden z pomysłów na siebie xD). Aktualnie jestem w II LO, za rok matura choć ciągle jeszcze żyję nadzieją, że może podejdę do niej z nieco mniejszym stresem, bo w styczniu czeka mnie rejonówka z olimpiady ;) Też się wybieram na lekarski, a przynajmniej tak na razie planuję. I tez Gdańsk chyba że mnie przyjmą do Warszawy, ale aż się boję tak wysoko mierzyć.
    Podsumowując, bardzo fajny blog, ciekawie, zabawnie piszesz ;) Wszelkie posty o studiach mile widziane ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Choć jestem tutaj pierwszy raz, czytałam z zapartym tchem. Jakby to mnie dotyczyło, w sumie sama miałam też niezłą jazdę ze studiami ;)
    Cieszę się, że się udało wszystko, też jestem na swoim wymarzonym kierunku powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Choć jestem tutaj pierwszy raz, czytałam z zapartym tchem. Jakby to mnie dotyczyło, w sumie sama miałam też niezłą jazdę ze studiami ;)
    Cieszę się, że się udało wszystko, też jestem na swoim wymarzonym kierunku powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale masz lekkie pióro/ klawiaturę!!;) Czyta się wszystko jak naprawde dobrą powieść, gratuluję;)
    Powodzenia na studiach < ja już na szczęście kończę, ale mieszkając w akademiku najwięcej znajomych miałam z WUMu, z medycyny, więc mam sentyment;))
    http://swiezamezatka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. To,że czyta się z zapartym tchem to fakt,tylko jeśli jest co przeczytać.Ostatnimi czasy strasznie wieje tu pustką.Podobno nie poświęcasz całego czasu na naukę,może napiszesz coś dla potomności.Jak tam radzisz sobie na drugim roku,czy rzeczywiście macie taki natłok zajęć?Tegoroczna maturzystka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, resztki wolnego czasu poświęcam na naukę zamiast na blog :) Od dawna kompletnie nie czuję inwencji twórczej i nie udaje mi się dopasować do mojego pomysłu na ten blog, a nie chcę pisać czegokolwiek - stąd brak postów.

      Usuń
  10. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak Ci zazdroszczę ! Ile bym dała żeby być na Twoim miejscu. Ty jesteś taka zadowolona że aż tryska. Mogę spytać czemu nie myślałaś o Krakowie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo za blisko, bo duszno, bo tłoczno, bo mogłaby mi nie odpowiadać napuszona atmosfera. W Gdańsku mamy morze, powietrze, przestrzeń i uniwersytet w pięknym otoczeniu, poza tym jakoś szalenie się nie orientuję, ale obiło mi się o uszy, że również bardzo dobrą 'infrastrukturę medyczną', ilość szpitali itp. (drugie miejsce po Śląsku, jednak tu i tu mamy aglomeracje, a nie pojedyncze miasto). Chociaż jest to tak trochę wybieranie w ciemno i - jak się trafi.
      (Opinie studentów o traktowaniu nas i uczeniu w naszych szpitalach nie są zbyt pochlebne.)

      Usuń
  11. Skoro sie dostała z dalszej listy do Gdańska to do Krakowa czy Warszawy raczej nie miała szans.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli do Wawy dalej wymagaja fizyki to niekoniecznie. Ja do Warszawy dostalam sie z drugiej listy, a do Gdanska z jednej z ostatnich - po prostu nadrobilam sobie bardzo dobrze zdana fiza.

      Usuń
    2. Nie zdawałam fizyki i nie dostałabym się ani do Krakowa ani do Warszawy. Ale faktem jest też to, że o żadnym z tych miast nie myślałam wcześniej i nie miałam zamiaru ani nie chciałam w nich studiować. Zadawano mi już pytanie, 'Czy gdybym miała możliwość...? wybrałabym inne miasto/uczelnię" od dawna odpowiadam na nie 'nie' i jest to zupełnie szczere nie.
      A gdybym miała więcej punktów. I to spowodowałoby, że wybrałabym Kraków lub Warszawę zamiast Gdańska i GUMedu. To tylko się cieszę z tego, że tego nie zrobiłam, bo wtedy nie miałabym tego co mam tu i teraz :)

      Usuń
    3. PS: Anonim jednym z tych z CMUJ albo WUM, którzy uważają, że inne uniwersytety tylko po to, żeby podbić prestiż tych dwóch, czy jak?

      Usuń
  12. Nie nie. Jestem z ŚUMu konkretnie Katowice, ale nie ukrywam, że gdyby lepiej poszła mi matematyka poszłabym do Warszawy. I nie żebym uważała że to jakiś prestiż jest, ale mam tam kilku znajomych i od żadnego nie słyszałam złych opinii o uczelni, w przeciwieństwie to mojej.
    O ŚUMie od zawsze słyszałam ze jest "be" co sama mogę potwierdzić, można się przyzwyczaić, można nawet po latach polubić (przyzwyczaiłam się i nawet o dziwo chyba trochę zaczynam lubić) ale mimo to nadal uważam że to nie jest godna polecania uczelnia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak czytam ten post to przypomina mi się mój pierwszy dzień w obcym mieście, z dala od rodziców i znajomych, z plikiem dokumentów pod pachą i biletem autobusowym oraz mapką dojazdu na uniwerek :D Ach, stare dzieje...

    (Zapraszam do mnie: http://notatki-nelki.blogspot.com/ )

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratuluję ;3 Dowód na to, żeby NIGDY się nie poddawać ;3

    OdpowiedzUsuń

Jedyną zasadą komentowania - motto bloga.
'Piszesz? Pomyśl.'
puszyslawa@gmail.com